Pierwsze wrażenie robi się tylko raz

Ceni sobie elegancję, pracownikom urzędu zaleciła stosowanie urzędniczego dress code, ale stanowczo dementuje plotkę, że w swoim gabinecie postawiła szafę z ubraniami. Wcześniej prowadziła sklep odzieżowy i uważa, że własny biznes jest najlepszą szkołą gospodarności i życiowej zaradności.

Rozmowa z Martą Słaby, jedyną kobietą-wójt na Sądecczyźnie.

- Jeszcze niedawno można było uciąć sobie z Panią za ladą pogawędkę o nowych trendach mody, a teraz na rozmowę trzeba się umawiać. Można jeszcze z Panią poplotkować?

BOCHENSKI

- W kwestii plotek trudno jest mi się wypowiadać, bo starałam się zawsze ich unikać. Z grzeczności i otwartości dla wszystkich jestem w stanie nawet ich wysłuchać, ale nigdy nie nadaję im dalszego biegu i nie podejmuję na ich podstawie żadnych decyzji, nawet tych najbardziej błahych. Natomiast w kwestii mody, mam wypracowany pewien styl, który dużo o mnie mówi. Zawsze uważałam, że w kontaktach z ludźmi niezwykle ważne jest pierwsze wrażenie, które przecież można zrobić tylko raz. To, jak się ubieram, w pewien sposób mnie określa. Bardzo cenię sobie elegancję, dlatego jednym z moich zaleceń dla pracowników urzędu po objęciu funkcji wójta było obowiązkowe stosowanie urzędniczego dress code, z którym dotychczas bywało różnie. Nie wyobrażam sobie, aby urzędnik, który obsługuje mieszkańca, był ubrany nieelegancko. Ubiór świadczy m.in. o szacunku do drugiej osoby, a mieszkańcy mojej gminy zasługują na szacunek bez względu na sprawy, z którymi przychodzą.

- Co mówią o Pani mieszkańcy? Jakieś plotki krążą po gminie?

- Nie wiem, już mówiłam, że nie jestem plotkarą...

- Plotki mówią, że zamówiła Pani szafę na ubrania do swojego gabinetu.

- Jeśli ktoś był w moim gabinecie z pewnością zauważył, że w wyniku przemeblowania raczej pozbyłam się kilku mebli, uwalniając przez to sporą przestrzeń, aby odwiedzający mnie goście czuli się jak najlepiej. Gabinet po tym „liftingu", w mojej ocenie, jest dużo bardziej przyjazny dla ludzi, niż był wcześniej. I, niestety z kobiecym żalem stwierdzam, że szafy na moje urzędnicze kreacje już się w nim nie zmieszczę. Chociaż... Muszę to jeszcze przemyśleć (śmiech).

- Zamieniła Pani sklep na gabinet wójta – ta zmiana pewnie wielu dziwi. Pani nie dziwi?

- Prowadzenie własnego biznesu to najlepsza lekcja przedsiębiorczości, jaką można w życiu odbyć. Nie ważne, czy jest nim prowadzenie własnego sklepu odzieżowego czy na przykład zarządzanie firmą transportową. Każdy biznes uczy też gospodarności, a tej przez ostanie lata brakowało w Łabowej. Mój program wyborczy traktuję jak swoisty biznesplan dla gminy. Małymi krokami, ale z wielką konsekwencją zaczynam go realizować. Dotąd zawsze na końcu dróg, na które wchodziłam, był sukces. Nie obawiam się więc, że w urzędzie z czymś mogę sobie nie poradzić.

- A jak się Pani odnajduje w nowym miejscu pracy? Mieszka Pani w Łabowej od 12 lat, ale do tej pory bardziej związana była jednak z Nowym Sączem, gdzie pracowała. Różnica jest odczuwalna?

- Życie na wsi rządzi się nieco innymi prawami niż w mieście. Tutaj ludzie mają dużo więcej obowiązków, choćby z uwagi na prace w gospodarstwach czy czas poświęcany na hodowlę zwierząt. Następuje jednak zmiana trendów, przez co zwiększa się zapotrzebowanie mieszkańców na przestrzeń do spędzania wolnego czasu, czy realizację swoich pasji. To bez wątpienia wielkie wyzwanie, aby organizować na terenie gminy miejsca, gdzie ludzie będą mogli spędzać czas wolny, także poprzez aktywność sportową czy kulturalną. Znakomite walory krajobrazowe gminy Łabowa i bliskość Nowego Sącza przyciągają mieszczuchów, którzy wykupują nieruchomości i osiadają tutaj na stałe, szukając ciszy i natury, której tak bardzo brakuje w mieście. Mam nadzieję, że właśnie bardzo atrakcyjna lokalizacja naszej małej ojczyzny spowoduje, że naszych mieszkańców z roku na rok będzie przybywać, co może pomóc m.in. w rozwoju infrastruktury.

- O urzędach mówi się, że są skostniałe. Potwierdza Pani, taką opinię patrząc na łabowski urząd gminy?

- W łabowskim urzędzie wcześniej bywałam dość rzadko, zatem ową „skostniałość" trudno mi oceniać, choć faktycznie słyszałam o niej od mieszkańców w trakcie kampanii. Bez wątpienia widać ją było po budynku, który faktycznie przypomina nieco PRL-owski moloch urzędniczy. Weszłam jednak do gminy z ogromną energią, którą staram się dzielić z wszystkimi pracownikami. Nie ma zatem miejsca na kontynuację atmosfery skostnienia. Mijające święta były okazją do zmiany wizerunku urzędu, co chyba wszyscy zauważyli. Przed i w urzędzie stoją teraz piękne udekorowane choinki, a wnętrze budynku pomalutku zaczyna nabierać bardziej przyjaznego charakteru. Wciąż jednak jest jeszcze wiele do zrobienia. Myślę, że z budynkiem jest podobnie jak z tym „pierwszym wrażeniem", o którym wspominałam wcześniej.

- Od czego zaczęła Pani porządki?

- Zawsze staram się dbać o szczegóły, i to z pewnością związane jest z moją kobiecą naturą. Zmian, jakie realizuję, nie nazwałabym porządkami, a raczej rewolucją. Wielkim wyzwaniem było opracowanie budżetu na 2019 rok, a projekt mojego poprzednika zakładał ponad trzymilionowy deficyt. Poprzez optymalizację wydatków, udało się przeforsować spore oszczędności, które procentować będą w przyszłości. Wprowadzam także mechanizmy uszczelniające podatki. Trwają audyty wewnętrzne, których wyniki pozwolą mi podejmować kolejne decyzje mające na celu usprawnienie funkcjonowania gminy i zwiększenie potencjału inwestycyjnego.

- Porządki kadrowe też będą? Jakimi ludźmi lubi się Pani otaczać?

- Zawsze otaczam się ludźmi, do których mam pełne zaufanie. Na razie dałam sobie i pracownikom czas na tzw. rozpoznanie. Osoby kompetentne, które pracują rzetelnie nie muszą obawiać się zmian. Przyjdzie jednak czas na wystawienie oceny pracy poszczególnych urzędników, i będzie to czas na ewentualne ruchy kadrowe.

- Jacy są pracownicy urzędu w Łabowej?

- W większości to ludzie solidni i kompetentni. Mam jednak wrażenie, że mój poprzednik nieco zaniedbał kwestie motywacji i wykorzystywania potencjału ludzkiego. Ponieważ posiadam liczne certyfikaty z zakresu zarządzania, z pewnością wykorzystam tę wiedzę do zbudowania w Urzędzie Gminy Łabowa prawdziwego zespołu pracowników, którzy wiedzą i czują to, że wspólnie gramy do jednej bramki, a każdy sukces zawsze ma wielu ojców.

- Usłyszałam kiedyś, że urzędnik to stan umysłu. Zgadza się Pani?

- Porównuję czasem zachowania urzędników z zachowaniami ludzi pracujących w firmach prywatnych. Faktycznie problemy czy dylematy, które czasem generuje urzędnik, dla pracownika prywatnego w ogóle nie istnieją. Nie jest to jednak kwestia stanu umysłu, a raczej popełnionych dotychczas błędów w zarządzaniu zasobami kadrowymi. Każdy pracownik to potencjalnie nieoszlifowany diament, który może stać się dla pracodawcy brylantem.

- Cytowała Pani podczas kampanii „Jeżeli czegoś nie da się zrobić, musi znaleźć się ktoś, kto o tym nie wie - przyjdzie i to zrobi". Czego „nie da się zrobić w Łabowej?

- Nie przyjmuję do wiadomości odpowiedzi: „Nie da się”. Jeśli pracownik przychodzi do mnie ze słowami, że czegoś nie da się zrobić, odsyłam go do pokoju i proszę o powrót z gotowym rozwiązaniem problemu za kilka godzin lub dni - w zależności od złożoności sprawy.

- Rozpoczynają się ferie zimowe, Łabowa nie ma za wiele do zaoferowania gościom, bo przez lata wmawiano: „nie da się"?

- Wspominałam już o znakomitych walorach krajobrazowo-przyrodniczych naszej gminy. To nie tylko może, ale musi przyciągać turystów. Dotąd zabrakło jednak działań promocyjnych. Współczesny człowiek szuka ciszy, czystego powietrza i bliskości natury - u nas wszystkie te elementy znajdzie w jednym miejscu. To nasz ogromny potencjał rozwoju. Serdecznie zapraszamy do zimowych wędrówek po przepięknych lasach Beskidu Sądeckiego oraz korzystania z bogatej oferty agroturystycznej. Na terenie gminy funkcjonują zarządzane przez Nadleśnictwo Nawojowa wspaniałe ogólnodostępne obiekty edukacyjno-turystyczne. Przez gminę przebiegają także jedne z najbardziej urokliwych szlaków turystycznych i konnych, po  których w okresie zimowym możemy poruszać się na nartach. Turystyka i nieingerująca zbytnio w naturalne środowisko infrastruktura do uprawiania sportów zimowych, to nasz kierunek rozwoju na najbliższe lata.

Fot. Arch. Marty Słaby

 

 

WIŚNIAMAŁALIP

Wypowiedz się w tej sprawie