Domy na wodzie w Biegonicach i galeria na *Starej Sandecji*...

W nowosądeckim parku technologicznym MMC Brainville  rozpoczęła się dziś międzynarodowa konferencja naukowa zatytułowana "Środowisko miejskie. Inteligentny model współpracy: uczelnia - samorząd - biznes". Przedstawiciele świata nauki, biznesu i samorządu próbują znaleźć odpowiedzi na wyzwania jakie rodzi XXI wiek: potrzebę kształtowania zrównoważonego miejskiego środowiska,  konieczność poszukiwania rozwiązań innowacyjnych oraz wymóg kształtowania i usprawniania modelu współpracy różnych "aktorów" współtworzących przestrzeń wokół nas. Organizatorem wydarzenia jest Katedra Kształtowania Środowiska Mieszkaniowego przy Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. Rozmawiamy z prof. Grażyną Schneider – Skalską, kierownikiem Katedry.

wsb3

- Zacznijmy od osobistego wątku, bo on może mieć znaczenie dla tej rozmowy. Jest Pani sądeczanką...

- Rzeczywiście, urodziłam się w Nowym Sączu i do tej pory mam kontakt z moim miastem. Mogę nawet powiedzieć, że ta sympatia z upływem czasu nie maleje, a rośnie.

- Jak Pani patrzy dziś, okiem fachowca, na swoje rodzinne miasto?

- Pamiętam Nowy Sącz ze swoich szkolnych czasów. Był on wtedy znacznie mniejszy i miał charakter mocno rekreacyjny, jednak zawsze z opinią miasta przedsiębiorczego. Potem przyszedł czas, gdy został miastem wojewódzkim i - w mojej subiektywnej, ocenie - nie było to korzystne dla Sącza. Pewnie z punktu widzenia rozwoju gospodarczego miało poważne zalety, tak chciała historia i pewnie to było konieczne,  jednak powstanie dużych zakładów spowodowało, że miasto zmieniło charakter.

- To ciekawa ocena, bo wiele osób uważa, iż utworzenie województwa, było jednym z historycznych momentów w rozwoju miasta.

- Myślę, że inaczej patrzą na to ci, którzy wtedy Sączem władali i tutaj mieszkali. Ja patrzyłam na te zmiany z boku i dla mnie walory przyrodnicze niedużego miasta były ważne, a one zeszły na plan dalszy. Uwaga została skoncentrowana na innych obszarach, co w tamtych czasach było oczywiste. Pod koniec XX w. nastąpiły zmiany w całym kraju i przemysł niekorzystnie działający na miasto, zanieczyszczający go, zaczął się przekształcać i zmieniać w przemysł czysty. Rola i charakter miasta stawały się inne, uwalniały się dzięki temu tereny, które kiedyś były zajęte przez przemysł. W uwolnione obszary można było na nowo zainwestować i niekoniecznie zabudować, ale zaplanować je tak, by element przyrody mógł powrócić.

- Jakie miejsca ma Pani na myśli?

- Na przykład rozległe tereny za dworcem kolejowym, kiedyś przemysłowe, ale teraz część z nich się uwalnia. Niedawno studenci przygotowywali koncepcję zagospodarowania tych terenów na nowo. Teraz zwracamy coraz większą uwagę na jakość życia, jakość przestrzeni, wraca się do terenów rekreacyjnych. Powszechnie znane są działania w kierunku budowy „Sądeckiej Wenecji”, zagospodarowania terenów nad Kamienicą i jakiegoś zintegrowania tych obszarów dla mieszkańców. Nasi studenci sporządzili m.in. też koncepcje dla terenów pocegielnianych w Biegonicach...

- Śmiała wizja. Miałyby tam powstać domy mieszkalne nad samą wodą. Takich apartamentów jeszcze w Nowym Sączu nie było.

- Tak i to jest takie miejsce, które powinno służyć nie tylko tym mieszkańcom, ale też całemu miastu. Mogłyby tam powstać tereny rekreacyjne dla każdego, również z myślą o strefie biznesu, który w tym rejonie miasta jest mocny. Jestem przekonana, że to dobry kierunek. Myślę również o zagospodarowaniu wzgórza zamkowego oraz intensyfikacji głównej osi kompozycyjnej miasta pomiędzy zamkiem, a dworcem kolejowym. Na wystawie towarzyszącej naszej konferencji w Miasteczku Multimedialnym, znajdą się m.in. projekty dotyczące tego obszaru. Myślę, że pojawią się również nowe kierunki, bo Nowy Sącz niesłychanie rozwinął się na drugim brzegu Kamienicy i Dunajca. Kiedyś rzeki ograniczały rozwój miasta, a teraz sprzyjają mu.

- Od ponad dwudziestu lat kolejne ekipy rządzące miastem przekonywały, że to najważniejsze kierunki i przez tych dwadzieścia lat nie wydarzyło się nic nowego w sprawie Zamku, „Sądeckiej Wenecji” czy brzegów Kamienicy.

- Myślę, że to pytanie powoli stanie się nieaktualne. Z pewnością realizacja tych projektów zależy od możliwości finansowych i priorytetów, które czasami jest bardzo trudno wyważyć. Nie chciałabym być w skórze władz żadnego miasta, bo przecież wszystkich nie można zadowolić. Mam nadzieję, że w Nowym Sączu zwycięży tendencja podnoszenia jakości życia, zwiększenia obszarów zielonych przy zachowaniu tego, co już jest. Modne ale i potrzebne stało się projektowanie zrównoważone, w którym bierze się pod uwagę jakość życia w każdym obszarze - między innymi czyste powietrze, kontakt z naturą, przyjazne przestrzenie, mniej hałasu, wygodny dostęp do usług.

- Jak pod tym względem wypada Nowy Sącz w porównaniu z innymi miastami?

- Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Z pewnością ma warunki aby być wygodnym, pięknym miastem, w którym ludzie będą chcieli mieszkać. Doświadcza też wielu problemów, jakie dotykają innych. Generalnie w wielu miastach obserwuje się problem zmniejszającej się ilości mieszkańców, którzy wyprowadzają się na tereny podmiejskie. Tym bardziej uważam, że należy zagospodarowywać istniejące miejsca tak, by zachęcić ludzi do powrotu. Nowy Sącz ma potencjał.

- Uważa Pani, ze Nowy Sącz ma szansę stać się miastem przyciągającym nowych ludzi?

- Tak, bowiem ma wciąż zachowane walory - czytelną strukturę starego miasta i elementy przyrodnicze. To punkt wyjścia. Jednak obszar osi wzgórze zamkowe-dworzec kolejowy nie jest wciąż odpowiednio wykorzystany. Tę przestrzeń trzeba zintensyfikować, zagospodarować, tworząc ciekawe przestrzenie publiczne, które przyciągną mieszkańców. Jaskółką nowego w tym rejonie jest realizowany w wyniku konkursu nowy dworzec autobusowy. Nasi studenci przygotowali koncepcje zagospodarowania tych terenów. Na naszej wystawie towarzyszącej konferencji i w prezentacjach będzie pokazane, jak studenci zaprojektowali m.in. przekształcenie sądeckich alei, zintegrowanego węzła komunikacyjnego PKP-MPK oraz zaproponowali lokalizację nowej hali sportowej na terenie tzw. Starej Sandecji. Myślę, że ta wystawa będzie interesująca.

- Czemu służą takie konferencje, jak tak sądecka „Środowisko miejskie – inteligentny model współpracy: uczelnia – samorząd – biznes” ?

- Sama konferencja, to podsumowanie pierwszego etapu współpracy i wymiana doświadczeń z samorządami i firmami. Różne formy współpracy prowadzone są od wielu lat, ale intensywna współpraca nastąpiła po podpisaniu przez dziekana Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej prof. Jacka Gyurkovicha i prof. Krystynę Paprzycę, szeregu listów intencyjnych z miastami i firmami. Tutaj trzeba podkreślić, że od lat bardzo dobrze nam się współpracuje z sądeckimi władzami i prezydentem Ryszardem Nowakiem, a pomoc ze strony dyrektora Wydziału Architektury Mirosława Trzupka sprzyja tej współpracy. Stąd między innymi wybór Nowego Sącza na miejsce konferencji.
Na konferencji pojawią się delegaci z Polski i ze świata. Mamy nadzieję, że poza kontynuacją działań dydaktycznych, zaowocuje ona współpracą ekspercką i doradczą uczelni z miastami i firmami, a przedstawiciele samorządów dostrzegą potencjał i częściej będą korzystać z pomocy naukowców, doktorantów przy opracowywaniu analiz czy ocen dla poszczególnych fragmentów miasta. Na koniec konferencji podpisana zostanie deklaracja współpracy na rzecz wysokiej jakości otaczającej nas przestrzeni, której głównym celem jest to, by grono osób zaangażowanych i zainteresowanych z trzech obszarów - uczelni, samorządu i biznesu, poczuło się jednym organizmem związanym działaniem na rzecz tej idei.

- Czy wierzy Pani, że wróci kiedyś życie do centrum Nowego Sącza? Rynek, Jagiellońska i przyległości utraciły swój dawny charakter handlowo-gastronomiczno-rozrywkowy, a życie przeniosło się do galerii handlowych i od lat nie można tchnąć nowej energii w starówkę.

- Podobne zjawisko występuje w wielu rozrastających się miastach, gdzie powstają galerie handlowe. Jeśli taka galeria wybudowana jest blisko centrum, to naturalną konsekwencją jest fakt, że zabiera klientów małym sklepom. Myślę, że ważne byłoby znalezienie inwestora i stworzenie przeciwwagi w postaci zagospodarowania wzgórza zamkowego, które w mojej ocenie, nie powinno zostać skansenem, ale żyć i być miejscem spotkań ludzi. Być może też jakaś pomoc finansowa bądź regulacja ze strony miasta zachęciłaby innych najemców, a nie tylko banki do zajmowania najlepszych, parterowych lokali starówki. Pamiętam restaurację „Imperial, która kiedyś była centrum życia ulicy Jagiellońskiej, a nawet całego miasta. Ale przyszedł moment, że ulica ta przekształciła się w ciąg banków. Wydaje się, że powoli się to zmienia.

- Imperial wrócił, ale chyba nie jest tym dawnym miejscem.

- To już mały krok. Liczę też na miejsce po straży pożarnej i planowaną tam bibliotekę, która razem z „Sokołem”i Galerią BWA stworzyłaby ważny element obiektów kultury blisko głównej osi miasta. Niewątpliwie przy alejach potrzebny jest nowy akcent przyciągający ludzi, jak choćby wspomniana hala sportowa na Starej Sandecji. Jedna z moich dyplomantek, zaproponowała koncepcję przekształcenia porządku ruchu w tym rejonie - fragmentu dwupasmowej ulicy przy Plantach. Zostawienie jednej nitki komunikacyjnej na alejach dla samochodów, a przeznaczenie drugiej na szeroki ciąg dla pieszych. Stworzyłoby to nową przestrzeń publiczną.

- Nowa sądecka promenada?

- Promenada z ciągiem budynków, w których na parterze zlokalizowane byłyby usługi. W ten sposób można byłoby zagospodarować całą główną oś miasta – od Plant, przez nowy dworzec autobusowy, halę sportową, aż do centrum komunikacyjnego przy PKP. Jest to myślenie na przyszłość, ale - jak wspominałam - to kwestia świadomości, przekonania, pieniędzy i odpowiedniego powiązania z inwestorami. To właściwie cele tej konferencji.

Rozmawiał Wojciech Molendowicz

WIŚMAŁA2020

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.