Poeta Bronek z Obidzy: ciężko się pisze pracując na budowie (cz.1)

- Witam młodego poetę – wyciąga do mnie rękę Bronisław Kozieński, poeta Sądecczyzny, słynny „Bronek z Obidzy”.

Umówiliśmy się na pogawędkę.

- Czytałem coś Twojego i pomyślałem sobie: dobre, skąd on to wziął? O mnie kiedyś sobie myśleli pytając sami siebie: taki prosty, a tak pisze. Pewnie z internetu kopiuje – uśmiecha się Bronek.

Prosi, by zwracać się do niego po imieniu.

Rozmawiamy na różne tematy. Po kilkunastu minutach czuję jakbyśmy się znali już kilka dobrych lat.

O klubie literackim:

Na początku listopada Bronisław Kozieński opublikował na swoim profilu na Facebooku informację o przynależności do elitarnego Związku Literatów Polskich:Kilka lat wstecz podsłuchałem komentarz pewnej Pani, która chwaliła się, że jest mocno usatysfakcjonowana faktem, iż do grona ZLP należą wyłącznie osoby z wyższym wykształceniem. Nie pamiętam czy chodziło w tym wypadku o któryś z oddziałów czy ogólnie. A ja? Czy mam się czym chwalić? Pewnie tak, między innymi dlatego, że w gronie osób z wyższym wykształceniem znajdzie się duży procent takich, co staną przy mnie jak równy z równym, chociaż chyba nie ważne z kim, tylko z czym stoisz. (To do wszystkich, którzy mogą lecz ciągle nie wierzą” - brzmiał podpis pod zdjęciem.

- To dla mnie wyróżnienie, ale nie zabiegałem o to szczególnie. Zaczynałem pisać dziesięć lat temu i wyobrażałem sobie, że spotkam kogoś z takiego klubu i będzie to jakaś szycha, że klękajcie narody! Z czasem człowiek szedł pomału do góry i to wyobrażenie się zmieniło. Promuje mnie profesor Bolesław Faron.To taki trochę mój menadżer, serdeczny opiekun. Warto mu za to podziękować, choć jeszcze nie było jakoś okazji… Już taki jestem. Ale nie zapominam o tych, którzy wiele dla mnie robią. Taki już mój charakter, że nie jestem wylewny, ale wdzięczność w sobie mam.

O promocji książki „To ja złodziej”, która odbyła się w środę w Krakowie w tamtejszym Klubie Dziennikarzy Pod Gruszką:

To ładne miejsce. Już drugi raz miałem okazję być w tym roku w Krakowie na promocji książki. Lokalizacja to niemal ścisły rynek (ul. Szczepańska 1) i jedno z najlepszych miejsc. Kiedyś na takie wydarzenia bywało się w księgarni Matras, która już jednak nie istnieje. Tam miał miejsce jeden z moich ostatnich występów. Z pewnością było to miejsce wyróżniające autora.

Tytuł wybrałem sobie sam. Podobnie było z „Wiklinowymi ptakami”. Te wiersze, można tak powiedzieć, nie są do końca moje, stąd złodziej. Dodam też, że chodzi o teksty, moich wierszy nigdy nie nazywam bowiem wierszami. Teksty pochodzą z myśli innych ludzi. Nie jest to może skopiowane, ale zaobserwowane. Niektórzy złapali się nawet na to, że chodziło o złodzieja, ponieważ kradnie czas. Był też tytuł „Bruderszaft”. Wolałem jednak swojski klimat, choć wiersze, teksty pisałem także w Niemczech, gdzie pracowałem.

O Bogu:

To dla mnie Ktoś równy. Mamy swoje rozmowy. Pytam Go. Nie klękam, ale nie chcę też jednak bluźnić. Czasem pytam Go o coś takim twardym, brutalnym językiem, stąd właśnie ten wspomniany „Bruderszaft”.

O Krakowie:

Kraków nie jest dla mnie inspirujący. U mnie nie ma miejsc, jest czas, musi być chwila. To normalne. Ludzie myślą, że gdy ładnie mieszkasz, to ładnie piszesz. U mnie tego ładnego pisania nie ma. Musi być prawdziwie. Prawda jest przypisana do wieku autora, ma być szczera.

O pracy:

Zarabiam pracując po ciężkich budowach. Płacą niezbyt ciekawe pieniądze, ale ja jestem taki osioł. Ludzie załatwiają mi coś fajnego, a ja swoje. Dalej tam. Na budowie mieszkamy w ośmiu. Zdarza się, że koledzy piją, prócz mnie. I tak codziennie. Gdzie tu więc miejsce do tworzenia? Praca trwa od świtu do nocy. W soboty pracujemy do godziny 14. Nieraz jednak, gdy trafi się lżejsza robota można zapisać wierszyk na karteczce i puścić go dalej, opublikować.

Druga część artykułu ukaże się w środę za tydzień.

Strona autorska „Bronka z Obidzy na Facebooku”

Fot. R.Szurek, archiwum B.Kozieński

Wypowiedz się w tej sprawie