Opowiadanie na śniadanie. Laserowy skaning pomiarowy

Apolinary Bartoszek właśnie sjestę rozmyślał zaczynać. Zzuł gumofilce lekko przepocone przebieżką za kurami, co je z truskawek musiał przeganiać. Zabrawszy ze sobą rozkładówkę mocno pożółkłego wydania gazety, którą jeszcze jego ojciec dla GS-u prenumerował, poszedł boso po trawie w to miejsce, gdzie lubił chadzać boso z gazetą zaraz po lunchu, w pierwszych minutach sjesty. Sjestę zaś Bartoszek wprowadził do domowych obyczajów w pierwszym dniu po powrocie z wycieczki do Włoch, co ją wygrali z żoną w radiowym konkursie.

„Te Italiance to mają łeb! Taką drzemkę wymyślili w środku dnia, a po niej kaweczka. U nas chłopy na budowie o tej porze na pysk padają, ale roboty nie odpuszczą” – agitował do nowego pomysłu kolegów w miejscowym barze „Aligator”. Zasiadł zatem Bartoszek na swojej ulubionej desce wypolerowanej na gładko nie tylko heblem czasu, kiedy na niebie coś zamruczało.
- Burza idzie, pranie zbieraj – zakrzyknął przez drzwi do Bartoszkowej krzątającej się przy grządkach.
- Głupiś stary, z bezchmurnego nieba burzy nie ma – odparła rezolutnie kobieta.
- To co tak burczy? Amsterdam – Kuala Lumpur planowo dopiero za godzinę – nie dawał za wygraną gospodarz.
- Samoloty MGGP Areo przeprowadzają loty fotogrametryczne – wypaliła.
- A coś ty taka mądra – stęknął Bartoszek, aż deska skrzypnęła.
- Phi, to już każde dziecko wie, że robią skaning laserowy Nowego Sącza – prychnęła Bartoszkowa. – Na dts24 czytałam wczoraj, to wiem. W chłopie zagotowało, poczuł niepokój, który mrowił go aż po palce bosych stóp.
- Czyli, że co konkretnie?
- Skaning laserowy Nowego Sącza to część ogólnopolskiego projektu Geoportal 2, prowadzonego przez Główny Urząd Kartografii i Geodezji dla miast powyżej 50 tysięcy mieszkańców – tłumaczyła cierpliwie kobieta.
Bartoszka zatkało.
- A ja słyszałem, że z Nowego Sącza tyle ludzi wyjechało na zmywak do Londynu, że mniej jak 50 tysięcy zostało, to po co skanują – uchwycił się swojej ostatniej szansy.
- Dajesz wiarę plotkom, coś je w „Aligatorze” usłyszał, albo mądrościom z tej starej gazety, co ją do kibla zabierasz – kpiła kobieta.
– Nie na czasie jesteś! Nawet na czacie nie bywasz! Bartoszek posmutniał. Powoli zaczynało do niego z całą ostrością docierać, że stał się człowiekiem wykluczonym cyfrowo. Nie miał już siły argumentów, by dalej dyskutować z małżonką. Pozostawał mu tylko argument siły.
- Czyli, że co teraz będzie – jęknął, wrzucając strzępy starej gazety do otworu.
- Będzie lepiej – pojaśniała na obliczu Bartoszkowa. – I precyzyjniej. Wszak metoda pomiarowa oparta na skaningu laserowym pozwala na zapis powierzchni terenu w postaci chmury punktów stanowiącej reprezentację terenu. Opiera się na pomiarze odległości pomiędzy aparaturą pomiarową znajdującą się na pokładzie samolotu, bądź helikoptera, a punktami terenowymi.
- A widzisz ty ten samolot co mierzy?
- W deteesie napisali, że loty będą na dużych wysokościach i trzeba się dobrze przypatrzeć, żeby coś wypatrzyć.
- Kłamią juchy – Bartoszek wypadł jak pocisk ze swojej kabiny medytacji.
– Kiedyś też nam mówili, że Amerykany stonkę z samolotów rozrzucają, a ja ani jednej nie znalazłem!
Co rzekłszy dziarskim krokiem pomaszerował kontynuować sjestę. Leżąc na wznak, na kilka chwil przed zaśnięciem przypomniał sobie, że w 1996 r. całkiem po sąsiedzku w Podrzeczu, kiedy Teofil Konstanty też kury z truskawek wyganiał, z samolotu spadła na pole wielka bryła lodu. I tej tajemniczej sprawy nikt rzetelnie do dziś nie wyjaśnił. A przecież w starych gazetach istnieją zdjęcia i relacje naocznych świadków tego wydarzenia. Mama mia!

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie