Za górami za lasami jest miejsce, w którym czas się zatrzymał

Za górami, za lasami, w malowniczej Cieniawie powstało miejsce, w którym czas się zatrzymał. Ludzie są dla siebie życzliwi, dzielą się tym, co mają, a wszystkiemu towarzyszy radosna atmosfera. Próżno szukać młodzieży wgapiającej się w ekran telefonu i ludzi, którzy ze sobą nie rozmawiają. Co więcej, wchodząc tam automatycznie ,,zarażasz się" pozytywnym nastrojem. W powietrzu czuć zapach dobrej, aromatycznej kawy i już zza drzwi słychać wesoły gwar. Czego tam również nie ma? Przetworzonych, niezdrowych, sztucznych produktów. Można by rzec ,,niemożliwe przecież taka idylla nie istnieje"! A jednak... i ma już za sobą dwa lata. 

Wchodzę. Jestem tutaj już trzeci raz. Zauważam znajome twarze: uśmiechniętą jak zawsze właścicielkę oraz ekspedientkę. Są też weteranki zdrowego odżywiania, które już tyle zdążyły mi ,,natłuc" do głowy mądrości, że od samego słuchania czuję się nawrócona na drogę produktów nieprzetworzonych. Wszak do dzisiaj pamiętam słowa pani Aldony Rogowskiej: ,,jedzenie eko jest nie tylko pożywieniem, ale przede wszystkim - lekarstwem" i trudno z nimi polemizować. Utkwiły mi również głęboko w pamięci słowa pani Joanny Pampuch, że ,,nożem i widelcem można wykopać sobie grób" i bynajmniej nie chodziło o drylowanie w ziemi. - Profilaktyka zaczyna się na talerzu - powtarzała podczas spotkania pani Joanna.

 

Miejscowy trzepak 

Sklep ,,Domowy Niezbędnik" powstał 5 listopada dwa lata temu. Jego nazwa nie jest przypadkowa, gdyż panuje w nim iście rodzinna, domowa atmosfera, ale także można zaopatrzyć się tam we wszystko, co niezbędne do przetwórstwa domowego. Co więcej, od początku nie było to wyłącznie miejsce sprzedaży, ale także miejsce spotkań okolicznej społeczności. Teraz, kiedy ma już na swoim koncie dwa lata istnienia, jest niczym trzepak, przy którym kiedyś gromadziły się dzieciaki, by odetchnąć od szkoły i porozmawiać. Z taką różnicą, że do Domowego Niezbędnika przybywają zwykle duże ,,dzieci", często także, by skosztować aromatyczną kawę, ale nie tylko...

- Pomysł na ,,Domowy Niezbędnik" wziął się z potrzeby. Obserwowaliśmy lokalny rynek. Wiemy, że w naszym rejonie wiele produkujemy w domu, zamykamy przetwory w słoikach. Postanowiliśmy zaopatrywać gospodarstwa domowe w to, co niezbędne do przetwórstwa, ale również w sprzęt do produkcji nalewek, wina itd. Kiedy otworzyliśmy sklep mieliśmy ogromną satysfakcję, bo przyszło bardzo dużo gości. Niestety potem przyszły te chudsze miesiące, bo nastąpiła późna jesień, zima i wówczas pojawiła się wątpliwość, czy to był dobry pomysł. Skończyło się robienie przetworów i ludzie rzadziej do nas zaglądali - przyznaje właścicielka sklepu Elwira Myśliwy, która codziennie dojeżdża aż 40 kilometrów z Wysowej, by rano z uśmiechem na twarzy witać swoich klientów.

Kiedy przyszła wiosna, Elwira postanowiła wprowadzić do oferty akcesoria wędliniarskie i wtedy nastąpił ,,boom". Jak przyznaje, ludzie, którzy np. produkowali wędliny u siebie w domach na Wielkanoc, zaczęli coraz częściej zaglądać i nie kryli zadowolenia, że już nie muszą szukać takich rzeczy w Nowym Sączu, bo mają w Cieniawie. Zaglądali zarówno miejscowi, jak i Ci, którzy byli przejazdem, ponieważ sklep znajduje się przy drodze krajowej nr 28. Od wtedy zaczął się spory ruch i tak zostało.

- Po dziś dzień bardzo dużo ludzi się u nas zatrzymuje, często wpadają na kawę i przy okazji robią zakupy. Przez te dwa lata dużo się nauczyliśmy. Przychodzą do nas ludzie, którzy robią coś z pasji i podpytujemy ich o receptury, rady i chłoniemy od nich wiedzę, którą potem dzielimy się z następnymi klientami. Zbieramy przepisy, wymieniamy się z nimi. Nasi klienci często przynoszą nam to, co wyprodukowali do skosztowania. Na przestrzeni tych dwóch lat coraz bardziej powiększamy asortyment. Od kilku miesięcy mamy u siebie także lokalne alkohole. Nauczyliśmy się słuchać potrzeb naszych klientów. Jeżeli jest czymś zainteresowanie, to zamawiamy to - wyjaśnia właścicielka.

Uśmiech cenniejszy niż CV

Jak przyznaje Elwira, aby zdecydowała się z kimś współpracować i przyjąć go do pod swoje skrzydła, najpierw musi mu zaufać, ale najważniejszą dla niej walutą przetargową jest życzliwość. - Jeśli ktoś jest uśmiechnięty i chętny do pracy, to znaczy, że możemy razem pracować - dodaje. Nic w tym trudnego, bo przebywając w jej towarzystwie nietrudno o uśmiech od ucha do ucha, gdyż obdziela wszystkich swoim entuzjazmem i radością. - Dla mnie nie ma znaczenia CV, dla mnie liczy się człowiek - kwituje.

Targi i wystawy lokalnych producentów na parkingu przed sklepem zaczęły się dwa lata temu od kiermaszu wielkanocnego, który Elwira zorganizowała z Kołem Gospodyń Wiejskich z Florynki. Panie przyszły w regionalnych strojach i przeprowadzały warsztaty robienia palm. Wszyscy malowali też pisanki, a gospodynie sprzedawały swoje wypieki, ciastka.

- Inicjatywa cieszyła się ogromnym zainteresowaniem, dlatego pomyślałam, że fajnie byłoby organizować takie imprezy cyklicznie - opowiada pomysłodawczyni. Elwira szukała ludzi, którzy się tym zajmują i tak trafiła na sądecką kooperatywę spożywczą. Od tego momentu współpracuje z nimi i użycza w każdą trzecią sobotę miesiąca parkingu przed swoim sklepem. - Powołali stowarzyszenie i wspierają ludzi, którzy produkują ekologicznie, a więc bez dodatków chemicznych - wyjaśniała w ubiegłym roku. Chociaż wiele się zmieniło przez te dwa lata, bo teraz nie tylko członkowie kooperatywy, ale wielu innych lokalnych producentów zaczęło odwiedzać targi.

- W każdą trzecią sobotę miesiąca organizujemy targ, na którym wystawiają swoje produkty lokalni producenci żywności, ale także kosmetyków, alkoholi i wielu innych. Są  również warsztaty kosmetyczne, kiermasze świąteczne itd. W drugie urodziny były z nami gospodynie z Koła Gospodyń Wiejskich z Ptaszkowej, jak i również producenci kosmetyków ,,Majrus" z Nowego Sącza, czy też właściciele winnicy w Chodorowej - wspominała Elwira.

Bezkonkurencyjna grochówka 

Nim przekroczyłam próg ,,Domowego Niezbędnika" poczułam wspaniały zapach grochówki, który natychmiast przywołał we mnie wspomnienia z dzieciństwa i kuchnię babci, która jest nie do zastąpienia.

- Nasza grochówka gotowana jest na wiejskim, wędzonym boczku, a nie malowanym, jaki jest w sklepach. To robi ten wyjątkowy smak i zapach wędzonki - tłumaczy przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich z Ptaszkowej Maria Karolska, która swoją funkcje pełni od 12 lat. Przyjechała na drugie urodziny sklepu ze swoją zastępczynią Ludwiką Zwolennik. Panie oprócz grochówki przywiozły również domowe ciasta.

- Dodajemy do tego kiełbaskę wiejską i oczywiście groch z własnych upraw. Grochówkę powinno się gotować trzy godziny, na małym gazie. Na końcu dodać przyprawy i całą resztę: lubczyk, który zastępuje magę, dajemy też: pietruszkę, troszeczkę czosnku, majeranek - wyjaśnia gospodyni.

Po tych słowach, już wiem, że mam do czynienia z ekspertem w tej dziedzinie. Nic dziwnego zatem, że ptaszkowska grochówka nie ma sobie równych w konkursach lokalnych i międzynarodowych.

Ponad 60 lat tradycji 

Nie tylko grochówka, ale i marmolada z szarych renet jest doceniania w konkursach. U Pani Marii nadal rośnie jabłoń (szara reneta), która liczy sobie dziesiątki lat i owocuje jabłkami, których próżno szukać po sklepach.

- Owszem rosną teraz szare renety, ale mają zupełnie inny smak - tłumaczy przewodnicząca koła.

Panie z Koła Gospodyń Wiejskich jeżdżą na przeróżne degustacje i promują tradycyjną kuchnię, a przede wszystkim niepowtarzalną grochówkę, marmoladę oraz aromatyczny piernik. Nie skłamię, jeżeli napiszę, że jedząc ich pyszne ciasta, zupełnie nie ma się wyrzutów sumienia i nie liczy kalorii, bo taki grzech przeciwko diecie, to nie grzech. Grzechem byłoby nie spróbować. (Nie wierzcie autorce, skosztujcie sami).

Ich stowarzyszenie liczy 60 osób, w tym 5 mężczyzn. Jak dodają, w ich kuchni próżno szukać sztucznych dodatków, barwników.

-  Mamy to, co wyhodujemy w polu: owoce warzywa, wszystko jest swojskie. Mamy zdrową żywność i namawiamy do niej ludzi, bo nie wiedzą, co jedzą. Chleb robimy na zakwasie. Ale również trudnimy się rękodziełem: tworzymy rzeczy na choinkę, stroiki itd. Również swoje stroje regionalne same haftowałyśmy, ręcznie. Podarowałyśmy również wyhaftowany przez nas ornat góralski księdzu proboszczowi z Ptaszkowej, a staroście nowosądeckiemu i wójtowi piękny kaftan - wspominają panie z Koła Gospodyń Wiejskich.

Do wina trzeba cierpliwości

O tym, że wino nie lubi pośpiechu i trzeba do niego cierpliwości wie najlepiej Grażyna Dudek z Winnicy Chodorowa która również wraz ze swoim mężem pojawiła się na targach zorganizowanych z okazji drugich urodzin ,,Domowego Niezbędnika". Przywiozła na nie wina własnej produkcji, którymi częstowała przybyłych gości.

- Twórcy winnicy w Chodorowej pochodzą z Nowego Sącza, ale na wsi kopiliśmy bardzo fajne siedlisko i te nasadzenia, które poczyniliśmy prawie pięć lat temu dały własnie pierwszy owoc. Mamy je tutaj na stole: wina są białe i czerwone. To hybrydy, czyli krzyżówki winorośli właściwej z amerykańską, co sprawia, że znoszą nasze warunki klimatyczne w Polsce, szczególnie na południu i osiągają dojrzałość. Zostaliśmy zaproszeni przez Elwirę, bo sprzedaje nasze wina, jesteśmy z jednego regionu, chcemy się utożsamiać z tym regionem, więc jakąś wspólnotę powinnyśmy tworzyć - podkreśla Grażyna Dudek.

 Jak dodaje, wina z Winnicy Chodorowa produkowane są od siedmiu lat. Rocznie koło 10-12 tysięcy butelek udaje się sprzedawać w Polsce.

- Odkąd zalegalizowaliśmy sprzedaż, wina muszą podlegać przepisom unijnym, czyli nie powinny być produkowane tylko z soku gronowego, nie powinno być w nich również wody i cukru - tłumaczy pani Grażyna. - Produkcja, to nie taka prosta sprawa, bo diabeł tkwi w szczegółach. Mamy tony notatek, zapisanych zeszytów na każde wino, a w nich to, co trzeba zmienić w składzie. Próba jest tylko raz do roku - dodaje.

Jak zaznacza, jej rodzina produkuje wina z duszą, Gospodarze mają ,,na oku" każdy etap ich tworzenia, od momentu rośnięcia winorośli, przez pielęgnację, zbiory itd. Przyznaje, że jesień jest najtrudniejszym okresem w życiu winiarza, gdyż wówczas jest masa pracy podczas zbiorów i późniejszej produkcji win.

- Cieszę się, że mogliśmy się dzisiaj tutaj pojawić i sądzę, że będziemy często powracać - zapewniła.

Potrzeba matką wynalazku 

Na targach spotkałam także małżeństwo: Ewę i Janusza Trzcińskich, którzy tak naprawdę nie planowali zakładania działalności. Przywieźli ze sobą kosmetyki naturalne ,,Majru" produkowane w Nowym Sączu.

- Wszystko zaczęło się od tego, że mój mąż miał problemy skórne i przed długi czas szukaliśmy rozwiązania. Problem niestety narastał. Przetestowaliśmy wszystko, ale nic nie pomagało. Wtedy zajęliśmy się tym tematem dogłębnie. Zaczęliśmy studiować różne źródła, szukać składników i zastanawiać się nad tym, które surowce byłyby najbardziej korzystne dla skóry. Zaczęliśmy od naturalnego mydełka, które robi się w dość skomplikowany sposób, bo trzeba odważyć wszystkie składniki, z dokładnością co do jednego grama.  Ważna jest też temperatura łączenia wszystkich składników oraz kolejność - tłumaczy współwłaścicielka manufaktury naturalnych kosmetyków ,,Majru".

Wyjaśnia, iż mydełko po przelaniu do foremki potrzebuje odstać minimum 24 godziny. Potem kroi się je i odstawia do suszarni, gdzie leżakuje cztery tygodnie.

- Musieliśmy uzbroić się w cierpliwość. Po czterech tygodniach przetestowaliśmy pierwsze mydełka, były niekształtne, bo robiliśmy je we własnej kuchni. Okazało się, że poza tym, że faktycznie myje i się pieni, to jednocześnie sprawia, że dłonie i skóra nie są wysuszone, podrażnione, czy spierzchnięte. Potem zaczęliśmy robić produkty do smarowania skóry - wspominała Ewa Sikorska-Trzcińska.

Maść konopna - dumą 

Jak zaznacza pani Ewa, największą dumą ,,Majru" jest maść naturalna, konopna, która wspaniałe oddziałuje na skórę, regeneruje ją, goi i łagodzi podrażnienia.

- Maść konopna jest wytworzona z konopi siewnych. Jest też rozróżnienie: olej pozyskiwany z nasion i olej z kwiatów, który jest ogólnodostępny. Zaczęliśmy ją produkować nie dlatego, że stało się to modne, bo jesteśmy dalecy od podążania za modą. Dużo produktów zawiera oleje mineralne np.: wazelinę, parafinę itd. Skóra przez to nie oddycha, ale też nic korzystnego się nie przyswoi i nie wniknie do niej. Są też bardzo lekkie kremy z udziałem dużej ilości wody, które muszą być mocno zakonserwowane chemicznie. My chcieliśmy zrobić coś, co nie będzie ani pierwszą, ani drugą wersją. Nasza maść zawiera bardzo korzystne dla skóry, wartościowe, treściwe składniki: olej z konopi, masło shea, olej ze słodkich migdałów, wosk pszczeli i witaminę E. Tym samym chcemy przekonać ludzi i pokazać im, że dobry kosmetyk, to kosmetyk wszechstronny, uniwersalny i nie potrzebujemy osobnego kremu do rąk, ciała, twarzy - tłumaczy.

Do ,,zdrowych" kosmetyków trzeba przekonywać? 

Janusz Trzciński - mąż pani Ewy, a zarazem współwłaściciel ,,Majru"  twierdzi, że teraz jest czas, kiedy większej ilości ludzi już nie trzeba do tego przekonywać, gdyż sami dostrzegają potrzebę używania zdrowych kosmetyków. Tak jak zwracają uwagę na skład produktów spożywczych, tak zaczynają przyglądać się składowi kosmetyków.

- Resztę mogę przekonać tym, i daję za to głowę, że w naszych kosmetykach nie ma ma chemii. Nie mogę stosować czegoś, co ma w składzie środki chemiczne, a te produkty, które sami wytworzyliśmy, jako jedyne mi nie szkodzą. Ludzie powinni zainwestować w samych siebie, aby zapobiegać rożnym dolegliwościom. Zdarza się, że nasze produkty są kupowane na prezent dla kogoś, ale nie dla siebie, bo dla siebie ludzie żałują wydatku. Muszą zrozumieć, że kupno produktu zdrowego, jest bardziej opłacalne, bo jest on przede wszystkim naturalny i bardziej wydajny - podkreśla pan Janusz.

- Skóra ma pory i przez te pory przedostają się składniki, które nakładamy, które są po prostu neutralne - korzystne dla skóry, ale bywają i takie, które są szkodliwe, podrażniające, uczulające i warto ich unikać. Nikt przecież nie chce chodzić na wizyty do dermatologa - tłumaczy pani Ewa.

Mydełko z owczym mlekiem na 725-lecie lokacji Nowego Sącza 

Mydełka państwa Trzcińskich są tworzone naturalną metodą na zimno, w której składniki nie są podgrzewane do wysokiej temperatury. Są wersje, które nie mają żadnego zapachu przeznaczone dla wrażliwej skóry, dla alergików, jak i wersje, które pachną. Te drugie produkuje się z naturalnych olejków eterycznych. - Czyli mamy piękny zapach i jednocześnie zdrowotne działanie na skórę - dodaje pani Ewa Sikorska-Trzcińska.

- W naszej ofercie jest również mydełko sądeckie, a w jego składzie przede wszystkim owcze mleko, które pochodzi z naszego regionu. Mydełko powstało na 725 rocznicę lokacji Nowego Sącza - dodaje pan Janusz.

Zatem logo Nowego Sącza ogląda cały świat: Kanada, Australia, czy Stany Zjednoczone.

W ofercie ,,Majru" można także znaleźć oleje kosmetyczne, które zastępują krem do twarzy. Jak tłumaczy pani Ewa, w standardowym kremie mamy dwie fazy: wodną i olejową. Natomiast jeżeli zaczniemy stosować sam olej, to mamy najbardziej wartościową część kremu, jego kwintesencję. Nazwa ,,olej" może kojarzyć się z czymś tłustym, ale jak przekonuje współwłaścicielka ,,Majru" - są to bardzo delikatne substancje i nie są tłuste.

- Nasza manufaktura działa od lutego 2017 roku. We własnym zakresie zajmowaliśmy się szukaniem składników. Początkowo testowaliśmy i produkowaliśmy tylko dla siebie i rodziny. Nie myśleliśmy, że będzie potrzeba zalegalizować tę działalność i oficjalnie pojawić się na rynku - przyznaje Janusz Trzciński.

Z ofertą ,,Majru" można zapoznać się klikając ---> TUTAJ

Przeczytaj także nasze wcześniejsze publikacje związane z targami i ,,Domowym Niezbędnikiem"

LEPIEJ BYŁOBY JEŚĆ SÓL DROGOWĄ, ODPOWIEDNIO PRZYGOTOWANĄ, A TYM, CO MAMY W KUCHNI SYPAĆ DROGI

KORZYSTAMY Z APTEK JAK ZE SKLEPÓW SPOŻYWCZYCH. ZDROWIE MOŻNA KUPIĆ, ALE NIE W PIGUŁKACH!

NOŻEM I WIDELCEM MOŻNA WYKOPAĆ SOBIE GRÓB

Fot. NS

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie