Łyczana: wojna o szkołę. Radni chcą likwidować. Broni jej sam arcybiskup...

Łyczana to niewielka wioska w gminie Korzenna. Drewniana szkoła, która się tu znajduje liczy sobie sto lat. Mieszkańcy wybudowali ją w czynie społecznym, na gruncie darowanym przez Józefa Kubisza. Przez lata szkoła została nieco rozbudowana, zwiększyła się liczba salek lekcyjnych. Niedawno w budynku powstały toalety, a ogrzewanie zmieniono na gazowe. Dziś wnętrze jest jasne, czyste i przytulne. Dla jednych mała szkoła i niemal domowa atmosfera to ogromny plus. Inni warunki tu panujące uważają za kiepskie i wolą posyłać swoje dzieci do znacznie większej, posiadającej salę gimnastyczną, szkoły w Korzennej. Gdy pojawił się pomysł likwidacji placówki w Łyczanej, w miejscowości zawrzało. Na zebraniu wiejskim (z założenia poświęconym wyborowi sołtysa) większość osób była ,,za", ale niedługo później do kuratorium oświaty trafił list podpisany przez 67 osób, które postanowiły stanąć w obronie szkoły. Nie zmieniło to jednak decyzji radnych gminy, którzy podczas sesji także opowiedzieli się za zamknięciem placówki. O losach szkoły zadecyduje kuratorium.

Renault2

Jak tłumaczy wójt gminy Korzenna, zamknięcie podstawówki to wola mieszkańców.

- Jeżeli tak postanowiono na zebraniu wiejskim, to musimy tę decyzję szanować. Zebranie to najwyższy organ we wsi. - mówi. Na spotkanie, które odbyło się 17 lutego, przybyła rekordowa liczba - 97 osób. Według danych podawanych przez Urząd Gminy, 8 osób wstrzymało się od głosu, a pozostałe opowiedziały się za likwidacją szkoły.

- Decyzja była efektem dyskusji, która miała miejsce na zebraniu - informuje wójt.

Leszek Skowron zapewnia, że najważniejsze dla władz gminy jest dobro dzieci, a większość mieszkańców Łyczanej już teraz wysyła swoje pociechy do innej placówki. W małej drewnianej szkółce pozostało zaledwie 14 uczniów w klasach szkoły podstawowej i 9 dzieci w oddziale przedszkolnym. Pierwsze poważne spotkanie dotyczące łyczańskiej podstawówki odbyło się ponoć, kiedy nastąpiła reforma edukacji i powróciły szkoły ośmioklasowe. Pojawiła się wtedy możliwość obniżenia organizacji niektórych placówek do trzech klas.

- Mieszkańcy stwierdzili, że nie chcieliby mieć szkoły ośmioklasowej, a trzyklasową. Uwzględniłem ich oczekiwania, zostało to przedyskutowane, padało dużo argumentów. Uchwała zebrania wiejskiego została wtedy przegłosowana jednogłośnie, ale kiedy rozpoczęła się procedura jej realizacji, pojawiły się głosy sprzeciwu i w wyniku konsultacji z kuratorium zapadła decyzja o przekształceniu szkoły w ośmioklasową - wspomina wójt. - Niestety, na siłę nic się nie da zrobić, a rodzice po prostu zabrali swoje dzieci i dzisiaj 2/3 dzieci z Łyczanej uczęszcza do szkoły w Korzennej, a tylko 1/3 do miejscowej szkoły.

Jedni swój wybór argumentowali lepszymi warunkami lokalowymi większej placówki, inni - wyższym ponoć poziomem nauczania, jeszcze inni tłumaczyli, że wygodniej dowozić im dzieci do Korzennej np. w drodze do pracy. Włodarz gminy dodaje, że dla osób wysyłających dzieci do innej szkoły, istnienie tej miejscowej nie jest zbyt wygodne.

- Już dwa lata temu była grupa osób niezadowolonych z tego, że szkoła w Łyczanej dalej funkcjonuje, bo to się wiąże z pewnymi utrudnieniami. Chociażby z takimi, że dopóki w Łyczanej jest obwód szkolny, to uczniom uczęszczającym do Korzennej nie przysługuje dowóz.

Wśród czynników przemawiających za likwidacją szkoły wymienia się między innymi wysoki koszt jej utrzymania.

- Aspekty finansowe nie są najważniejsze, bo w pierwszej kolejności liczy się dobro dzieci. Jednak musimy pamiętać o tym, że sama subwencja nie wystarcza na utrzymanie trzynastu szkół i musimy dużo dokładać z własnego budżetu - wyjaśnia Leszek Skowron.

- Ostatnie analizy pokazują, że około 300 tysięcy złotych musimy dołożyć do utrzymania tej jednej szkoły. Od wielu lat o salę gimnastyczną stara się Jasienna, Janczowa, Miłkowa, a Korzenna zabiega o rozbudowę i w miarę możliwości takie inwestycje są realizowane. Ale trzeba brać pod uwagę liczbę uczniów w szkołach. Skoro mamy szkoły liczące 300-400 uczniów albo chociaż 100 uczniów oraz szkołę mającą zaledwie 14 uczniów, to w takiej sytuacji decyzja o tym, która inwestycja jest pilniejsza, jest oczywista.

Kolejnym argumentem jest stan techniczny budynku.

- Ta szkoła już, niestety, nie spełnia norm, które dzisiaj obowiązują. Były ekspertyzy, z których wynika, że ten budynek do remontu się nie nadaje. Trzeba wziąć pod uwagę bezpieczeństwo osób korzystających z tego obiektu - mówi wójt Skowron.

Decyzja

Jak pisaliśmy wyżej, decyzja o zamknięciu szkoły w Łyczanej została podjęta na zebraniu wiejskim, głosem większości zebranych. Warto dodać, że celem spotkania miał być wybór sołtysa i rady sołeckiej. Jak informują osoby zainteresowane tematem, nie było wcześniej oficjalnej informacji, że zostanie poruszona sprawa szkoły i na zebraniu nie było dyrekcji, nauczycieli oraz większości rodziców.

Wójt przekonuje, że temat zamknięcia szkoły to nie nowość. 

- Na zebraniu było bardzo dużo ludzi i wyjątkowo dużo osób uczestniczyło w głosowaniu. Sprawa od dwóch lat jest powszechnie znana. Zwykle na zebraniach wiejskich w różnych miejscowościach poruszane są sprawy szkół, bo często są one priorytetowe.

Kilka dni później - 21 lutego w Korzennej odbyła się Sesja Rady Gminy. Tuż przed rozpoczęciem obrad do urzędu dostarczone zostało pismo, adresowane do Kuratorium Oświaty w Krakowie. W liście podpisanym przez 67 osób rodzice i mieszkańcy apelowali o pomoc w związku z planem likwidacji szkoły. Jak argumentowali, placówka została bardzo dobrze oceniona w ewaluacji zewnętrznej, a opinie dotyczące nauczycieli, jakie pojawiły się na zebraniu wiejskim, są bardzo krzywdzące. Według autorów listu, szkoła stwarza doskonałe warunki dla dzieci, a liczebność klas jest dużym plusem. Wśród atutów placówki wymieniono także rodzinną atmosferę, indywidualne podejście do każdego ucznia i ścisłą współpracę nauczycieli z rodzicami.

Pismo zostało odczytane w trakcie obrad, jednak nie zmieniło opinii Komisji Oświaty Rady Gminy ani decyzji rajców. Ostatecznie 13 radnych opowiedziało się za likwidacją szkoły, a dwóch wstrzymało się od głosu.

Inny punkt widzenia

Nauczyciele i dyrekcja szkoły z wielkim smutkiem przyjmują decyzję o jej zamknięciu. Wielu z nich uczy tu od lat.

- Co może powiedzieć dyrektor szkoły, która ma być zamknięta? Po pierwsze, ja i nauczyciele tracimy miejsce pracy. Po drugie jest mi przykro, że mieszkańcy wyrażają taką wolę i nie dziwię się rodzicom, że nie godzą się z tym i podejmują jakąkolwiek walkę - mówi Dorota Kubisz, która uczy w Łyczanej od 30 lat, a od 15 sprawuje funkcję dyrektora.

Sprawę zebrania wiejskiego zupełnie inaczej niż wójt i Urząd Gminy przedstawiają rodzice uczniów i niektórzy mieszkańcy Łyczanej. Według nich, decyzja o likwidacji szkoły została podjęta niejako za ich plecami.

- Dla mnie osobiście jest to wyraz lekceważenia osób, których problem bezpośrednio dotyczy. Jestem wzburzona tym, że nikt z nami (rodzicami i nauczycielami) wcześniej się nie spotkał i nie porozmawiał jak z równorzędnym partnerem. Postawiono nas przed faktem. A samo głosowanie odbyło się w przerwie pomiędzy wyborami sołtysa i rady sołeckiej, tak jak gdyby była to mało istotna kwestia - mówi jedna z mam.

Podobnego zdania jest mieszkaniec Łyczanej, który uczestniczył w zebraniu. - Najbardziej zainteresowani sprawą, czyli rodzice i nauczyciele powinni mieć decydujący głos. Na spotkaniu średnia wieku oscylowała w granicach 60 lat. Było mało osób zainteresowanych sprawą zamknięcia szkoły, bo po prostu nie wiedziały, że taka kwestia będzie poruszana.

Obrońcy szkoły w Łyczanej uważają, że pomysł jej zamknięcia wyszedł od włodarza gminy, a nie od mieszkańców, jak przekonują władze.

- Wójt nie powiedział wprost ,,zamknijmy szkołę", ale kiedy  przez niemal godzinę mówi o tym, jakie byłyby tego plusy, o tym, że dzieci nie mają tu możliwości rozwoju i obiecuje wybudowanie domu kultury po zamknięciu szkoły... To jest śmieszne jeśli na szkołę nie ma pieniędzy, a na dom kultury są. Jest mi przede wszystkim przykro, że to się tak odbyło - przyznaje jeden z mieszkańców.

Kobieta, z którą również rozmawiamy, jest absolwentką łyczańskiej placówki i stanowczo nie zgadza się z opinią o niskim poziomie nauczania.

- Bardzo nie podoba mi się to, że ludzie, którzy kiedyś chodzili do tej szkoły teraz chcą się jej „pozbyć’ argumentując swoje zdanie niskim poziomem nauczania. A z tym zgodzić się nie mogę. Szkoła w Łyczanej dała nam mocny fundament i pozwoliła rozwinąć skrzydła na kolejnych szczeblach edukacji. Ogromna w tym zasługa nauczycieli, którzy mieli możliwość indywidualnej pracy z uczniem, w zależności od jego potrzeb.

Inny absolwent wspomina

- Za moich czasów warunki były dużo gorsze, bo nawet nie mieliśmy w środku ubikacji. Była na zewnątrz i bez wody. Trzeba było wychodzić nawet w zimie. Ale mi to w ogóle nie przeszkadzało. Najważniejsze było to, że szkoła jest na miejscu. Bardzo mile wspominam czasy szkolne. Nigdy nie miałem problemów z nauką. Nigdy nie pomyślałem, że przez to, że chodziłem do starej, drewnianej szkoły, czegoś mi brakowało czy bylem gorszy.

Jak wyjaśnia jedna z mam, mała liczba uczniów pozwala nauczycielom na poświęcenie uwagi każdemu z nich. W niewielkich grupach łatwiej wesprzeć zdolne dzieci, przygotować je do udziału w konkursach, ale też pomóc tym słabszym w wyrównaniu poziomu wiedzy i umiejętności.

- Nie zgadzam się z zarzutem, że szkoła w Łyczanej nie zapewnia odpowiednich warunków do nauki. Szkoła daje uczniom możliwość  korzystania z pomieszczeń z niezbędnym wyposażeniem. Baza dydaktyczna wcale nie odbiega od innych placówek w gminie, ułatwia dostęp do nowoczesnych technologii multimedialnych, ciekawych gier i zabaw. Jest tu biblioteka, sala komputerowa z dostępem do internetu, szereg pomocy dydaktycznych, dwie tablice multimedialne, pomieszczenia sanitarno-higieniczne, szatnia - wylicza mama dwójki uczniów.

Dla rodziców dużą zaletą placówki jest jej odległość od domów. Większość nie wyobraża sobie wysyłania maluchów do dużej szkoły w Korzennej, gdzie musiałyby być dowożone autobusem szkolnym lub przez samych rodziców.

- Nasze dzieci nie muszą dojeżdżać do szkoły, spędzać czasu na świetlicy w oczekiwaniu na transport do domu. Tygodniowy plan zajęć jest tak opracowany, aby umożliwić im pracę w najbardziej efektywnym czasie czyli od 8.00 do 14.00 - mówi jedna z mam. - Uważam, że to, iż mamy placówkę oświatową w swojej miejscowości jest naszym wielkim dobrodziejstwem i warto o nią zadbać. 

Dlaczego wypowiadający się rodzice i mieszkańcy Łyczanej nie chcą ujawniać swoich nazwisk? Jak przyznają ,,nie chcą mieć problemów". Niektóre osoby w ogóle nie decydują się na wypowiedź, gdyż twierdzą, że boją się na przykład o pracę swoich bliskich.

Arcybiskup po stronie szkoły

Chyba najbardziej znanym absolwentem szkoły w Łyczanej jest arcybiskup Juliusz Janusz. Urodził się 1944 roku, a jego dom rodzinny znajduje się zaledwie kilka metrów od drewnianej szkoły. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk arcybiskupa Karola Wojtyły. W ciągu trzech lat zdobył w Rzymie Licencjat, Doktorat i Dyplom Akademii Dyplomatycznej. Pracował w nuncjaturach na całym świecie, między innymi w Tajlandii, Danii, Brazylii, czy Holandii. Kierował nuncjaturą w Chinach, był Nuncjuszem w Rwandzie, Mozambiku, na Węgrzech i w Słowenii oraz Delegatem Apostolskim w Kosowie. W 2017 roku świętował 50-lecie kapłaństwa, a w ubiegłym roku przeszedł na emeryturę i powrócił do rodzinnej, ukochanej Łyczanej.

Jak wyjaśnia, miejscowość ta zawsze była mu bliska. Starał się odwiedzać swoją małą ojczyznę przynajmniej dwa razy w roku. Teraz powrócił na stałe i zamieszkał z rodziną swojego brata w rodzinnym domu.

- Obca dla mnie jest atmosfera tutaj, bo to, co się ostatnio dzieje w związku ze szkołą, naprawdę jest karygodne. Najbardziej boli to, że ludzie, którzy tu przyszli, nie są urodzeni w Łyczanej, chcą nadać ton życiu, nie znając naszych tradycji, czy ludzi, którzy tutaj pracowali i tak dużo zrobili dla tej wioski.

Swój niepokój wyraził nawet podczas mszy świętej, którą odprawiał 24 lutego w rodzinnej parafii.

- Zwróciłem publicznie uwagę, podczas niedzielnej mszy świętej w kościele w Korzennej na fakt, że utrudnia się przez to też duszpasterstwo. Zamykając szkołę, odcina się stały kontakt księdza z tutejszymi dziećmi i rodzicami.

Arcybiskup z sentymentem mówi o czasach swojej nauki w Łyczanej.

- Wspaniale wspominam naukę w tej szkole. Mieliśmy ją z resztą zaraz za stodołą, więc kiedy tylko zgłodnieliśmy na przerwie, to się szło do domu. Kończyłem tu jeszcze siedmioklasówkę. Mieliśmy wspaniałych nauczycieli i klasy. Bardzo dużo się też tu działo, nawet ,,za komuny": jasełka, zabawy, przyjeżdżało kino objazdowe.

Jak wyjaśnia, poziom nauczania był zawsze bardzo dobry. - Tutaj się wychowało całe pokolenie wysoko wykształconych ludzi. Nie będę tu mówił o sobie, chociaż to też nie wyszło samo, że człowiek skończył studia wyższe teologiczne, potem jeszcze specjalistyczne, doktorat, szkołę dyplomatyczną. Ale na przykład mój kolega, Józek Tabaszewski był przez wiele lat profesorem Wyższej Szkoły Rolniczej w Olsztynie. Mamy też panią, która jest teraz radcą prawnym w Warszawie. Syn mojego brata mógł się dostać na każdą uczelnię w Polsce, bo miał takie wysokie wyniki. Moja siostra przez długie lata była nauczycielką. Właściwie w co drugim domu są ludzie po wyższych studiach i oni wyszli z tej szkoły.

Dla arcybiskupa Juliusza Janusza decyzja o zamknięciu szkoły jest niezrozumiała. - Słyszę, że wszyscy walczą teraz, aby małe wioski i miasteczka miały wszystko to samo, co i inni, to w jakich ramach mieści się decyzja o zamknięciu szkoły?

Przyznaje, że szkoła świetnie sobie radzi, mimo przeciwności. - Mówią, że tu jest za niski poziom. Czy ci nauczyciele, którzy tu uczą mają niższe wykształcenie niż ci uczący w Korzennej? Ale niestety słyszałem, że w ciągu ostatnich lat szkoła nie dostała ani grosza. Chcieli dobudować salkę na przedszkole, ale nie ma na to. A teraz chce się zamknąć szkołę i wybudować dom kultury. Na czym tę kulturę będą budować? Argumentuje się, że szkoła nie ma warunków, a to jest kłamstwo, bo mimo, że nie dawali pieniędzy, to warunki są, bo ludzie sami się o to starali.

Mieszkaniec Łyczanej postanowił zrobić co w jego mocy, by wesprzeć osoby walczące o szkołę. W ostatnich dniach odwiedził nawet sądecki oddział Kuratorium Oświaty.

- Nie mam najmniejszej intencji, żeby robić tutaj jakąś rewolucję, ale przeszedłem wiele sytuacji: wojny, napięcia polityczne, musiałem z niektórymi rządami ostro walczyć o prawa. Jestem do tego przyzwyczajony. Stoję po stronie tych, którym się dzieje krzywda, którym się chce odebrać te prawa, które absolutnie się im należą - tłumaczy arcybiskup.

Co dalej?

Ostateczna decyzja o losach szkoły należy do Kuratorium Oświaty w Krakowie. To właśnie opinia instytucji będzie decydująca. A co stanie się ze stuletnim, drewnianym budynkiem jeśli dojdzie do likwidacji szkoły? W okolicy mówi się, że zostanie zajęty przez niedawno utworzone koło gospodyń wiejskich. Zapytaliśmy też wójta o plany dotyczące budynku.

- Aby wypowiadać się precyzyjnie należałoby dokonać szczegółowego przeglądu i ocenić, jaki jest stan techniczny budynku i do czego się on nadaje. Na podstawie dotychczasowych ocen wydaje się, że użytkowanie obiektu byłoby możliwe co najwyżej do czasu wybudowania czegoś nowego - odpowiada Leszek Skowron. - Złożyliśmy już wniosek o dofinansowanie do otwartej strefy aktywności w Łyczanej. Jest też pomysł, żeby stworzyć obiekt wielofunkcyjny, który służyłby przede wszystkim mieszkańcom na spotkania integracyjne, czy wydarzenia kulturalne. Teoretycznie w przyszłości mogłaby to być też szkoła, o ile – oczywiście – byłyby dzieci.

Z kolei część mieszkańców na wieść o planach budowy ripostuje - po co nam centrum kultury, kiedy nie będziemy mieć szkoły?

 

WIŚMAŁA2020

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.