Strażackie wspomnienia. Spłonęło ponad 13 tysięcy kurcząt

Strażackie wspomnienia. Spłonęło ponad 13 tysięcy kurcząt

Szalejący żywioł niszczy wszystko na swej drodze. Ogień potrafi zabrać dorobek ludzki, dach nad głową, zdrowie, a nawet życie. Co prawda w tym przypadku nie zginął żaden człowiek, ale śmierć w kilka chwil zebrała ogromne żniwo. W płomieniach zginęło około 13 300 kurcząt.

Był poniedziałek, 9 stycznia 1989 roku. Pracownik obsługi kurnika, będącego własnością Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Łabowej, rozpoczął pracę o godzinie 7:00. Przebywał w pomieszczeniu socjalnym, które przylegało do hali z kurczętami. O 7:30 poszedł do kurnika, by sprawdzić temperaturę na jednej z elektrycznych kwok. Urządzenie ustawione było przy wejściu do hali, w której znajdowało się około 13 300 piskląt – tygodniowych brojlerów.

– Nie stwierdzając żadnych zmian w kurniku, powrócił do pomieszczenia socjalnego. Około godziny 8:00 usłyszał nasilający się pisk kurcząt w kurniku. Chcąc sprawdzić przyczynę tego hałasu, wszedł do pomieszczenia, w którym przebywały. W momencie otwierania drzwi do kurnika, buchnął w niego dym i ogień z wnętrza hali, co uniemożliwiło mu wejście do środka. Natychmiast zamknął drzwi i wybiegł na zewnątrz budynku, alarmując o pożarze napotkanych na placu kilku pracowników spółdzielni – czyta w strażackich raportach sprzed lat st. bryg. Paweł Motyka, Komendant Miejski PSP w Nowym Sączu.

Pracownicy usiłowali wejść do pomieszczenia socjalnego, by przez okna zobaczyć, co dzieję się wewnątrz hali. Jednak było to niemożliwe, ponieważ przez popękane szyby do środka dostawał się już dym i płomienie.

O godzinie 8:15 zgłoszenie o pożarze dotarło do Ochotniczej Straży Pożarnej w Łabowej. Pięć minut później druhowie byli już na miejscu. Strażacy zawodowi z Krynicy zostali powiadomieni dopiero o godzinie 8:29, a Wojewódzkie Centrum Kierowania w Nowym Sączu otrzymało informację o 8:32. W raporcie dotyczącym tamtych działań znalazła się wzmianka dotycząca przeciążonej linii telefonicznej na kierunku Krynica – Nowy Sącz…

– To były czasy, kiedy nie było komórek, a telefony stacjonarne to była rzadkość – wspomina komendant Motyka.

Działania

Budynek, w którym wybuchł pożar, był wcześniej owczarnią, ale został przystosowany do produkcji kurcząt. Na stopach fundamentowych żelbetowych znajdowały się ściany o drewnianej konstrukcji, wypełnione wełną mineralną, a podwieszany strop wykonany był z eternitu. Parterowy budynek miał 64 metry długości, 16 metrów szerokości i 15 metrów wysokości. Strażacy informowali o dwóch bramach i drzwiach wejściowych, wywietrznikach dachowych oraz mechanicznych wentylatorach w bocznych ścianach. Podłoga wyściełana była warstwą słomy i siana.

Obiekt posiadał instalację elektryczną, z której zasilano 20 sztucznych kwok, instalację wodną do poideł i urządzenia do podawania pasz. W budynku był też magazyn paszy i dyżurka z sanitariatem.

Pracownicy usiłowali opanować pożar prądem gaśniczym, ale ogień zbyt szybko się rozprzestrzeniał. Gdy na miejsce dotarli pierwsi strażacy, płomienie obejmowały już cały budynek.

W akcji gaśniczej brało udział 7 strażackich zasępów: z Łabowej, Krynicy, Kamiannej i Nowego Sącza. Działaniami kierował najpierw Szymon Maslej – naczelnik OSP Łabowa, a następnie kapitan pożarnictwa Grzegorz Sudo. Na miejsce przybył też Zastępca Komendanta Wojewódzkiego Straży Pożarnej w Nowym Sączu podpułkownik Zbigniew Raczek i zapoznał się z sytuacją, ale nie przejął dowodzenia.

Jak zanotowali ówcześni strażacy, zarówno pierwszy kierujący działaniami ratowniczymi – naczelnik OSP Łabowa, jak i Komendant Rejonowy Straży Pożarnej i członkowie Grupy Operacyjnej znali obiekt. Często bywali tam ze względu na kontrole oraz ćwiczenia.

Strażacy wykorzystali 4 prądy wodne w natarciu i 4 w obronie. Pożar zagrażał bowiem kurnikowi o identycznej konstrukcji. Budynek znajdował się w odległości około 25 metrów od płonącego, a w nim 17 tysięcy ośmiotygodniowych kurcząt. Ponadto w pobliżu była stodoła z 120 tonami siana oraz paszą i witaminami dla kurcząt.

Płonący obiekt nie był wyposażony w urządzenia przeciwpożarowe, a jedynie w podręczny sprzęt gaśniczy. Ponadto znajdująca się na wyposażeniu spółdzielni motopompa była niesprawna. W odległości 60 metrów od budynku był otwarty, betonowy przeciwpożarowy zbiornik, ale niewypełniony wodą – opróżniono go na okres zimowy. Strażacy czerpali więc wodę z hydrantu przy zbiorniku oraz ze znajdującej się w odległości 300 metrów rzeki Kamienica. Jedni podawali wodę, inni czerpali z rzeki, kolejni dowozili. Ich działania utrudniały też maszyny rolnicze i inne materiały składowane między kurnikami.

Ostatecznie pożar ugaszono o godzinie 11:00, a działania zakończono o 12:30. Pogorzelisko pozostało pod nadzorem dwóch sekcji OSP Łabowa oraz kierownictwa spółdzielni. Jak ustalili strażacy, przyczyną pojawienia się ognia było zwarcie w przewodach instalacji elektrycznej poprowadzonej po elementach palnych więźby dachowej. Pożar powstał najprawdopodobniej w odległości 15-20 metrów od wejścia.

Palna konstrukcja budynku, jego duża kubatura oraz późne zauważenie pożaru sprawiły, że ewakuacja mienia była niemożliwa. Straty oszacowano na 23 miliony w wartości budynku oraz 8,5 miliona w znajdującym się wewnątrz mieniu (kwoty przed denominacją). Natomiast wartość uratowanych budynków i mienia to około 150 milionów złotych.

Strażacy odnotowali też w swoim raporcie jeden wypadek podczas działań – przy wynoszeniu pasz i witamin z płonącego budynku poparzenia ręki i uda doznał pracownik spółdzielni produkcyjnej, udzielił mu pomocy gminny ośrodek zdrowia.

Strażackimi wspomnieniami dzielimy się z okazji tegorocznego jubileuszu

150-lecia zawodowego pożarnictwa na Sądecczyźnie.

Szukaj kolejnych artykułów już wkrótce na dts24.pl.

O żywiole, który pochłonął 10 budynków w Grybowie, pisaliśmy TUTAJ, a o pożarze Willi Tatrzańskiej w Krynicy-Zdroju, gdzie najprawdopodobniej nigdy nie odnaleziono jednego człowieka – TUTAJ.

fot. archiwum PSP w Nowym Sączu