Stał się cud. Patryk chodzi i mówi, choć wyniki badań nie dawały wielkich nadziei

Data 2 września 2018 roku chyba na zawsze wyryła rysy w sercach członków rodziny Chronowskich. Jedynie 18-letni Patryk niewiele z tego dnia pamięta. Nic dziwnego, wtedy bowiem znalazł się na granicy życia i śmierci. Przez długi czas nie potrafił powrócić do świata, a lekarze nie byli w stanie niczego obiecać. Stał się jednak cud. Minął rok, a Patryk chodzi, coraz lepiej mówi, rozumie, przypomina sobie...

Ponad rok temu, w niedzielny wieczór nastolatek z Posadowej Mogilskiej (gmina Korzenna) wybrał się z kolegą na przejażdżkę. W Nawojowej ich auto zjechało na przeciwny pas, przejechało przez chodnik, rozbiło o latarnię i zatrzymało sześć metrów od jezdni. Kierowca wysiadł o własnych siłach. Pasażer, Patryk nie miał już tyle szczęścia. Został przetransportowany śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala w Krakowie. Szanse na to, że przeżyje, były bliskie zeru. Przeszedł operację głowy, twarzoczaszki, kręgosłupa szyjnego i uda. W wyniku wypadku uszkodzony został mózg Patryka.

ks

W listopadzie rozmawialiśmy z mamą nastolatka. Chłopak przebywał wtedy w Klinice Budzik w Warszawie. Choć był wybudzony, nie było z nim żadnego kontaktu. Lekarze nie potrafili niczego obiecać. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że zerwane połączenia nerwowe w jego mózgu zregenerują się.

Więcej TUTAJ.

Wszystko przychodziło z czasem

- Na początku zaczął samodzielnie oddychać po wyjęciu rurki tracheotomijnej, później karmiony zaczął jeść, bo wcześniej miał sondę. Potem czekaliśmy na głos. Wszystko przychodziło stopniowo - wyjaśnia Krystyna Chronowska, mama Patryka.

Chłopak początkowo opornie podchodził do rehabilitacji. - Rehabilitanci chcieli z nim ćwiczyć to, co trzeba, a on żył swoim światem. W ogóle się nie poddawał ćwiczeniom. Z czasem było coraz lepiej. Kiedy wydawali mu polecenia, zaczął je wykonywać.

Pani Krystyna była z synem cały czas. Musiała zrezygnować z pracy, co nie było łatwą decyzją. Sytuacja Patryka to nie pierwszy cios, jaki spadł na rodzinę Chronowskich. Niespełna rok wcześniej poważnemu wypadkowi w pracy w Niemczech uległ tato chłopka - Henryk. Doznał urazu głowy, miał złamane biodra, pęknięty kręgosłup... Przeszedł kilka operacji ratujących życie, jednak prawa strona jego ciała wciąż jest sparaliżowana. Mężczyzna nie może pracować.

Kiedy jego żona z synem przebywali w Warszawie, on został w domu z nastoletnią córką. Sam był pod opieką specjalistów, w codziennym funkcjonowaniu pomagały mu psychotropy.

Siłę całej rodzinie dodawał coraz lepszy stan Patryka.

Czy to cud?

Minął ponad rok od tragicznego wypadku. Choć lekarze nie dawali złudnych nadziei, a stan Patryka nie napawał optymizmem, jego rodzina nie traciła wiary w to, że chłopak powróci do życia. Może siła młodego organizmu, może osiągnięcia współczesnej medycyny, a może cud sprawił, że dziś nastolatek samodzielnie chodzi, coraz lepiej mówi, wszystko sobie przypomina, a nawet chce kontynuować naukę.

- Kiedy Patryk był jeszcze w szpitalu w Krakowie, to człowiek się denerwował, jak to będzie. Pewnego dnia wracałam ze szpitala, jechałam tramwajem, bo mieszkałam u szwagra i coś zaprowadziło mnie do kościoła. Kiedy weszłam, okazało się, że trwa msza o uzdrowienia. Wtedy dostałam siły i od tej pory miałam dobre myśli. Czułam, że będzie dobrze, tylko trzeba na to dużo czasu. Wzmocniło mnie to niesamowicie i do dzisiaj nie umiem sobie tego wytłumaczyć - zdradza Krystyna Chronowska.

Wyjątkowe urodziny

- Jesteśmy już w domu. Patryk cały czas potrzebuje rehabilitacji ruchowej, logopedycznej, neuropsyhologicznej. Jest dobrze, bo dużo wie, dużo rozumie, ale jest też dużo braków. Mam nadzieję, że wszystko będzie szło jak do tej pory.

Chłopak wrócił do Posadowej Mogilskiej w dzień swoich osiemnastych urodzin - 27 lipca. Przejście w dorosłość wiązało się u niego z powrotem do życia.

- Powiedział mi, że to najlepszy prezent, jaki mógłby dostać. Ani on, ani ja przez dziewięć miesięcy nie wracaliśmy do domu - mówi pani Krystyna. - Mąż przygotował nieduże przyjęcie. Patryka przywitała rodzina, koledzy, znajomi. Było to naprawdę miłe dla niego.

Co będzie?

Nie wiadomo, czy Patryk kiedykolwiek wróci do stanu sprzed wypadku. - Lekarze mówią, że jest młody i jest szansa. Trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć zarówno jeśli chodzi o mózg, jak i rehabilitację ruchową. Czas pokaże, co będzie - przyznaje jego mama.

18-latek chciałby ukończyć szkołę. Jest uczniem zawodówki. - Patryk chodził do samochodówki i nadal chce kontynuować tam naukę. Zobaczymy, czy się uda.

Chłopak będzie miał indywidualny tok nauczania, uczyć się będzie w domu. Trochę boi się, że nie podoła, ale postanowił spróbować.

- Byliśmy z Patrykiem kilka razy w szkole, rozmawialiśmy z nauczycielami, dyrektorem. Koledzy z klasy podeszli do niego, przywitali się, a on cały czas mówił później, że ma wspaniałych kolegów - wspomina pani Krystyna.

Mieszkaniec Posadowej Mogilskiej nie pamięta samego wypadku. Opowiadała mu o nim mama. Temat ten jednak jest dla chłopaka bardzo bolesny. Do tej pory nie zdecydował się na spotkanie z kolegą, z którym jechał feralnego dnia.

Duże wsparcie

- Cały czas podtrzymuje mnie na duchu to, że nie tylko ja walczę o Patryka, ale i rodzina, koledzy z klasy, znajomi z naszej miejscowości, którzy często go odwiedzają. Nie raz jedzie z siostrą spotkać się z kolegami. Staramy się, żeby nie był cały czas w domu, tylko spotykał się też z rówieśnikami, bo o to chodzi, żeby z czasem stał się samodzielny.

Powrót do domu pani Krystyny i Patryka pozytywnie wpłynął na całą rodzinę. Pan Henryk wreszcie mógł wyjechać na rehabilitację. - Poprawił się stan psychiczny męża. Zaczął żyć tak, jak dawniej. Wcześniej myślał tylko o tym, jak to będzie.

W pomoc Chronowskim szybko zaangażowała się rodzina, znajomi, uczniowie i nauczyciele sądeckiej samochodówki, mieszkańcy Posadowej Mogilskiej, sąsiednich miejscowości i całej gminy. Ruszyła internetowa zbiórka. Pieniądze zbierano także podczas kiermaszy ciast w Mogilnie i Koniuszowej. Tydzień temu koledzy ze szkoły Patryka zorganizowali na jego rzecz loterię, którą wsparła firma Grand oraz Starostwo Powiatowe w Nowym Sączu.

- Chciałabym podziękować wszystkim, którzy się w jakikolwiek sposób zaangażowali w powrót Patryka do zdrowia. Zarówno wsparcie finansowe, jak i duchowe to bardzo duża pomoc. Kiedy znajomi, przyjaciele dzwonili, pytali, to dawało to dużo siły - mówi Krystyna Chronowska.

Pomoc wciąż potrzebna

Jak już pisaliśmy, mama Patryka musiała zrezygnować z pracy zawodowej. Ze względu na stan zdrowia nie pracuje także pan Henryk. Sytuacja materialna rodziny jest ciężka. Choć leczenie i rehabilitacja Patryka w tej chwili jest w większości refundowane przez NFZ, to jest mnóstwo kosztów dodatkowych. Pobyt mamy w Warszawie też nie był tani.

Jak by tego było mało, rodzina Chronowskich mieszka w starym, drewnianym domu. Jeszcze przed wypadkiem pana Henryka z całych sił starali się wykończyć nowy dom, który ma już dach i okna. Trzeba było zrobić jeszcze kanalizację, doprowadzić wodę, zrobić tynki i wylewki. Jednak dwa dramatyczne wydarzenia pokrzyżowały wszelkie plany. Rodzice marzą o tym, by zapewnić Patrykowi jak najlepsze warunki. W starym domu jest to trudne. Chłopak nie ma nawet swojego pokoju, w którym mógłby w spokoju się uczyć.

Rodzinie przyda się każda pomoc, zarówno finansowa, jak i przy pracach wykończeniowych domu.

Chcesz pomóc Patrykowi i jego rodzinie?

Wpłać dowolną kwotę na specjalne konto bankowe

Stowarzyszenie SURSUM CORDA
26 8805 0009 0018 7596 2000 0080
z dopiskiem/tytułem "Patryk, Henryk Chronowscy"

W przypadku wpłat z zagranicy należy podać dodatkowo kod swift:
POLUPLPR, zaś przed numerem powyższego rachunku wpisać: PL

Przekaż 1% podatku

w deklaracji PIT wpisz nasz  nr KRS 00000 20382
w polu "Cel szczegółowy" dopisz "Patryk, Henryk Chronowscy"

fot. arch. rodziny Chronowskich/PSP w Nowym Sączu

WIŚNIAMAŁALIP

Wypowiedz się w tej sprawie