Ryszard Florek apeluje o ratowanie drzew przed "siekierezadą"

Masową wycinkę drzew w ostatnim czasie napędziła nie sama ustawa, ale przekazywana przed media, zapowiedź jej zmiany i obawa przed powrotem do starej ustawy. Aby uratować drzewa, które jeszcze rosną, trzeba pilnie zapowiedzieć, że aktualny przepis nie zostanie zmieniony  - przekonuje sądecki przedsiębiorca Ryszard Florek.

Zliberalizowane przepisy dotyczące wycinki drzew na prywatnych posesjach obowiązują od pierwszego dnia bieżącego roku, jednak piły nie poszły w ruch natychmiast po zmianie prawa, które dało właścicielowi nieruchomości możliwość wycięcia drzewa na swojej działce. Gdy w Polskę rozeszła się wieść, że politycy chcą znów zmienić zapisy prawa w tej kwestii drzewa zaczęły znikać w każdym zakątku Polski. Również na Sądecczyźnie.

TLENOTERAPIA

- Istniejący wcześniej przepis powodował więcej szkody, niż pożytku. Starania o uzyskanie zgody na wycinkę napędzały tylko korupcję. Poprzednio właściciel działki jeżeli obsadził ją drzewami, których potem nie mógł usunąć, drastycznie obniżał wartość działki. Nie mógł jej sprzedać np. na cele inwestycyjne - tłumaczy Ryszard Florek. - Praktyka pokazała, że właściciele gruntów w ogóle ich nie obsadzali, a jeśli niekoszone działki zarastały drzewami, to drzewa ścinano gdy były jeszcze małe i nie wymagały pozwoleń na ścinkę. Nieużytkowane działki zarastały trawą, którą na wiosnę wypalano. System prawny, który teoretycznie miał chronić przyrodę, praktycznie działał przeciwko niej.Przedsiębiorca  zwraca uwagę, że obecne prawo z zachęca właścicieli działek do sadzenia drzew na nieużytkach.

- Obsadzenie działki, na przykład brzozą daje po kilkunastu latach sporą ilość drzewa do kominka. Aby zachęcić właścicieli działek do nasadzania, gminy mogłyby zwalniać z podatku gruntowego obsadzone drzewami działki - proponuje.

- Życie powinno być regulowane przez zdrowy rozsądek i ekonomię, a nie drastyczne przepisy, które napędzają pracę urzędnikom, sądom oraz generują korupcję - dodaje właściciel Fakro.

Zdecydował się zająć stanowisko w tej sprawie, ponieważ jak mówi - sam, nie korzystając z żadnych dopłat przez minione trzydzieści lat zasadził kilkaset tysięcy drzew.

Temat jest Ryszardowi Florkowi szczególnie bliski. Wiosną 2013 r. został uniewinniony przez sąd z zarzutów doprowadzenia do degradacji przyrody na obszarach Natury 2000. Zawiadomienie do prokuratury, które zapoczątkowało sądową batalię z Ryszardem Florkiem w roli oskarżonego złożył były Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Krakowie, Jerzy Wertz. Poszło o wycinkę drzew związaną z budową toru saneczkowego w lesie koło Muszyny.

Gmina Muszyna sprzedała przedsiębiorcy leśną działkę pod warunkiem, że zbuduje na niej wspomniany tor. Aby "sankostrada" mogła powstać, trzeba było wyciąć drzewa na obszarze około 5  hektarów.  Prokurator domagał się dla sądeckiego przedsiębiorcy kary 1.5 roku pozbawienia wolności i 200 tys. zł nawiązki. Florek tłumaczył, że jedynie poszerzył istniejącą leśną drogę, a na wycinkę miał pozwolenia.

W rezultacie sąd uznał arguent, że wycinka została dokonana na podstawie ważnych i legalnie wydanych przez nadleśnictwo pozwoleń, a przedsiębiorcę uniewinniono.

 FOT. pixabay
Okna i drzwi

Wypowiedz się w tej sprawie

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w Polityce prywatności oraz regulaminem, dostępnymi na stronie internetowej.