Jesteśmy agentami Nowaka na usługach Handzla, czyli dom wariatów

Jesteśmy agentami Nowaka na usługach Handzla, czyli dom wariatów

My to nawet jakoś tam rozumiemy, że właśnie jest pełnia, która nie pozostaje bez wpływu na stany emocjonalne obywateli. Pełnia – jak inne rzeczy w naturze – przychodzi i odchodzi cyklicznie raz w miesiącu, więc humory części publiczności należy przeczekać. Ale na razie redakcyjny telefon dzwoni jak opętany. Jedni wykrzykują, że oto jesteśmy na usługach Handzla, inni daliby głowę, że tworzymy słabo zamaskowaną agenturę Nowaka. No i super, dopóki każdy widzi w nas najemnika konkurenta, jest równowaga, ale…

Nowy Sącz to klasyczny dom wariatów, gdzie wszyscy wietrzą spisek, więc dla utajenia obiegu korespondencji komunikują się ze sobą przyklejając grypserę gumą do żucia pod sedesem w miejskim klozecie. Podobno obserwując z pewnego oddalenia tzw. życie polityczne w Nowym Sączu przypomina ono wojnę kibolskich gangów goniących się z maczetami, z braku innych życiowych zainteresowań, po peryferyjnych krakowskich osiedlach.

W tym obłędzie namnażają się też jak króliki tzw. anonimowi felietoniści i właśnie w historii gatunku próbuje się zapisać kolejny sądecki Gall Anonim. Ale my życie mamy jedno i nie chce nam się spędzać go na choćby pobieżnej analizie tego, co autor miał na myśli. Jeśli miał myśli, bo trafiają się felietoniści, którzy na myśli nic mieć nie mogą, bowiem żadne myśli u nich nie zostały zdiagnozowane. Nawet przy użyciu najczulszych tomografów.

Niestety obawiamy się, że teraz już z każdym dniem będzie tylko i wyłącznie gorzej. Nie wiem, jak Szanowni Czytelnicy, ale nasza osoba znosi ten jazgot coraz gorzej. Czy nie ma w dumnym Nowym Sączu ani jednego młodego człowieka, którego jakiś samozwańczy ruch oburzonych obywateli wyniósłby do prezydentury ponad podziałami? Nie ma ani jednej grupy ludzi, którym zależałoby na odbudowie – przepraszam nadwrażliwych za określenie – tkanki społecznej tego miasta?

Nie ma dziesięciu sprawiedliwych, którym zależy, by Nowy Sącz był dla ludzi, a nie tylko dla grup interesów i interesików zasiedziałych tu z dłuższą albo krótszą tradycją. Nie chce nam się wierzyć, że nie ma nikogo, kto byłby w stanie wywrócić sądecki stolik i zaproponować towarzystwu, by poszło się kłócić gdzie indziej. Najlepiej gdzieś w krzaki nad Dunajcem. Bo tu dzieci na was patrzą.

Sięgnij po najnowsze wydanie DTS – dostępne bezpłatnie pod linkiem