Są mózgi, dla których to czysta rozkosz

Wszystko co ze sobą mamy - zostawiamy w sejfie. Przede wszystkim telefony, żeby nie rozpraszały, bo każda stracona sekunda może przesądzić o tym, czy uwolnimy się zanim skończy się dany nam czas... Tajemnicza dziewczyna prowadzi nas do drzwi. Zanim je zamknie, wręcza nam krótkofalówkę „ratunkową”. Jeśli utkniemy w pułapce braku pomysłów - będziemy mogli prosić o podpowiedź. Przekraczamy próg. Drzwi się zamykają. Czas  - start!

Rozpoczyna się przygoda, a zarazem test który sprawdzi naszą bystrość, zaradność, kreatywność, umiejętność logicznego myślenia i umiejętność współpracy. Cel jest banalny: wyjść z pomieszczenia, w którym nas zamknięto. Teraz mózgi muszą pracować na pełnych obrotach. Trzeba znaleźć klucz. Do miejsca, w którym jest ukryty prowadzi seria zagadek. Wypełniono nimi całe pomieszczenie. Zagadki i podpowiedzi ułatwiające ich rozwiązanie są wszędzie wokół: w szufladach mebli, na stole, na ścianach, na podłodze, na suficie… Niektóre widać tylko w ciemności, albo tylko w świetle specjalnej latarki, tę zaś wcześniej trzeba wydobyć z zamkniętej komody. Nigdy siłą. Tylko sprytem. Wszystko może być łamigłówką albo wskazówką: wzór na serwetce, sznurek zwisający z otworu w ścianie, kolor liter na kartce papieru leżącej na stole i zapisanej drobnym maczkiem. To escape room. Jeden z kilkunastu na Sądecczyźnie i jeden z bardzo wielu w Polsce. Każdy jest inny. Są escape roomy inspirowane zagadkami kryminalnymi, tajemnicami historii, kosmosu albo scenariuszami przygodowych książek i filmów. Tematyka i poziom trudności zagadek jest różny, ale w każdym pokoju chodzi o to samo: wyjść zanim drzwi otworzy ktoś z obsługi i z pobłażliwym uśmiechem zaprosi aby w przyszłości spróbować ponownie... Jeśli wyjdziemy sami – wygrywamy.

GoldenEgo

Drużyna „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” mniej więcej rok temu przeżyła po raz pierwszy tę przygodę. Poczuliśmy, że nie tylko w pracy jesteśmy zgraną drużyną, że każdy z nas jest w czymś innym dobry i pięknie się różniąc - świetnie się uzupełniamy.

Czy jest się czego bać?

- Bać to się tam można tylko upływu czasu, bo jednak szkoda jeśli się nie zdąży. Jednego pokoju nie przeszliśmy za pierwszym razem i tak nas to dręczyło, że wróciliśmy po kilku miesiącach, żeby rozwiązać łamigłówkę. Zawsze kiedy wchodzę do escape-roomu, włącza mi się tryb przywódcy: sprawdźcie to, zróbcie to, pośpieszmy się … Adrenalina i motywacja na najwyższym poziomie. Nie wiedzieć czemu też zawsze w moje ręce trafia krótkofalówka do kontaktu z obsługą – wspomina Kinga, nasza redakcyjna dziewczyna – strażak.

- Wybraliśmy się z grupą znajomych do takiego miejsca. Emocji było wiele, chęć wyjścia jak najszybciej (bo limit czasu to zaledwie godzina), początkowo powodowała chaos w grupie, jednak po kilku minutach wyłonili się przywódcy "stada" i wykonawcy poszczególnych kroków. Po niecałej godzinie osiągnęliśmy cel. Był klucz i nie zawahaliśmy się go użyć. Wygraliśmy dzięki współpracy i umiejętności łączenia szczegółów w logiczną układankę. Polecam każdemu. To świetna zabawa - mówi Dominika Szafraniec, stała Czytelniczka „Dobrego Tygodnika Sądeckiego”.

Jest w ludzkim mózgu takie miejsce, w którym odbywa się poza świadomością wartościowanie sygnałów docierających ze świata i z organizmu. W tym zakamarku mózgu waży się decyzja czy coś jest pozytywne czy negatywne. Neurobiolodzy nazywają to miejsce układem nagrody, albo ośrodkiem przyjemności. Układ nagrody zafunduje dobre samopoczucie kiedy zjesz coś smacznego, zdobędziesz coś upragnionego, podrapiesz się po plecach gdy swędzą. Mózg ma bardzo szerokie upodobania, więc wprawi cię w rewelacyjny nastrój również wtedy, gdy minie sytuacja zagrożenia, albo kiedy uporasz się z jakimś trudnym wyzwaniem. Co więcej - zakoduje, że chciałby to doświadczenie powtórzyć, żeby znów móc odpalić hormony które sprawią, że poczujesz się fenomenalnie. Dlatego ludzie lubią filmy grozy, sporty ekstremalne, zabawę na roller-coasterze. Gdy napięcie mija i pojawia się ulga  - ośrodek przyjemności podpowiada: patrz jaki jesteś super! Nic złego się nie stało, jesteś zdrów i cały! Ależ to była zabawa! Szacun człowieku, że ci się udało!

Mniej więcej w taki sposób mózg kusi aby dać się dobrowolnie zamknąć w pokoju zagadek. Ulegliśmy pokusie i nie żałujemy.

Dramat podobny do tego, jaki wydarzył się w Koszalinie, może wydarzyć się w wielu miejscach: w salonie fryzjerskim, w klimatycznej kawiarence, w szkolnej szatni, w solarium, w gabinecie dentystycznym… Ktoś, kto mówi, że escape roomy to zło, jest w błędzie. Zło tkwi w lekceważeniu praw fizyki, chemii i biologii przez ludzi, którzy nie pamiętają o odpowiedzialności za bezpieczeństwo swoich gości, lub nie uprzedzą ich o zagrożeniu dając szansę na ucieczkę zanim zamkną się drzwi.

Fot. Pixabay

Kliknij i pobierz bezpłatnie numer:

 

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie