Twój Hades, czyli poznajcie nasze dziecko

Twój Hades, MOK Nowy Sącz, wystawa

DTS YOUNG. Ta wystawa zrodziła się spontanicznie. Planem na nią, był – jak mówią jej autorki – brak planu. A efekty? Jeśli chcecie je zobaczyć, to już dzisiaj (3 lipca) o godz. 16 przyjdźcie do Miejskiego Ośrodka Kultury w Nowym Sączu, gdzie odbędzie się wernisaż. Tymczasem w wywiadzie dla DTS Young Emilia Cięciwa i Paulina Dyl, autorki wystawy „Twój Hades”, zdradzają kulisy jej powstawania.

Aniela Gajdosz: Jak się zrodził pomysł na tę wystawę?

Emilia Cięciwa: Był listopadowy wieczór, robiłam wszystko, żeby się tylko nie musieć uczyć. Zadzwoniłam do Pauliny z propozycją, żeby zorganizować wystawę. Zgodziła się i tak się jakoś zaczęło.

Paulina Dyl: Emilka zawsze marzyła o swojej wystawie zdjęć. W międzyczasie dowiedziała się, że czasem piszę wiersze. Tak zrodził się pomysł, żeby połączyć te nasze pasje. Myślałyśmy też trochę nad tematem. Napisałam w tamtym czasie scenariusz o mitologii greckiej do słuchowiska „Katharsis”, realizowanego przez MOK. Emilka go przeczytała i bardzo się jej spodobał. Wtedy postanowiłyśmy, że wystawa będzie o greckich bogach.

Twój Hades, MOK Nowy Sącz

AG: Dlaczego wasza wystawa jest wyjątkowa?

PD: Mało kto w wieku 19 lat robi swoją wystawę. Nigdy też nie spotkałam się z pomysłem, żeby ktoś połączył zdjęcia z wierszami.

EC: Dla nas jest też wyjątkowa, bo to odzwierciedlenie naszych dusz, naszych myśli i emocji. Czasem nawet prywatne życie przelewałyśmy na tę wystawę, ale może tu lepiej nie podawać przykładów.

AG: Co powstało pierwsze – zdjęcia czy wiersze?

PD: To się tak przenikało. Czasem pierwszy powstał wiersz i do tego później były robione zdjęcia. Czasami to Emilka miała pomysł na zdjęcie i do tego pisałam wiersz.

AG: Co ludzie mogą zobaczyć na tej wystawie?

EC: Wszystko! W zdjęciach będą mogli dostrzec każdą cząstkę siebie, jeżeli tylko będą chcieli. Będą mieć też pociechę i w tym, że przeczytają coś pięknego, lirycznego, i z tego, że na podstawie tego zobaczą obraz – to co my chciałyśmy przedstawić, jak my to widziałyśmy. Interpretacja będzie wolna, ale jednocześnie narzucona przez ten wizualny obiekt.

AG: Co było waszą inspiracją w tworzeniu tej wystawy?

PD: Jedną z inspiracji był zdecydowanie mój kot Hades, dzięki któremu zawdzięczamy nazwę wystawy – „Twój Hades”.

EC: Tak naprawdę wzajemnie się inspirowałyśmy. Ta wystawa gdybym miała ją zrobić sama, albo gdyby sama Paulina ją miała zrobić, to nie byłaby ta wystawa. Byłoby to… takie niepełne.

PD: To co stworzyłyśmy wzajemnie się uzupełnia i dzięki temu można powiedzieć, że ta wystawa jest… pełna.

EC: I jeszcze bardzo ważną inspiracją była pani Małgorzata Przędzak [prowadzi w sądeckim MOK grupę teatralną Scena M – przyp. red.] Była naszą patronką. Bardzo wspierała nas w tym, co robimy. Wiele jej zawdzięczamy.

PD: Inspirowało nas też takie codzienne życie. Nie tylko nasze, ale ludzi w około. Mimo to, że zachowałyśmy tematykę mitologiczną, to chciałyśmy też oddać współczesny charakter. Tworzyłyśmy to w taki sposób, żeby z wieloma rzeczami ktoś mógł się utożsamić.

AG: Do kogo chciałyście trafić z tym – do wszystkich, czy miałyście jakąś konkretną grupę wiekową?

EC: Chciałyśmy trafić do jak największej ilości osób, bo nasza wystawa jest uniwersalna. Nie ustalałyśmy konkretnego przedziału wiekowego. Wiadomo, że dzieci nie zrozumieją wszystkiego, tak jak dorośli. Myślę, że na pewno swoim przekazem ta wystawa bardzo dotknie młodzież.

PD: Myślę, że dla osób dorosłych, które się pojawią, będzie to taki powrót do ich przeszłości. Niektóre przedstawione sytuacje, mogą być takie, że utożsamiają się z nimi nawet osoby w starszym wieku. Wydaje mi się, że jest ona dla wszystkich, ale z racji tego, że my same jesteśmy młode, to głównym „targetem” będą właśnie młodzi ludzie.

AG: W jaki sposób wybierane były osoby do sesji zdjęciowych?

PD: To akurat wszystko było bardzo różnie. Najczęściej to ja pojawiam się na tych zdjęciach, czasem nawet przez przypadek, bo nie miałyśmy osoby do jakiejś postaci. Ogłosiłyśmy też na Instagramie, że szukamy modeli i zgłosiło się naprawdę dużo ludzi, co nas bardzo cieszyło. Wybierałyśmy osoby, które pasują nam do konkretnej roli, ale, wiadomo, życie pisze różne scenariusze i akurat komuś coś wypadło, więc musiałyśmy szybko organizować zastępstwo.

EC: Czasami też było tak, że specjalnie przygotowywałyśmy rolę do naszego modela, bo tak nam się spodobała jego unikatowa uroda i błysk w oku.

AG: Czy po tym wernisażu macie zamiar pokazywać tę wystawę dalej – wysyłać do jakiś innych miast lub na konkursy?

PD: Zdecydowanie tak.

EC: Na pewno chcemy, żeby ta wystawa trafiła do jak największej ilości osób, bo to jest nasze dziecko i chcemy się nim pochwalić. Będzie nam bardzo miło, jak zdobędziemy możliwość pokazania jej w innych miejscach, poza murami MOK-u.

AG: Ile czasu zajęło wam przygotowanie tego wszystkiego?

PD: Pomysł się zrodził w listopadzie, więc już robimy to niemal 9 miesięcy.

EC: Czyli tak jak dziecko (śmiech). Naszym największym okresem przygotowań był maj.

PD: Maj, ponieważ byłyśmy wtedy już po maturach. Dodatkowo ta wystawa jest też teczką Emilki do filmówek. Miałyśmy dwa tygodnie na dokończenia sesji i był to bardzo bardzo wykańczające. Byłyśmy wiele godzin dziennie na nogach, musiałyśmy się przemieszczać z jednej lokalizacji do drugiej, czasem po więcej niż 15 kilometrów z całym potrzebnym sprzętem. Było to bardzo wymagające, ale spełniło nasze oczekiwania.

AG: Jesteście zadowolone z efektów swojej pracy?

EC: Jeszcze ich namacalnie nie widzimy, bo efektem będzie wystawa.

PD: Ja mogę powiedzieć, że jak pisałam wiersze, to mało kiedy byłam z nich zadowolona. Wydaje mi się jednak, że to jest taka przypadłość autora – mało który jest zadowolony ze swoich prac. Mam poczucie, że może nie są najlepsze, ale są przede wszystkim autentyczne.

AG: Jak wam się układała współpraca?

PD: Ja się bardzo cieszę, że stworzyłyśmy tę wystawę, bo przez to się zaprzyjaźniłyśmy.

EC: To nie są takie puste słowa, ale naprawdę połączenie dusz. Odnalazłyśmy swoje bratnie dusze, które naprawdę jest ciężko teraz odnaleźć. Gdybym miała wskazać osobę, która jest tak podobna do mnie duszą i myślami, to wskazałabym Paulinę.

AG: Miałyście jeszcze przed rozpoczęciem organizowania wystawy jakiś konkretny plan, czy wszystko powstawało spontanicznie?

PD: To wszystko było różnie, bo nasze wizje często się zmieniały. Zarówno na to, jak ma wyglądać wystawa, ale też jakie mają być zdjęcia. Czasem był jakiś plan na kadr, ale w trakcie sesji okazywało się, że jest coś lepszego i wtedy to zmieniałyśmy.

EC: Tak naprawdę to naszym planem był brak planu.

AG: A planujecie jeszcze powtórzyć coś podobnego w przyszłości, macie jakieś nowe pomysły?

PD: Tak, tak mamy nowe pomysły. Najlepsze jest chyba to, że to wszystko wynika z naszych emocji. Wydaje mi się też, że cała ta wystawa jest emocjonalna i skłaniająca do refleksji.

Jest trochę smutna, ale nie sądzę też, żeby kolejne były jakoś weselsze.

EC: Mam poczucie, że o wesołych rzeczach za łatwo się mówi. Jak przekazujesz coś smutnego lub bardziej nostalgicznego, jesteś też bardziej obciążony tym ciężarem, żeby pokazać to w taki sposób aby wywołać w drugiej osobie emocje, ale też przy tym nie wyciągnąć traum.

AG: Jeśli ktoś nie będzie mógł przyjść dziś na wernisaż, będzie miał możliwość zobaczenia jeszcze tej wystawy?

PD: Nasze prace będą wisieć w MOK-u przez najbliższe dwa tygodnie. Więc jak ktoś w tym czasie zawita do Miejskiego Ośrodka Kultury, to zobaczy naszą twórczość. To nasze dziecko dorastające przez ostanie 9 miesięcy we łzach.

EC: Częstych łzach, zarówno tych z przemęczenia, jak i tych radości.

Rozmawiała Aniela Gajdosz

Fot. Arch. Na zdjęciu od lewej: Paulina Dyl, Małgorzata Przędzak, Emilia Cięciwa

Logo DTS Young

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.