Strażackie wspomnienia z najtrudniejszych akcji. Willa Tatrzańska

Strażackie wspomnienia z najtrudniejszych akcji. Willa Tatrzańska

Trzy lata temu między Witoldówką, a Willą Białej Róży przy Bulwarze Dietla w Krynicy-Zdroju zakończono prace przy nowym budynku. Wygląda on niemal identycznie jak stojąca w tamtym miejscu przez 130 lat Willa Tatrzańska i taką też nazwę nosi. Dziś nie ma już śladu po tragicznych wydarzeniach z 1987 roku. Wtedy to, w pewne mroźne popołudnie, dwóch mężczyzn ruszyło do walki z ogniem, który rozszalał się na strychu zabytkowego, drewnianego budynku. Jeden z nich szybko się wycofał, drugiego najprawdopodobniej nigdy nie odnaleziono… Strażackie działania trwały wiele godzin. Niewiele jednak udało się ocalić.

W latach 80. Willa Tatrzańska, choć w złym stanie technicznym m.in. z racji swojego sędziwego wieku, tętniła życiem. Na pierwszym i drugim piętrze znajdowały się mieszkania – zajmowało je w sumie 16 rodzin, 44 osoby. Natomiast na parterze mieściły się zakłady handlowo-usługowe: sklep spożywczy, kawiarnia „Maleńka”, zakład fotograficzny, kosmetyczny, świetlica i klub seniora.

Willa była w całości wykonana z drewna. Jedynie pokrycie dachu stanowiła blacha. „Budynek posiadał instalację elektryczną, gazową, centralne ogrzewanie. Był dogrzewany piecykami” – zapisano w strażackich raportach z 1987 roku.

Żywioł

Był 3 marca 1987 roku. Pewien mieszkaniec Krynicy przyjechał w odwiedziny do swoich rodziców, mieszkających w Willi Tatrzańskiej.

– Około godziny 17:00, wychodząc z mieszkania rodziców, usłyszał krzyki na korytarzu. Spojrzał w górę i przez szparę w suficie zobaczył ogień na strychu. Zbiegł piętro niżej i zabierając gaśnicę pianową udał się na strych wraz z człowiekiem, którego spotkał na klatce schodowej, biegnącego z gaśnicą w kierunku strychu – czyta stare strażackie raporty st. bryg. Paweł Motyka, Komendant Miejski PSP w Nowym Sączu.

U góry okazało się, że pali się już większość pomieszczeń, a cały strych wypełnia dym. Pierwszy z mężczyzn wycofał się, jednak nie wiadomo, co stało się z drugim. Dwóch funkcjonariuszy pożarnictwa usiłowało dostać się na strych, ale było to już niemożliwe. Nigdy nie odnaleziono ani tego człowieka, ani jego ciała, mimo iż strażacy przeszukiwali później pogorzelisko. Mężczyzna został uznany za zaginionego.

Działania

W 1987 roku strażacy zanotowali, że pożar w Willi Tatrzańskiej powstał na strychu koło przewodów kominowych, które przebiegały od parteru przez dwa piętra i strych. Paliła się drewniana konstrukcja więźby dachowej. Ogień bardzo szybko się rozprzestrzeniał. W odległości około 10 metrów od Tatrzańskiej znajdowała się Willa Białej Róży. Z drugiej strony w podobnym oddaleniu – Witoldówka, która była wówczas w trakcie przebudowy.

Zawodowa Straż Pożarna w Krynicy-Zdroju została zawiadomiona o pożarze telefonicznie przez zastępczynię kierownika restauracji „Krynicka”, znajdującej się na parterze Willi Białej Róży. Ogień wydobywał się już wtedy na dach Willi Tatrzańskiej, a na placu przed budynkiem gromadzili się ludzie. Willa miała 30 metrów długości i tyle samo szerokości i trzy kondygnacje o łącznej wysokości 15 metrów.

Od 17:07 akcją gaśniczą kierował porucznik pożarnictwa inżynier Grzegorz Sudo, a od godziny 22:30 do 1:00 – młodszy chorąży pożarnictwa Krzysztof Maślanka. Później na miejscu w celu doglądania pogorzeliska i dogaszania pozostały dwie sekcje z krynicy i jedna z OSP Tylicz pod dowództwem młodszego chorążego pożarnictwa Piotra Konara.

W działaniach brały udział strażackie zastępy z Krynicy, Zawodowej Straży Pożarnej w Nowym Sączu, Zakładowej Straży Pożarnej ZNTK, a także OSP: Muszyna, Tylicz, Kamianna, Łabowa, Łącko, Stary Sącz, Grybów.

W akcji gaśnicze nie pomagała pogoda – temperatura sięgała wówczas -15 stopni. Strażakom nie udało się czerpać wody z najbliższych hydrantów ulicznych, bo były zamarznięte. Musieli za pomocą specjalnej zastawki spiętrzyć wodę w potoku Kryniczanka, co z powodu panującego mrozu też nie było łatwe. Ta sytuacja, jak i późne zauważenie pożaru oraz wezwanie straży oraz palna konstrukcja budynku sprawiły, że Willa Tatrzańska spłonęła w 75 procentach. Wraz z budynkiem spaliło się wyposażenie pomieszczeń mieszkalnych, odzież, meble, żywność, dywany, pościel. Ponoć w środku były też oryginały obrazów Kossaka, Michałowskiego i innych artystów. Ze znajdujących się na parterze zakładów udało się wynieść tylko niewielką część mienia.

Natomiast 44 mieszkańców, choć zostało bez dachu nad głową, to bezpiecznie opuściło budynek. Straty oszacowano na około 13-14 milionów złotych (przed denominacją). Strażacy ocalili przed pożarem Willę Białej Róży, w kierunku której wiał porywisty wiatr, stwarzając ryzyko przeniesienia płomieni. W budynku znajdowały się zakłady handlowo-usługowe oraz mieszkania ośmiu rodzin.

– Brak przekonujących dowodów oraz wyników ekspertyz dotyczących stanu przewodów kominowych uzasadnia stwierdzenie, że przyczyna pożaru jest nieustalona – takie stwierdzenie odnalazł w raportach sprzed lat komendant Paweł Motyka.

W trakcie działań nie zabrakło też nieszczęśliwych wypadków, o których strażacy wspomnieli w dokumentacji. Podczas akcji gaśniczej jeden z krynickich funkcjonariuszy został uderzony wyrwanym z nasady łącznikiem węża w głowę i nogę. 29-latek trafił do szpitala w Krynicy. Z kolei w trakcie dogaszania pożaru u innego ze strażaków z Krynicy nastąpił „oberwanie mięśnia sercowego”. Mężczyzna został zabrany przez pogotowie.

To mogło się nie zdarzyć

W przypadku wielu zdarzeń można się spotkać z określeniem, że „nic nie zapowiadało tragedii”. Niestety, wygląda na to, że w tej sytuacji było inaczej.

„W obiekcie znajdowało się łącznie pięć przewodów kominowych, których stan był fatalny – nieotynkowane, dziurawe, wyeksploatowane w około 75%” – pisał później porucznik pożarnictwa inżynier Grzegorz Sudo w „Przeglądzie pożarniczym” z lipca 1987 roku w artykule o wymownym tytule „To mogło się nie zdarzyć”.

Strażak informował między innymi, że konstrukcja nośna XIX-wiecznego budynku traciła już statyczność, a ugięcie drewnianych stropów w niektórych miejscach dochodziło do 15 cm, co powodowało uszkadzanie ścian i przewodów kominowych…

Jak relacjonował porucznik Sudo, już w 1979 roku Komenda Rejonowa Straży Pożarnej w Krynicy w związku z niezastosowaniem się do zaleceń pokontrolnych w Willi Tatrzańskiej skierowała pierwszy wniosek do kolegium. Powodem był bardzo zły stan instalacji elektrycznej i grzewczo-kominowych w budynku, a także brak sprzętu pożarniczego oraz magazynowanie materiałów i przedmiotów palnych na strychu.

Brak poprawy w kolejnych latach skutkował kolejnymi mandatami i wnioskami. W 1982 roku informacja w tej sprawie trafiła do prokuratury wraz z dowodami fotograficznymi. Kolejny meldunek do prokuratury złożono w 1986 roku. W lipcu 1986 w kawiarni „Maleńka” wybuchł pożar, ale udało się go szybko ugasić. Willa Tatrzańska znalazła się też w wykazie obiektów drewnianych o charakterze zabytkowym stanowiących poważne zagrożenie pożarowe, który corocznie opracowywała Komenda Rejonowa Straży Pożarnej.

Strażackimi wspomnieniami dzielimy się z okazji tegorocznego jubileuszu

150-lecia zawodowego pożarnictwa na Sądecczyźnie.

Szukaj kolejnych artykułów już wkrótce na dts24.pl.

Czytaj też: Strażackie wspomnienia. Ogień w momencie pochłonął 10 budynków [zdjęcia]

fot. archiwum PSP w Nowym Sączu