Czasami ze zdziwienia możemy tylko zaniemówić

Rozmowa z Marcinem Kądziołką - Prezesem Zarządu Fundacji GOPR, ratownikiem Grupy Krynickiej GOPR

wsb3

- Sporo ostatnio doniesień o nieodpowiedzialnych turystach, którzy mimo złych warunków pogodowych ruszyli w góry. Skąd ta sytuacja? Ten rok jest szczególny?

- Skala interwencji często jest powiązana z warunkami, jakie panują w górach. Wyjątkowo trafiła się nam z jednej strony bardzo piękna, ale z drugiej niebezpieczna i trudna zima. Warunki, które są w górach, mogą zaskoczyć. W związku z tym mamy takie sytuacje jak zaspy, kompletnie zawiane szlaki, na których oznaczenia znikły pod śniegiem, a utarte ścieżki stają się całkowicie niewidoczne. Ma to szczególne znaczenie na otwartych przestrzeniach. Stąd trudności orientacyjne i trudności w przebyciu nawet kilkudziesięciu metrów w głębokim po pas śniegu, mogą się okazać często ponad nasze siły. Wiatr i mróz z pewnością nie będą nam pomagać, dlatego warto poważne przeanalizować sytuację przed wyruszeniem w góry.

- Trochę w tym bezmyślności osób, które w takich warunkach w góry się wybierają?

- Czasem brak doświadczenia, ale też brak wyobraźni. Jesteśmy niżej, w mieście, wydaje nam się, że tego śniegu nie jest dużo, bo poruszamy się bez problemów po chodniku. W górach wygląda to zupełnie inaczej. Zapadamy się w śniegu, a siły tracimy w mgnieniu oka. Przy warunkach, jakie obecnie panują, wyjście w góry bez odpowiedniego sprzętu może być trudne lub nawet niemożliwe. Co prawda obserwuje się coraz częściej turystów poruszających się w górach przy pomocy rakiet lub nart, ale mimo wszystko w Polsce nie występuje to na taką skalę jak np. w krajach alpejskich. Tam turyści w zdecydowanej większości korzystają z nart turowych, które umożliwiają o wiele skuteczniejsze, szybsze, bezpieczniejsze i mniej wymagające energetycznie poruszanie się po śniegu.

- Jak w takim razie zimą przygotować się do wyjścia w góry?

- Pierwszą czynnością jest sprawdzenie dwóch elementów: pogody i warunków. Pogoda, czyli to jaka jest obecnie czy jaka będzie, ale też to jaka była jeszcze kilka dni temu. Sprawdzamy: ile było opadu, jakie były temperatury, jaki i z którego kierunku wiał wiatr. Dzięki tej wiedzy mamy informacje, czy występuje warstwa nowego śniegu, a jeśli tak, to jakiego rodzaju lub też czy utworzyły się magazyny śniegu zbudowane przez wiatr w miejscach niebezpiecznych. Bardzo łatwo w skutek niewiedzy czy też nieuwagi wejść w teren zagrożony lawinowo lub taki, w którym warstwa nawianego śniegu może stanowić pułapkę nie do sforsowania. Wiejący w górach wiatr i opad śniegu oznacza zazwyczaj zasypane i zawiane oznakowania szlaku, które stają się niewidoczne, przez co łatwo można zabłądzić. Ważna jest również temperatura i jej wahania. W przypadku krótkiego ocieplenia a następnie spadku temperatury, szlaki mogą stać się oblodzone, a co za tym idzie śmiertelnie niebezpieczne. To wszystko ma znaczenie. Ważna jest również prognoza pogody na dzień, w którym mamy wyruszyć w góry.

- Takie bieżące informacje o warunkach panujących w górach można uzyskać w stacji GOPR?

- Tak, na każdej stacji centralnej ratownictwa górskiego, pod numerem 601 100 300  lub 985, otrzymuje się bieżącą, najbardziej aktualną informację o warunkach panujących w górach.

- Sprawdzenie warunków to pierwszy krok, a drugi?

- Drugi to dostosowanie do warunków odpowiedniego sprzętu. Pomijam tu elementy stałe, takie jak mapę i kompas, latarkę (najlepiej czołową), a zimą obowiązkowo termos, odpowiedni ubiór i buty, stuptuty (żeby śnieg nie wpadał do butów). Zimą, gdy poruszamy się w ciężkich warunkach, niezbędnym sprzętem są również rakiety śnieżne lub narty skiturowe.

- Warto mieć też przy sobie naładowany telefon i zainstalowaną aplikację Ratunek?

- Któryś z moich kolegów powiedział kiedyś, że dobrze by było wprowadzić w życie taki projekt „Zaplanuj swój wypadek”. Coś w tym jest. Planując wyjście w góry, musimy mieć świadomość, że wychodzimy w teren, w którym może się coś wydarzyć, a jeśli się wydarzy, to musimy zaplanować, co wtedy. Dlatego podstawowym wyposażeniem powinna być też apteczka oraz folia NRC, która zmagazynuje nasze ciepło w przypadku oczekiwania na służby ratunkowe oraz odizoluje nas od wiatru, który jest największym niszczycielem zmagazynowanego przez nas ciepła. Kolejna rzecz to oczywiście naładowany telefon oraz powerbank, bo nie zapominajmy, że nasze komórki mają tak wysokie zapotrzebowanie na energię, że po krótkim czasie nagrywania filmików, robienia zdjęć w górach, nasz telefon, na którego działają niskie temperatury, może się szybko rozładować. Zalecamy również ściągnięcie na telefon aplikacji Ratunek.

- Ta aplikacja może się przydać nie tylko w sytuacji, gdy trzeba wezwać pomoc, ale też gdy zgubimy się na szlaku.

- Kiedy aplikacja zostanie uruchomiona poprzez trzy kliknięcia, automatycznie ratownik widzi na mapie z dokładnością do trzech metrów naszą lokalizację. W związku z czym jest np. w stanie stwierdzić, w jakiej odległości jesteśmy do linii najbliższego szlaku, może więc telefonicznie pomóc, naprowadzić na zgubiony na chwilę górski szlak.

- Przy okazji ostatnich wypadków w górach pojawiły się dyskusje, że może trzeba wprowadzić obowiązek płacenia z własnej kieszeni za akcje ratunkowe.

- To trudna dyskusja i ten temat zawsze budzi kontrowersje. W mojej opinii odpłatność za akcje ratunkowe nie rozwiąże problemu. Jeśli mówimy o kosztach akcji ratowniczej, to z pewnością ich zwrot nie rozwiąże problemów finansowych związanych z kosztami utrzymania stałej gotowości ratowniczej. Ratownicy są, dyżurują, muszą się szkolić i utrzymywać gotowość infrastruktury i sprzętu. Koszty akcji ratowniczych są pewnym procentem wydatków, z jakimi musi się zmierzyć GOPR. Ponadto zawsze istnieje pewna obawa, że nie wszyscy wykupiliby takie górskie ubezpieczenia i w przypadku potrzeby wezwania pomocy, z powodu ewentualnych kosztów zwrotu akcji ratowniczej, nie chcieliby skorzystać z pomocy, co może w konsekwencji doprowadzić do tragedii. Trzeba też pamiętać, że ustawowo w Polsce ratownictwo co do zasady jest bezpłatne. Nastąpiłby pewien precedens wyłączenia pewnego obszaru ratownictwa, jakim jest ratownictwo górskie, i objęcia go odpłatnością za udzieloną pomoc. Jeśli przyjrzymy się też kwestii odpłatności w innych krajach, to nie jest prawdą, że wszędzie akcje ratownicze są płatne, tylko w Polsce jest inaczej. Jest najczęściej tak, że są one częściowo płatne lub pokrywane z ubezpieczenia społecznego.

- A obecnie nie jest tak, że niektórzy traktują GOPR jak górską taksówkę?

- Czasem to prawda. Czasem po pojawieniu się na miejscu ze zdziwienia możemy tylko zaniemówić, bo okazuje się, że obraz tego, co było podawane przez telefon, a tego jak dana osoba się czuje, odbiega od rzeczywistości. Zdarzało się, że ktoś uznał, że nie ma już więcej sił, więc wzywa GOPR, żeby go odwiózł, a na miejscu okazuje się, że z siłami wcale nie jest tak źle. Ale nie są to sytuacje nagminne, nie jest to plaga, choć rzeczywiście takie sytuacje, czasami uzasadniane tym, że „się należy”, mają miejsce.

- A może brakuje jakiejś empatii? Ktoś wzywa pomoc, a nie myśli, że po drugiej stronie jest kilkunastu ratowników, którzy wszystko zostawiają i ruszają w teren.

- Ratownictwo jest mocno związane z tradycją. GOPR oparty był zawsze na takich wartościach jak przyjaźń, zaufanie, miłość do gór i życie drugiego człowieka. Składaliśmy ślubowanie, więc idziemy w góry, pomagamy, nie komentujemy cudzych zachowań, możemy tylko zwrócić uwagę, jeśli sytuacja stanowiła dla kogoś zagrożenie lub wskazać, by zastanowił się na przyszłość. Naszym zadaniem jest pomoc i ewakuacja ludzi z gór i staramy się to wykonywać najlepiej jak potrafimy, bez względu na fakt, czy zgłoszenie jest uzasadnione czy nie, o tym dowiadujemy się już po dotarciu na miejsce.

- Ratownicy za takie akcje mają płacone?

- Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, jak sama nazwa mówi, składa się w dużej mierze z ochotników, czyli wolontariuszy, ale są też ratownicy zawodowi. W skali kraju mamy siedem grup regionalnych, od Karkonoszy po Bieszczady, i w tych grupach mamy ratowników zawodowych. To najczęściej kilkanaście osób – oni utrzymują gotowość, stanowią trzon dyżurujący, logistyczny,  szkoleniowy. Natomiast pozostali, a ratowników górskich mamy w Polsce około tysiąca, to ratownicy ochotnicy.

- Nie ma problemów z naborem nowych, młodych ratowników?

- Są, i to chyba kwestia dzisiejszych czasów, gdy ludziom brakuje… czasu i potrzeby realizacji w formule wolontariatu. Co roku do każdej z Grup Regionalnych GOPR zgłasza się zwykle kilkunastu kandydatów, jednak tylko kilku z nich najczęściej przechodzi do służby górskiej.

- GOPR utrzymuje się z…?

- W około 50 proc. z dotacji budżetowej MSWiA, natomiast pozostałe środki to sponsorzy, wypracowane środki i 1 proc. podatku, który na fundację GOPR można już w tym roku przekazać.

Pobierz bezpłatnie cały numer:

 

WIŚMAŁA2020

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.