1 stycznia 1999 roku weszła w życie ustawa o powstaniu powiatów. Wiązało się to ze zmianami administracyjnymi. Wszelkie służby – policja, straż pożarna, pogotowie – przeszły pod zarząd starostwa. Wizyta Jana Pawła II w pierwszym roku działania powiatu to było dla nas wszystkich wielkie wyzwanie. Przeszliśmy wtedy solidny egzamin. Wszyscy nie tylko ja jako ówczesny starosta nowosądecki.


Dla mnie pielgrzymka papieża ma swój początek na długo przed 16 czerwca 1999 r. Rok wcześniej bowiem miało miejsce niespotykane dziś wydarzenie. W starosądeckim Sokole 25 kwietnia zebrały się samorządy wszystkich gmin, by przegłosować uchwałę o zaproszeniu Jana Pawła II na Sądecczyznę. To był historyczny moment. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się bowiem, by wszystkie rady gmin obradowały w tym samym czasie i w tym samym miejscu. Byłem wówczas wiceprzewodniczącym Sądeckiej Miejskiej Strefy Usług Publicznych. Wspólnie wystosowaliśmy zaproszenie do Ojca Świętego, które w naszym imieniu do Rzymu papieżowi zawieźli ówczesny burmistrz Starego Sącza Marian Cycoń i przewodniczący rady Edward Golonka, notabene mój brat. Rok później do Jana Pawła II trafiła również nasza wspólna prośba o ustanowienie błogosławionej Kingi patronką Ziemi Sądeckiej. 31 maja 1999 roku wspólnie podjęliśmy też uchwałę o nadaniu tytułu Honorowego Obywatela Ziemi Sądeckiej Jego Świątobliwości Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II.

TLENOTERAPIA

Pospolite ruszenie
Przyznam, że mimo takiej mobilizacji, niewiele było w nas wiary, że to przedsięwzięcie w ogóle się powiedzie. Nie sądziłem, że nasze zaproszenie spotka się z pozytywną odpowiedzią. Kiedy ją otrzymaliśmy, jeszcze bardziej zmobilizowaliśmy nasze siły. W przygotowanie miejsca włączyły się wszystkie samorządy, począwszy od udzielania finansowej pomocy, budowę ołtarza, po pracę wolontariuszy. To było pospolite ruszenie. Szacowano bowiem, że do Starego Sącza przybędzie od około 600 tysięcy, do nawet miliona ludzi.
Kiedy odświeżam sobie w głowie te wydarzenia, przed oczami stają mi między innymi strażacy ochotnicy i inni młodzi ludzie, którzy całą noc czuwali nad pielgrzymami ciągnącymi z dwóch stron do Starego Sącza i kierowali na parkingi autokary. Byli z dala od wydarzeń, które dzieją się przy ołtarzu. Wiedzieli, że nie będzie im dane zobaczyć papieża. Totalnie poświęcili się, by inni mogli tego doświadczyć.

Sam na sam wśród tłumu
Choć to, czy zobaczymy Jana Pawła II w Starym Sączu, nie było do końca sprawą oczywistą. Stan zdrowia papieża wskazywał raczej, że do wizyty z nami nie dojdzie. Kiedy zapadła decyzja o przyjeździe, okazało się, że jego helikopter nie wystartuje z powodu złych warunków pogodowych. Jan Paweł II na szczęście dotarł na błonia samochodem.
Miałem ogromny zaszczyt wraz z żoną Magdaleną stanąć przed Janem Pawłem II, niosąc dary ołtarza. Z nami był również ówczesny prezydent Nowego Sącza Andrzej Czerwiński ze swoją małżonką. Widziałem ogromne zmęczenie rysujące się na twarzy papieża. Mimo to czuło się, że bije od niego wielki spokój. Kiedy stało się naprzeciw niego, miało się wrażenie, że stoi się z nim sam na sam, jakby te setki tysięcy ludzi były poza nami. To bardzo indywidualne moje odczucie, ale jak się później okazało - nie tylko moje. Każdy, kto miał możliwość spotkać się z papieżem, podkreśla indywidualny tego charakter. Nawet jeśli padło tylko kilka słów albo nie padło nawet żadne.

Prowizorki trzymają się mocno
Wizyta Ojca Świętego pod względem organizacyjnym była dla nas egzaminem, który zdaliśmy bez zarzutu. Choć przyznam szczerze, że w wielu aspektach z naszej strony było to dość spontaniczne. Dziś z perspektywy czasu zastanawiam się, jak nam się to w ogóle wszystko udało.
Im dalej od tych wydarzeń, dostrzegam też coraz większe owoce tej pielgrzymki. W Starym Sączu ostał się jedyny w Polsce Ołtarz Papieski, a wokół niego kwitnie Diecezjalne Centrum Pielgrzymowania „Opoka”. Pamiętam rozterki samorządowców, czy rozbierać ołtarz, czy nie. Pojawiła się wówczas koncepcja, aby przenieś go na dziedziniec Bazyliki św. Małgorzaty w Nowym Sączu, likwidując boczne skrzydła. Nie było na to jednak zgody wszystkich. W końcu sprawę rozstrzygnął biskup Wiktor Skworc, który ustanowił Centrum Pielgrzymowania. Co prawda wtedy dopiero zaczęły się trudności, bo ołtarz był przecież prowizoryczny, budowany na jeden dzień. Trzeba więc było go wzmacniać, uzyskać niezbędne zgody budowlane. Ale jak to mówią, prowizorki najmocniej się trzymają.

 

 

Fot. Jerzy Cebula

Okna i drzwi

Wypowiedz się w tej sprawie

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w Polityce prywatności oraz regulaminem, dostępnymi na stronie internetowej.