Szurek na sportowo (3). Kickboxing nauczył go stawiania czoła przeciwnościom w życiu – wywiad z Rafałem Dudkiem. Nie tylko o sporcie

Zapraszamy do lektury trzeciego z serii wywiadów w ramach cyklu „Szurek na Sportowo”. Regularnie na łamach Dobrego Tygodnika Sądeckiego.

Dziś rozmawiamy z Rafałem Dudkiem, Mistrzem Świata i Polski w kickboxingu, brązowym medalistą Mistrzostw Europy.

BOCHENSKI

Z perspektywy czasu, co dał Ci sport, co dał Ci kickboxing?

Niesamowitą przygodę. Taką, której sam bym sobie nigdy nie zaplanował, że w ogóle ją przeżyję. Gdybym nie poszedł w stronę sportu, nie miałbym tego, co mam teraz. A jest mi dobrze, z tym co mam.

Kim byś został?

Żołnierzem. Albo właśnie sportowcem, ponieważ nie widziałem dla siebie innej drogi. Były tylko te dwie opcje. Pracowałem w różnych zawodach, ale to nie było to. Robić coś bez przekonania, to chyba najgorsza rzecz w życiu. Tak uważam.

Wracając do tego żołnierza. Cenisz sobie dyscyplinę?

Tak. U mnie dyscyplina jest istotna, zwłaszcza taka treningowa. Czasem jest jej aż za dużo. Jestem bowiem człowiekiem, który się zajeżdża, chce trenować zbyt wiele i za bardzo. To chyba mój największy mankament, jeśli mowa o byciu sportowcem.

Czytaj również: Szurek na Sportowo (1). Piłkarz Sandecji wypożyczony z Cracovii został studentem – wywiad z Radosławem Kanachem, nie tylko o piłce

Z drugiej strony jest potrzebna. Dyscyplina to dobra organizacja. Nie spóźnisz się na trening.

No tak. Sport to ciągła walka. Odpowiadamy za siebie. Ryzykujemy zdrowie i życie, więc dyscyplina jest nieodłącznym elementem tego wszystkiego, co pozwala lepiej realizować założenia treningowe - fundament.

Masz dwie córki...

Balbina jest tylko moja. (wtrąca się żona Rafała Katarzyna przysłuchująca się rozmowie).

Czy można jednak stwierdzić, że masz trójkę dzieci? Jest jeszcze Fight House.

No nie, gdybym miał tak zliczyć wszystkie moje „dzieci” byłoby ich zapewne dziesięcioro a nawet więcej. Mam na myśli moich zawodników: juniorów, kadetów, seniorów… W skrócie jest ich sporo. Jestem jak Ojciec Wirgiliusz. (śmiech)

Ale opowiedz o tym, jak nieraz w domu Twoje dzieci są chore i nie podchodzisz do nas, by się nie zarazić, nie przenieść wirusów na swoje „klubowe dzieci”. Ograniczasz kontakt do minimum – dopowiada z szerokim uśmiechem żona Rafała.

Bo nie można roznosić wirusów! (śmiech) – odpowiada Rafał.

Zatem sport wpływa na życie rodzinne.

Tak. Często przenosi się tą pracę do domu. Żona, dzieci czują to, że jestem sportowcem.

A mogę coś dodać? - ponownie dopytuje małżonka.

Proszę.

To w ogóle nie jest przenoszenie pracy do domu. On (Rafał) przeniósł dom do roboty, bo najpierw był ten sport. Czasem ktoś mnie pyta, czy kiedykolwiek postawiłam mu warunek, co wybiera: mnie czy kickboxing. Nie mogłam mu jednak postawić takiego ultimatum, bo jak go poznałam, to on już się tym zajmował. A jak już założył swój klub, to chłop przepadł. (śmiech)

Córeczki czują się bezpiecznie mając za tatę wojownika?

Trzeba być po prostu dobrym ojcem, nie trzeba być sportowcem. Córki są za młode, by bać się np. jakichś napadów na ulicy. Póki co boją się czarownic i potworów.

Mówi się, że im bardziej brutalny sport się uprawia, tym bardziej łagodnym człowiekiem jest się na co dzień.

Poznałem setki, tysiące zawodników. Większość z nas to zwyczajni ludzie, wiodący spokojne życie.. Ale każdy jest inny ... i czasami zdarzają się osoby z innym podejściem. A ja? Zgadza się, jestem dość spokojny. (śmiech) Wolę eksponować swoje emocję w ringu i w trakcie sparingów.

Rafał jakie są Twoje najbliższe plany?

W tym roku miałem zaplanowane trzy walki. Odwołano mi pojedynek w Dubaju, w Holandii walkę wieczoru i jedną galę w Polsce. Dostałem ofertę na tę sobotę (wywiad odbył się w piątek), ale jednak nie zdecydowałem się na występ ze względu na zbijanie wagi. Nie będę się zajeżdżał wagowo. W tym roku w Polsce lub za granicą powinienem się jeszcze pokazać w ringu. Na początku przyszłego roku też coś na pewno będzie. Muszę być czujny, dostałem już cynk...

W zeszłym roku w ciągu miesiąca miałem trzy walki. Nowy Sącz, Nowy Jork i Chicago. Za dużo wziąłem sobie na kark. Teraz bym za takie coś podziękował. Sporo mnie to kosztowało. Mowa o zdrowiu.

Czytaj również: Szurek na Sportowo (2). Bramkarz Sandecji bardzo obawiał się powrotu do klubu z Kilińskiego – wywiad z Markiem Koziołem. Nie tylko o piłce

Mówi się, że mężczyzna musi mieć w życiu jakąś pasję, by nie zwariować.

Bezwzględnie. Czasy są takie, nie inne. Teraz na ogół mamy wszystko: mowa o pieniądzach, więc nie musimy martwić się o byt, jak bywało kiedyś. Z reguły normalny człowiek, który pracuje nie musi zamartwiać się o to, w co się ubrać, co zjeść. Nie jest źle. Facet, by być facetem potrzebuje jednak pasji. Jeden idzie na ryby, drugi gra w karty, trzeci na komputerze, inny kopie w piłkę, kolejny idzie w sporty walki. Facet potrzebuje pasji do życia. Na kanapie przed telewizorem nie ma co siedzieć.

W moim przypadku trzeba sobie też jednak potrafić powiedzieć „zwolnij”, by chwilę odpocząć. Choćby te dwa dni w miesiącu.

Jak wygląda Twój dzień?

Trenuję personalnie wielu podopiecznych oraz prowadzę grupy w klubie. Gdy nie mam walki wystarczy mi trening raz dziennie. Jeżeli mam stoczyć pojedynek za miesiąc, półtora to wtedy odpuszczam zajęcia z kimś i koncentruję się na sobie. Wstaję o siódmej rano, biegam, trenuję na sali, później znów zajęcia i tak do wieczora. Najfajniejszą częścią przygotowań jest wyjazd do Holandii do Mike’s Gym (klub, w którym często trenuje nasz rozmówca – przyp. red.). Oni udostępniają mi mieszkanie, poświęcam tam treningom cztery, pięć godzin w skali dnia. Nigdy w życiu nie miałem tak ciężkich przygotowań jak w Holandii. Po tym wszystkim padam jak ścięty: myję się, piję odżywkę i śpię.

Dlaczego warto być kickboxerem?

Warto mieć wspomnianą pasję. Czuję się pewniej. Kiedyś człowiek się tym jarał „kurde, biję się”, teraz to jednak bardziej normalna rzecz. Są z nami lekarze, prawnicy, biznesmeni. Jest rzesza ludzi, która trenuje i nikt specjalnie się z tym nie afiszuje

Warto też trenować ze względu na zdrowie. Sport zawodowy go nie przynosi, ale sport rekreacyjny, dla zabawy kilka razy w tygodniu to już samo zdrowie.

Sport nauczył mnie stawiania czoła przeciwnościom. Nie ma gorszej sytuacji niż ta, gdy stoi się w ringu i przegrywa. Nawet Władimir Putin poleca sporty walki, jako te, które pomagają sobie radzić z życiowymi przeciwnościami. Tak właśnie powiedział Putin, od zawsze będący w dobrej formie! (śmiech)

Sport, prócz dobrodziejstw jakie ze sobą niesie czyli lepszego zdrowia, kondycji itd. powinien nas motywować do walki, by być po prostu mocnymi ludźmi. Także pod względem charakteru. Społeczeństwo jest coraz słabsze, a słabymi ludźmi łatwo manipulować. To takie moje prywatne spostrzeżenia, ale na podstawie kilkunastoletniej obserwacji. Taki domorosły amerykański naukowiec „from Poland” ze mnie. Bo amerykanie podobno wszystko najlepiej wiedzą. (śmiech)

Rozmawiał w klubie Fight House Remigiusz Szurek.

Odwiedź konto autora na Twitterze!

Fot. R.Szurek

Jan Duda

Wypowiedz się w tej sprawie