Sportowy region. Zmierzamy w jednym kierunku

Rozmowa z Rafałem Wisłockim, dyrektorem Piłkarskiej Akademii Sandecja

– Czy szkolenie młodych piłkarzy to odpowiedzialna praca?

– Zdecydowanie tak, przecież chcielibyśmy, żeby Sandecja była klubem całej Sądecczyzny. Klubem dla dzieciaków mieszkających w Grybowie, w Krynicy, czy w Muszynie. Chcemy, żeby było to miejsce, w którym będą mogli spełniać swoje sportowe marzenia.

– Młodzi ludzie z tych miejscowości kiedyś będą tworzyć pierwszą jedenastkę Sandecji?

– Czyli trochę tak, jak było przed laty z tą legendarną jedenastką Sandecji wybraną przez czytelników „Głosu ZNTK”.

– Ma Pan na myśli to, że zawodnicy drużyny legend Sandecji pochodzili z Nowego Sącza, a najdalej z Krynicy albo z Grybowa. To był dobry model budowania zespołu?

– Myślę, że tak. I to jest model, który może bardzo dobrze zafunkcjonować w obecnej strategii klubu. Chcielibyśmy, aby to właśnie sądeczanie tworzyli zespół Biało-Czarnych. Pracując w Akademii Piłkarskiej Wisły Kraków kilku chłopców z tego regionu ściągałem do Krakowa. Jak się okazało, oni nie czuli się tam dobrze. Dużo lepiej czują się w Nowym Sączu, a dwóch jest teraz zawodnikami pierwszego zespołu Sandecji. Szymek Tokarz w kilku spotkaniach pierwszoligowych już zagrał. W ostatnich miesiącach błyszczał też talent Kamila Ogorzałego i myślę, że będzie eksplodował tak, jak to miało miejsce w meczu z Tychami.

– Czy we współczesnym futbolu to nie brzmi trochę jak utopia, żeby budować drużyny na bazie wychowanków? To chyba już nigdzie nie funkcjonuje.

– Są takie miejsca, gdzie bardzo mocno stawia się na zawodników z regionu. Chcąc się rozwijać, odwiedzałem takie miejsca, byłem na stażach w ośmiu krajach w dużych akademiach. Moje najmocniejsze wspomnienia pochodzą z Athletico Bilbao, gdzie rozwój klubu budowany jest na bazie regionu. W tym klubie mogą grać wyłącznie Baskowie.

– To się chyba zmieniło w ostatnich latach?
– Zasadniczo nie. Nadal grają wyłącznie Baskowie, tylko zmieniło się określenie, kto jest Baskiem. Chodzi o to, czy ojciec był Baskiem i czy ja się urodziłem w Kraju Basków.

– To romantycznie wygląda, ale chyba nie gwarantuje sukcesu sportowego na najwyższym poziomie. Klub w takim składzie nie jest w stanie zostać mistrzem Hiszpanii.

– Właśnie to sprawiło, że w Athletic Bilbao jeszcze bardziej musieli skupić się na lepszej współpracy z klubami regionu. A klubów partnerskich mają… 150! Po drugie, dotarło do nich, że czasami muszą wydać sporo pieniędzy na zakup zawodnika, który wyrósł u bezpośrednich baskijskich rywali – w Realu Sociedad San Sebastian, Deportivo Alavés czy Eibar.

– Porozmawiajmy o paradoksie współczesnego futbolu. Dla przykładu: z wychowanków Wisły Kraków grających poza macierzystym klubem można by złożyć niezły ekstraklasowy zespół. W tym samym czasie w podstawowym składzie Wisły gra pewnie jeden wychowanek. Nie jest to dziwna sytuacja? (…)

To tylko fragment rozmowy. Całość w najnowszym wydaniu „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” – dostępnego za darmo pod linkiem poniżej:

 

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.