Roman Kluska – największy gangster RP

– Nie trzeba być ekspertem w dziedzinie ekonomii, aby  spodziewać się że przed nami trudny czas. Jak się do niego przygotować? Jak przetrwać kryzys?

Na początek proponowałbym zastanowić się dlaczego tak bardzo obawiamy się tych zmian, dlaczego czujemy poważne zagrożenie. Myślę, że nieczęsto w historii, być może nigdy, nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją, gdy równocześnie na tylu frontach toczy się walka, której stawką jest nowy porządek rzeczywistości, nowy podział wpływów na tę rzeczywistość. A są to fronty decydujące o naszym życiu. Pierwszy związany jest z naszą kulturą i tradycją. Przez dwa tysiące lat nasze wartości były oparte na chrześcijaństwie. Mieliśmy przez te dwa tysiące lat stabilny system wartości i lepiej lub gorzej przestrzegając zasad tego systemu zapewnialiśmy rozwój cywilizacji w części świata, w której żyjemy. Dziś mamy do czynienia z próbą  podważania tego systemu wartości, wypromowania wartości przeciwnych. Kolejny front dotyczy dewaluacji wartości związanych z demokracją. Byliśmy przyzwyczajeni do przekonań, że demokracja to troska o każdego obywatela, o przysługujące mu podstawowe prawa, jakimi są na przykład swoboda wypowiedzi, wolność słowa, ochrona życia. A dziś – proszę zobaczyć co się dzieje: w sferze ochrony życia osób najbardziej bezbronnych, czyli najmłodszych i najstarszych, zderzamy się z rzeczywistością, w której pozbawienie życia niektórzy uważają za cywilizacyjną zdobycz, za nowoczesność. W sferze wolności słowa jest podobnie. Pamiętam swój zachwyt demokracją w Stanach Zjednoczonych w latach 90. Jako człowiek w średnim wieku, który doświadczył realnego socjalizmu, odwiedzając Stany Zjednoczony byłem zafascynowany tym, że każdemu obywatelowi wolno było swobodnie wypowiadać się, wyrażać dowolne poglądy. Proszę sobie wyobrazić jak ja się czuję jako człowiek od 25 lat zauroczony amerykańską wolnością po ostatnich wydarzeniach w USA. To, co znałem jako jeden z najgorszych objawów realnego socjalizmu: totalną cenzurę wypowiedzi, widzę nagle w kraju, który podziwiałem za demokratyczne wartości. Doszło do ocenzurowania urzędującego prezydenta, do ograniczenia mu możliwości wypowiedzi. Czy pani sobie wyobraża jaki to dla mnie szok? Coś, co było dla mnie niedoścignionym wzorcem, ideałem, do którego powinniśmy w Polsce dążyć, nagle przepoczwarza się w moje najgorsze doświadczenie znane z czasów realnego socjalizmu. Zablokowanie czyjegoś wystąpienia w telewizji, bo jakiemuś cenzorowi się nie podoba, wyłączenie komuś konta w mediach społecznościowych, bo innemu cenzorowi się nie podoba? To ma być mój ideał swobody wypowiedzi i wolności słowa? I nie chodzi o to kto jest prezydentem, tylko o pewien wzorzec wartości, który prysnął jak bańka mydlana. Kolejny front walki został pięknie opisany w książce, którą ostatnio wszystkim polecam: „Koniec pieniądza papierowego”. Autor, Roland Baader, niemiecki przedsiębiorca doskonale obeznany w realiach Unii Europejskiej, ostrzega przed tym samym zjawiskiem, przed którym ostrzegał papież Jan Paweł II. Oba te wybitne umysły ostrzegają nas przed tym, że demokracja może przepoczwarzyć się w system totalitarny. Jan Paweł II napisał wprost, że jeśli przemiany będą następować poprzez całą masę ograniczeń dla człowieka i tworzenie prawa regulującego niemal w każdej dziedzinie nasze postępowanie, to w pewnym momencie pod piękną nazwą „demokracja” będziemy mieli kolejny system totalitarny. Polecam każdemu zajrzeć do dzieła, która stanowi Jego testament: „Pamięć i  tożsamość” . Baader przewiduje to samo: przemiany polityczno – gospodarcze jakich doświadczamy pchają nas w stronę systemu, który znamy jako realny socjalizm, tylko na innym poziomie wytwórczości.

Ponawiam pytanie: co z tym wszystkim o czym Pan mówi możemy zrobić?

Niejeden raz rozmawiając z przedstawicielami rządów, wszystkich, nie tylko obecnego, starałem się przekonać, że ten proces sprawowania władzy przez nieustanne dodawanie nowych regulacji czyli postępujące ograniczanie wolności obywatela prowadzi do samozagłady, ale jak dotąd efekty mojego przekonywania są niewielkie. Zresztą autor książki „Koniec pieniądza papierowego” przewidział, że efekty uświadamiania władzy są skazane na niepowodzenie. Wskazał jednak inną drogę: uświadamianie społeczeństwa. Celem powinno być osiągnięcie stanu w miarę powszechnej świadomości społeczeństwa dokąd politycy pod pięknymi hasłami chcą nas doprowadzić, co jest istotą forsowanych i wdrażanych przemian, że to wszystko ubrane w piękne słowa o postępie, lepszym życiu, lepszym jutrze, sprawiedliwości społecznej, to są slogany, które mają zakryć przed ludźmi zagrożenia, o których wspomniałem. Na efekt uświadamiania władzy nie liczyłbym już. Ale jeżeli świadomość szerzącego się zła będzie coraz większa, to jest nadzieja, że władza nagle zderzy się ze społeczeństwem reprezentowanym nie przez posłusznych klakierów, tylko przez myślących obywateli, zatroskanych o przyszłość swojej ojczyzny. Każda władza taki elektorat musi wziąć pod uwagę. I taką właśnie drogę zalecił Roland Baader zwracając uwagę, że nie ma najmniejszego sensu apelowanie, proszenie.. Nie ma sensu jakikolwiek dialog z władzą. Na rządzących realnie działa tylko realna świadomość wyborców.

Proszę jednak zauważyć że wnikliwy, krytyczny wyborca zatroskany o przyszłość swojej ojczyzny może być w rozterce. Partia „A” nie sprawdza się, partia „B” nie sprawdziła się X lat temu, partia „C” głosi ideały kompletnie wyborcy obce. Nie ma na kogo zagłosować.

To nie tak działa. Nie ma kluczowego znaczenia to, która partia jest u władzy. Popatrzmy jak pięknie do tego zagadnienia podszedł prezydent Ronald Reagan. Aktor, człowiek wielkiego umysłu, choć nie mający znaczącego doświadczenia biznesowego, zostaje prezydentem USA. Korzysta więc z podpowiedzi dobrego doradcy. Ten zaś zdaje sobie sprawę z tego, że nawet jego partia, która szczerze chce zmian, po objęciu władzy szybko zorientuje się jaką skalę władztwa po poprzednikach dostała i zaniecha reform . Reagan przejmował władzę po demokratach, którzy w poprzedniej kadencji zdemolowali amerykański system tworząc całą masę niepotrzebnego prawa trzymającego na uwięzi społeczeństwo, a zwłaszcza gospodarkę. I zrozumiał, że nawet jego sojusznicy, nastawieni patriotycznie, chcący swój kraj rozwijać, jeśli obejmą ważne funkcje i zobaczą korzyści, apanaże, przywileje, prawo stworzone w taki sposób, że praktycznie nie ponoszą żadnej  odpowiedzialności za to co robią, jeśli dostrzegą wygodę takiego sprawowania władzy, to nie będą chcieli nic zmieniać dla dobra narodu. Prezydent – elekt przekonał się, że wszystkie reformy musi zrobić zanim jego ludzie zdążą zasiąść w wygodnych fotelach i zaczną robić wszystko, aby uzyskanych przywilejów nie stracić. Problem w tym, że nawet gdybyśmy mieli do wyboru partię bliską ideałowi, to w momencie gdy ta partia dobierze się do tak zwanego „żłoba”, przepoczwarza się w partię samą dla siebie, a jej głównym celem staje się utrzymanie wszechwładztwa zdobytego w wyborach. W związku z tym, jeśli chcemy zrobić reformy, to muszą one nastąpić tuż po przejęciu władzy. Żeby te reformy zostały wprowadzone nie jest nam wcale potrzebna nowa partia, lepsza od dotychczasowych. Każda istniejąca partia, chcąc nie utracić władzy dostosuje się do wymogów rozsądnego elektoratu, bo chęć utrzymania władzy będzie dla niej priorytetem. Przypomnijmy sobie moment, który potwierdza tę tezę i który nastąpił pod koniec realnego socjalizmu. Doczekaliśmy się wówczas wspaniałej rynkowej reformy Wilczka. Kto tę reformę zrobił? Komuniści! 

Ustawa Wilczka otworzyła drogę Romanowi Klusce i Optimusowi…

Dokładnie tak. Ta ustawa spowodowała, że powstał Optimus i wiele innych firm, dziś prężnie działających. To był milowy krok w rozwoju polskiej gospodarki. I powtórzę ponownie: ten krok wykonali komuniści, którzy podobno nie znali się na gospodarce rynkowej ani na wolnym rynku. Zrobili to po to, aby utrzymać władzę.

Widzi pan jakiś wytrych, którym jest szansa raz jeszcze otworzyć te same drzwi?

Świadomość elektoratu. Te drzwi otworzył wówczas elektorat, który miał dość realnego socjalizmu. Bo kluczem zawsze jest elektorat świadomy, dobitnie podkreślający: nie chcemy dłużej żyć w tym ustroju, nie chcemy tego sposobu sprawowania władzy, zniewolenia prawem, ubezwłasnowolnienia na każdym kroku, sytuacji, w której niby mam kawałek ziemi, ale nie mogę na niej nic postawić bez zgody jakiegoś urzędniczyny. Gdzie jest miejsce dla wolności, dla własności, jeśli mam na swoim polu drzewko, którego nie wolno mi wyciąć?

Ale przecież mnóstwo Polaków, mnóstwo wyborców, niezależnie od tego którą partię poparli ma tę świadomość i gotowość do dobitnej manifestacji, że mamy dość zniewolenia, dość arogancji władzy. I cóż z tego?

Może większość w naszym regionie. My jeszcze od czasów Cesarstwa Austro-Węgierskiego jesteśmy najbardziej niepokorną społecznością w Polsce, najbardziej przywiązaną do wolności. Nawet aparat PRL nie poradził sobie z naszym przywiązaniem do wolności. We wsi, w której zamieszkałem, jak powiedział mi wójt, ponad połowa domów w PRL powstała bez zezwolenia. Chłop wiedział: buduję dom na swoim, to moja ziemia, moja ojcowizna i wara mi tutaj z urzędnikami.  Gdzie pani znajdzie drugie takie miejsce? I te domy stoją. Nakazy rozbiórki wszyscy mieli w głębokim poważaniu, więc władza nawet ich nie wysyłała, a później przyszła ustawa legalizacyjna…

Myślę, że potrzebna nam jest praca organiczna, choć jest to praca niezwykle trudna i wymaga tego, aby zaakceptować ewentualność przeżycia cierpienia, które jest często punktem zwrotnym w naszej świadomości. W cierpieniu, w kryzysie, w tym czego się boimy, w zagrożeniu jest nadzieja. 

Z jednej strony Baader przewiduje że władza wykorzysta obiektywne zagrożenie lub wymyśli jakieś zagrożenie po to, żeby pod płaszczykiem dobra, niby w trosce o obywatela, przeforsować w imię swoich celów najbardziej absurdalne dla społeczeństwa rozwiązania, a z drugiej strony – cierpienie w stanie zagrożenia powoduje opamiętanie, refleksję i budowę od nowa. I właśnie w tym zagrożeniu, być może w cierpieniu, które stanie się naszym udziałem, jest światło, tym jaśniejsze, im bardziej uświadomimy sobie powód cierpienia, im lepiej zrozumiemy, że władza chcąc umacniać swoje władztwo, posunie się do każdej niegodziwości aby utrzymać pozycję. Generalnie ludziom władzy najlepiej jest w systemie totalitarnym, więc świat dąży w stronę socjalizmu, komunizmu. Proszę zobaczyć jak wiele mamy dziś elementów charakterystycznych dla państwa socjalistycznego, powodujących powszechną demoralizację, ilu jest ludzi, którzy chcieliby nic nie robić, ale jednocześnie mieć. I żeby wszystkie dobra świata podzielono równo… To są bardzo chwytliwe hasła i niestety bardzo łatwo to przyjmujemy, bo każdy z nas chciałby dostać coś za darmo. Tylko zapominamy, że żeby dać komuś cokolwiek za darmo, wcześniej trzeba to skądś wziąć, więc władza musi kogoś ograbić. Najsilniejsi potrafią sobie z tym problemem poradzić, więc kto zostanie ograbiony najbardziej dotkliwie? Średni i słabi. Trzeba o tym pamiętać słysząc slogany o rozdawaniu czegokolwiek za darmo.

Kryzys „zdmuchnie” nam klasę średnią?

Klasa średnia eliminowana jest systemowo i to jest właśnie to, z czym zwracałem się do wielu przedstawicieli elit władzy, którzy rządzili Polską przez ostatnie 20 lat. Tłumaczyłem, że klasa średnia jest klasą kluczową dla dobrobytu każdego społeczeństwa. Dlaczego? Dlatego, że jest to klasa niezależna od władzy, bo swoimi rękami, swoją pracą, osiąga to, co ma. Klasa średnia nie jest niewolnikiem rządzących, więc na te wszystkie slogany jakimi operują najtrudniej się nabiera…Problem w tym, że klasa średnia ciężko pracuje i nie ma dostępu do elit.  Dostęp mają za to korporacje i niewielka grupa ludzi potężnego biznesu. Duet władzy i korporacji ma szansę wprowadzić totalitaryzm w nowej odsłonie, tylko najpierw musi pozbyć się klasy średniej, niezależnej od władzy. Bo gdzie można wprowadzić totalitaryzm? Tam, gdzie większość społeczeństwa jest od władzy zależna. Władza daje papu, władza rozdaje pieniądze, władza wymyśliła taką inwigilację i takie prawo, że bez zgody urzędnika praktycznie nic nam nie wolno. To już niemalże realny socjalizm. Kto się temu opiera? Opiera się tylko klasa średnia, bo jest niezależna.

Ta klasa potrzebuje tak niewiele – tylko czegoś na wzór przywołanej wcześniej ustawy Wilczka dającej szansę na dobrobyt wszystkim, którzy chcieli pracować. Proszę zauważyć jak Polska się wtedy pięknie i szybko rozwijała, pomimo, że nie było infrastruktury, nie było kapitału. Wiem ile w mojej firmie ludzi kupiło sobie wtedy za własną pensję samochody, ilu wybudowało sobie domy, ilu przeszło ogromną transformację w zakresie poziomu życia. Dlaczego tak się działo? Bo była wolna konkurencja. Nie mieliśmy absolutnie żadnych barier biurokratycznych. Liczyła się tylko jakość oferty rynkowej firmy i jakość pracy pracowników na rzecz tej firmy. Funkcjonująca w takich realiach firma, bez balastu ograniczeń rozwijała się bardzo szybko. A wraz z nią bogacili się ludzie, bo żeby rozwijać się szybko, firma musiała dbać o swoich pracowników. Wciąż brakowało nam pracowników, więc przyjmowaliśmy wtedy do pracy wszystkich którzy chcieli pracować.  Miałem w Optimusie przezwisko: najlepszy związek zawodowy. Bo wiedziałem, że tylko zadowolony, szczęśliwy pracownik będzie pracował dobrze dla mojej firmy. U nas nikt nawet nie wpadł na pomysł, żeby założyć związek zawodowy. Po co, skoro szef jest najlepszym związkiem zawodowym.

A później zaczęło się  tworzyć prawo na kilogramy…

które wyhamowało każdą firmę. I proszę zobaczyć: tu mamy sedno duszenia klasy średniej.  Optimus całe szczęście był już wówczas na tyle duży, że jak zauważyłem – każda nowa ustawa w zasadzie nie była dla nas barierą, a ja właściwie nie musiałem nawet wiedzieć o nowych ustawach. Firma miała prężny dział prawny, pracownicy robili to, co do nich należy, tworzyli sprawozdania, pisali jakieś wnioski, dostawali jakieś zgody. Ale kiedy byliśmy mniejsi, każdy nowy akt prawny był dla nas zmorą, hamulcem spowalniającym efektywność o 20, czasem o 50 procent. Proszę sobie wyobrazić jak ten hamulec działa w małej firmie, w której pracuje jeden, dwóch, trzech ludzi. Zamiast zarabiać, muszą wypełniać papierki, więc nie pracują, nie zarabiają, tylko realizują zadania narzucone przez biurokrację i firma ginie. Zmorą Polski jest zwyczaj tworzenia prawa jednakowego dla wszystkich firm, bez względu na poziom ich rozwoju. Mamy na nieszczęście te same regulacje dla wszystkich. To bodaj najsilniejszy czynnik eliminacji klasy średniej. Dla dużych firm wyzwania wynikające z tych regulacji są obciążeniem nieznaczącym, dla małych – bywają nie do przeskoczenia. Tymczasem mała firma jest największym „wymuszaczem” postępu i innowacyjności. Nie ma żadnego bagażu, nie ma zapasów w magazynie, więc tryska pomysłami. Realizując te pomysły małe firmy wymuszają bardzo dynamiczny postęp i innowacyjność na firmach średnich, a średnie  – wymuszają na dużych. Jeśli małe firmy zamiast wymyślania i wprowadzania w życie innowacyjności zajmują się papierkami, to po pierwsze – nie zarabiają i często nikną z rynku, a po drugie – nie zagrażają średnim. Średnie wtedy nie zagrażają dużym i mamy marazm, coraz więcej monopolu, (bo duże firmy kontrolują rynek i dogadują się ze sobą), mamy wreszcie  coraz większe koszty dla małego człowieka i coraz większe zyski dla dużych firm. Za te zyski korporacje wykupują za grosze mniejsze firmy osłabione biurokracją.

Pandemia to kolejny silny czynnik ograniczający klasę średnią. Już nie mówię o tym że drobni i średni przedsiębiorcy nie mogą pracować, więc chcąc utrzymać firmę przy życiu tracą wszystko, cokolwiek dotychczas zarobili. Czasem oszczędności nie wystarczą, więc muszą brać kredyty. A przy chciwości banków kredyty dobijają drobnych i średnich przedsiębiorców, podczas gdy duże korporacje mają każdą ilość pieniądza jaką zechcą mieć, bo emitują obligacje zerowe skupowane przez banki centralne.

Mówi Pan głosem protestujących przedsiębiorców, którzy wychodzą na ulice z hasłami góralskiego czy sądeckiego „veto”, bo czują się bezradni.

Czują się bezradni, bo nie mają dostępu do władzy, a władza od wielu lat – niezależnie kto sprawuje władzę, tylko udaje że się nimi przejmuje. Dla władzy korzystna jest likwidacja niepokornych dusz i powszechne ulokowanie ludzi w korporacjach lub na garnuszku państwa jako pracowników, którzy otrzymują pieniądze z budżetu poprzez socjal, albo przez zatrudnienie w państwowych urzędach i firmach. Dla władzy taki system jest idealny. Nikt im w takim systemie nie podskoczy.

Wie Pan co czytając Pana słowa poczuje przeciętny Kowalski z klasy średniej? To można streścić w jednym słowie: „ratunku”.

Uratuje nas świadomość tego procesu. Przecież ja nie mówię że mamy w Polsce złą władzę. Proces o którym mówię, to proces niemal światowy. Nie tylko polski bank w tej chwili rozdaje pieniądze. Nie tylko u nas drukowane są dziś puste miliardy, dla których nie ma pokrycia ani w towarze ani w zasobach złota. Gdzie my mamy teraz wolny rynek? W której branży mamy jakąkolwiek wolność? Bliżej nam do socjalizmu. I coś jeszcze: zanika odpowiedzialność za jakość pracy. Jeśli postępuję zgodnie z przepisami, to mogę robić dowolne szkody, mogę niszczyć środowisko, mogę zatruwać ludzi, mogę robić złe rzeczy, byle były zgodne z procedurą. Nie liczy się dzisiaj, dzięki wszechobecnym regulacjom, czy robię dobro, czy zło, czy moje produkty są zdrowe, smaczne. Liczy się tylko to czy procedury zostały dochowane. Jedna wielka demoralizacja, ważny jest „papierek” a nie dobro człowieka.

Nie korci pana, żeby uciekać z Polski?

Dotychczas w ogóle nad taką opcją nie zastanawiałem się. Jestem patriotą. Moi rodzice walczyli o Polskę, tato był w partyzantce, nie wyobrażam sobie dla siebie innego miejsca na świecie niż przepiękna Polska i Polacy.

Przepiękna, ale bywa trochę jak „femme fatale”. Rozumiem decyzje ludzi, którzy ratują się ucieczką „za chlebem” i „za wolnością”, gdy czują, że ich piękna ojczyzna zbyt mocno dociska śrubę…

Ależ mnie to też było dane. Proszę sobie wyobrazić moją krzywdę wynikającą z aresztowania i to, co czułem, gdy zrobiono ze mnie największego przestępcę. Zakładając, że po wielkości kaucji można rozeznać „ciężar” przestępczych czynów, można śmiało powiedzieć, że jestem największym gangsterem RP. Przynajmniej wedle prokuratury i sądów, które wielokrotnie podtrzymywały decyzje prokuratury. Rozmawia pani zatem z największym gangsterem RP.

To że pani dziś rozmawia z takim Romanem Kluską, który widzi te problemy, który dzieli się swoimi spostrzeżeniami, zawdzięczamy moim prześladowcom. Cierpienie jakiego doświadczyłem spowodowało, że zacząłem szerzej patrzeć na rzeczywistość. Wygodnie było być szefem dużej firmy, tkwić w klimacie komfortu, postępu, nowoczesności, ze świadomością, że mogę mieć w zasadzie wszystko, co oferuje świat. Bo jeśli się jest szefem tak dużej firmy, to w zasadzie jest człowiekowi dobrze.

Pan wybronił się z opresji, ale nie każdy posiada takie oręże jakim Pan dysponował, czyli łaskę wiary i tę rzadką umiejętność błogosławienia cierpienia…

Tylko dzięki cierpieniu potrafiłem te głęboko „zaszyte”, w mojej świadomości standardy, przemienić w zastanowienie się nad rzeczywistością, nad sensem „grubej kreski”, nad słowami Jana Pawła II o kolejnym systemie totalitarnym, który może nas zaskoczyć. Refleksja w cierpieniu otworzyła mi oczy i zbudowała nowego człowieka. Dziś nadal doświadczam najprzeróżniejszych cierpień i  trudnych sytuacji, bo życie dla nikogo nie jest usłane różami, ale mając tamtą refleksję i świadomość wszystkiego, co pozwoliło mi przetrwać trudny czas, co było i jest nadal prawdziwym oparciem. Nawet widząc zagrożenia dla siebie i dla rodziny nie jestem przerażony. Jestem spokojny, można powiedzieć – szczęśliwy. Zaraz wytłumaczę dlaczego. Tak, jak pani powiedziała – moje oparcie wynika z wiary. Żeby w tej wierze i w Opatrzności mieć oparcie, trzeba najpierw głębokiego rozeznania: czy jestem przypadkowym produktem ewolucji czy jestem dziełem Stwórcy. To jest trochę tak, jak z budowaniem firmy. Żeby stworzyć prężną firmę nie mając kapitału, wiedzy i większego rozeznania, trzeba zainwestować przeogromną ilość wysiłku. Jestem przedsiębiorcą, więc używam analogii z bliskiej mi dziedziny. W rozeznanie, które doprowadzi do pewności, że nie jestem przypadkowym produktem ewolucji też trzeba zainwestować. Jeśli zainwestuję i dojdę do przekonania graniczącego z pewnością, uzyskuję silne oparcie, które sprawia, że moje problemy rozwiązują się, że nawet największy kłopot i zagrożenie owocuje sukcesem.

Ale trzeba sobie na to rozeznanie zapracować, zainwestować czas i pracę. Nie da się tego zrobić ani w dzień, ani w tydzień, ani nawet przez rok. Ja właściwie od młodości szukałem odpowiedzi na to pytanie. Przecież nie ja wygrałem z systemem, który chciał mnie zniszczyć. W zniszczenie mnie zaangażowano cztery resorty, proszę zwrócić uwagę jakich użyto sił: wojska, ministerstwa finansów, sprawiedliwości, spraw wewnętrznych. Nie miałem w starciu z takim przeciwnikiem żadnych szans.

Widuje Pan się czasem z ludźmi, którzy byli przyczyną Pana cierpienia?

Odpowiem inaczej: dziś daje mi ogromną radość modlenie się za nich. Nie mam do nich najmniejszego żalu. Oni byli elementem systemu, być może bez świadomości zła w jakim brali udział. Wyrośli jeszcze w realiach  PRL i stali się świetnymi fachowcami od zniewolenia, profesjonalistami, z którymi obywatel nie ma żadnych szans.

Myśli Pan że są tego świadomi, że żałują?

Nie. Oni są potrzebni każdej władzy. Jest im nadal dobrze. Nadal są fachowcami,  szkolą następców.

To smutne…

Pani żartuje!. Skoro kocha mnie Ten, który może wszystko i On się mną opiekuje, skoro tyle razy wyprowadził mnie z sytuacji bardziej niż bardzo trudnych i nigdy się na Nim nie zawiodłem? To smutne? To nie jest tak, że to oparcie raz działa, a raz nie działa. To działa zawsze. Nawet jak jest cierpienie i wszystko się wali – to wiem że to jest dla mojego dobra choć tego teraz nie pojmuję.  Pod warunkiem, że jestem na tej drodze, którą świadomie wybrałem. Jeśli popadnę w pychę i zatrzymam się w pracy nad sobą, to mam powody, żeby się martwić, ale gdy się uzbroję w pokorę, każdy problem On nie ja – rozwiąże. To daje spokój.

 

Roman Kluska wspólnie ze swoim synem Łukaszem  – właścicielem wydawnictwa DeReggio, przygotowali dla Czytelników dts24 wyjątkowy, książkowy prezent. W redakcji przy ulicy Żywieckiej czeka na Was cała paczka książek  „Koniec pieniądza papierowego” Rolanda Baadera.

Co zrobić, aby zapewnić sobie szansę na upominek ? Wystarczy kreatywnie dokończyć zdanie: „W kryzysie moim kołem ratunkowym jest…” i przysyłać odpowiedź do poniedziałku (8 lutego) do południa, na adres mailowy [email protected]. W tytule wiadomości wpiszcie słowo: Optimus.

Autorów najciekawszych odpowiedzi nagrodzimy książką.

 

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.