Ostatnie rozmowy, ostatnie

Przychodzimy… Odchodzimy… A w jesienny czas przystajemy… w refleksyjnym zadumaniu.

„Może tylko nam odchodzenie wydaje się straszne? Może bardziej cierpią ci, co zostają?” - pyta Dorota Terakowska. I może autorka „Poczwarki” ma rację? Trudno się jednak nie zamyślić. Trudno pod warstwą pudru ukryć wzruszenie, przypominając sobie z tym numerem tych, którzy odeszli w ciągu minionych 12 miesięcy. Przed oczyma stają ich twarze, a w sercu ciągle jeszcze tyka to poczucie pustki i niemożliwości, że naprawdę się stało.

„Ile razy przypominam sobie ostatnie rozmowy z osobami, co już w niewidzialny świat odeszły, zmarłszy tu, tyle razy nie wiem, jak pominąć to, co ze zbioru razem wspomnień tych samo czasem zdaje się określać” – pisał Cyprian Kamil Norwid w „Czarnych kwiatach”. Nie miejsce tu na zbiory wspomnień. Ale tak to już jest, że ile razy myślimy o tych, co odeszli, zawsze przed oczyma stają nam te ostatnie spotkania, ostatnie rozmowy, gesty. Ten ostatni e-mail, ostatnie wspólne zdjęcie, serdeczny żart, życzliwe przytrzymanie drzwi, motywujące słowo. Choć wtedy nikt nawet nie pomyślał, że będą finalne…

Żyjemy zbyt szybko i nieuważnie. Czy wiemy, które słowa i spotkania będą tymi ostatnimi…? Jak chcielibyśmy zostać zapamiętani ten ostatni raz? Szansy na powtórkę nie dostaniemy. „Człowiek umiera niegotowy i niewykończony, w przypadkowym punkcie czasu i przestrzeni, bez zamknięcia rachunków, nie dobiegłszy do żadnej mety, w połowie zdania niejako, bez kropki i wykrzyknika…” (Bruno Schulz). I innego końca świata nie będzie.

Przeczytaj najnowsze wydanie "Dobrego Tygodnika Sądeckiego":

Wypowiedz się w tej sprawie