Zrzucają czarne skóry i zakładają czerwone przebrania

Aby nieść radość innym, wystarczy chcieć. O tym już od kilka lat przekonują sądeccy MotoMikołaje z grupy MotoSącz, którzy wyruszają w teren odwiedzając wszystkich tych, którzy na co dzień nie doświadczają zbyt wiele radości, a uśmiech gości na ich twarzach bardzo rzadko.

Groźnie wyglądający motocykliści to tak naprawdę wspaniali ludzie, którzy mają wielkie serca. Podopieczni domów dziecka pełnych samotnych dzieciaków, szpitali, hospicjów, rodzin zastępczych, domów starców i domów pomocy społecznej właśnie dzięki nim mogą poczuć magię świąt.

Uśmiech to towar deficytowy

Kim są MotoMikołaje? To motocykliści, którzy raz w roku zrzucają ciężki czarne skóry i zakładają mikołajkowe przebranie po to, aby sprawić radość innym. Pomagają tym najbardziej potrzebującym, obdarowując ich czymś, czego nie da się kupić. Bo uśmiech na twarzach samotnych dzieci, osób chorych i cierpiących to towar deficytowy.

- Te dzieci czekają nawet nie na paczki, ale na nas, żeby porozmawiać czy po prostu się przytulić. Tak na prawdę te paczki są sprawą drugorzędną. Te dzieciaki lgną nam na ręce, bo potrzebują czułości. Gdy ktoś jedzie pierwszy raz, to praktycznie zawsze ma łzy w oczach. Dzieci pytają: Czy będziesz moim nowym tatą? Czy zabierzesz mnie do domu? Na takie coś nie da się uodpornić - opowiada Sławomir Oleksy z grupy MotoSącz.

Orszak na motorach

Przewrotne jest to, że groźnie wyglądający jegomość na motorze, ulegając magii świąt, na chwilę zmienia się w przemiłego Mikołaja, który zamiast sańmi jedzie motocyklem. Sanie przecież - zważywszy na warunki pogodowe - nie miałyby po czym jechać, a brody, z których słyną motocykliści, tylko dodają im uroku jako Mikołajom. Już sam widok motocykla wywołuje uśmiech na twarzach dzieci, a gdy jeszcze siedzi na nim Mikołaj i rozdaje prezenty, to radość jest tym większa.

- Każdy powinien zobaczyć, jak podjeżdżamy naszym orszakiem pod dom dziecka i te dzieci w oknach już od rana czekają na to, żeby nas tylko zobaczyć. Gdy spotykamy się z dziećmi, które mają po trzy lub cztery lata, siadają nam na kolanach i nie chcą zejść, to każdy powinien zobaczyć na własne oczy jak to tak naprawdę jest. My mamy tak fajne życia, mamy rodziny, zarabiamy, mamy zdrowie i powinniśmy spłacić chociaż trochę ten dług w stosunku do losu. Dać tym, którzy czegoś nie mają, trochę dobra od nas - mówi Lech Zwoliński, członek MotoSącz.

Gest serdeczności

I choć akcja to drobny gest, to aby się udała, trzeba wielkiego poświęcenia. Wszystkich, którzy zaangażowani są w przedsięwzięcie, właściwie nie da się zliczyć. Sponsorzy, darczyńcy, osoby prywatne, które  nie szczędzą sił, aby nieść radość. Bo do akcji może przyłączyć się każdy, komu leży na sercu pomoc innym ludziom.

- To nie jest walka o to, żeby zapewnić komuś byt, ale jest to walka o uśmiech, serdeczne podejście, przekazanie paczki i kilka minut szczęścia dla jednej osoby. Paczki nie są jakieś cudowne, ale te smakołyki czy maskotki podarowane dzieciom sprawiają, że one naprawdę przez chwilę są szczęśliwe. Przy okazji jedziemy na motocyklach i podopieczni, których odwiedzamy, mają możliwość, żeby wsiąść sobie na nie. Koledzy, którzy jeżdżą do dzieci samochodami terenowi i włączyli się w naszą akcję, również organizują dzieciakom przejażdżki. To jest piękne i ciężko opisać tę radość zarówno dzieci, jak i naszą - dodaje Tomasz Tokarz, jeden z głównych inicjatorów akcji.

Kordian w roli Mikołaja

Pomysł na zorganizowanie akcji zrodził się już wiele lat temu. Od tego czasu sporo się zmieniało, a akcja nabrała ogromnego rozpędu. Dziś odbywa się na zdecydowanie większą skalę niż na początku, a Mikołaje na motocyklach odwiedzają już nie tylko dzieciaki, ale również dorosłych, którzy potrzebują odrobiny radości. Z biegiem lat MotoMikołaje zaczęli poruszać się już nie tylko na motocyklach ale także na quadach czy samochodami terenowymi. Tym sposobem grono MotoMikołajów staje się poszerza. W tym roku w akcję zaangażował się również Kordian - znany wokalista z Sądecczyzny.

- On sam zapytał, czy może jeździć z nami, bo to akcja, w której chciałby wziąć udział. Pomimo że ma teraz bardzo dużo pracy, to jeszcze w sobotę przed koncertami z okazji andrzejek odwiedził razem z nami szpital i domy dziecka. Dzieci znają jego piosenki, więc śpiewają, robią sobie z nim zdjęcia. Jest bardzo miło przyjmowany - dodaje Sławomir Oleksy.

Akcja zatacza coraz szersze kręgi

W zeszłym roku MotoMikołaje rozdali nieco ponad tysiąc paczek, ale w tym roku prezentów będzie znacznie więcej. Ostatecznie wszystko zależeć będzie od hojności i ofiarności darczyńców, ale już dziś wiadomo, że ilość paczek w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrośnie przynajmniej dwukrotnie. Z każdym dniem przybywa bowiem nie tylko słodyczy i maskotek, ale również osób, które zwracają się do MotoMikołajów z prośbą o pomoc.

Akcja rozpoczęła się w piątek 30 listopada i planowo ma potrać siedem dni, ale jak podkreślają organizatorzy, wszystko zależy od potrzeb. Jeżeli paczek będzie więcej, to Mikołaje na motorach będą odwiedzać dzieciaki, dopóki nie rozdadzą wszystkich upominków.

- Potrzebujących nie brakuje, a jeżeli jest taka możliwość, to czemu mamy tego nie wykorzystać. Uczestniczyć w tej akcji to jest wspaniałe przeżycie. Do naszej grupy przybyło wielu nowych młodych motocyklistów, którzy też biorą udział w akcji, są oddani sercem i bardzo dużo poświęcają własnego czasu - dodaje Tomasz Tokarz.

W tegoroczną edycję zaangażowało się ponad 35 motocyklistów. Jak podkreśla Krzysztof Kościółek z grupy MotoSącz, akcja przyjmuje coraz to większe rozmiary, a Mikołaje na motocyklach zataczają coraz szersze kręgi. W ostatnim czasie na mikołajowej mapie pojawiły się takie miejscowości jak Gostwica, Krynica czy okolice Limanowej.

Zdjęcia: MotoMikołaje

Czytaj „Dobry Tygodnik Sądecki” - kliknij i pobierz bezpłatnie cały numer:

 

WIŚNIOWSKI3

Wypowiedz się w tej sprawie