Pierwsza taka kobieta-sędzia w historii polskiej koszykówki

Rozmowa z Pauliną Gajdosz - sędzią międzynarodowym FIBA

- W ostatnim czasie wyjątkowo  głośno o Tobie. Pierwsza w Polsce kobieta - międzynarodowy arbiter FIBA. Wyjazdy po Europie. Wizyta w studio TVN. Miła taka popularność?

WSB2020

- Póki co trafia do mnie pozytywny przekaz zwrotny, więc nie mam co narzekać. Mam nadzieję, że będzie to inspiracją oraz motywacją dla młodych dziewczyn, które pragną w życiu wyjść poza schemat.

- Spore sukcesy odniosłaś w koszykówce. Masz na koncie złote medale mistrzostw Polski, Puchar Polski. Dlaczego zatem sędziowanie?

- Sędziowanie spodobało mi się, odkąd mój pierwszy trener Leszek Obrzut z Nowego Sącza dał mi szansę rozstrzygania losów treningowego meczu. Następnie skończyłam kurs sędziowski i tak oto jestem już parę lat w tym środowisku. Nie lubię stać w miejscu, więc staram się być co roku lepsza.

- Wróćmy do początków Twojej przygody ze sportem. Pierwszy trener Żaka Nowy Sącz, w którym występowałaś, wspomniany wcześniej Leszek Obrzut, to chyba osoba, której wiele zawdzięczasz? Do dzisiaj mam w pamięci występy trzech sióstr Gajdosz w podstawowym składzie Żaka. Wracasz czasami wspomnieniami do tego okresu?

- Trener Leszek Obrzut był i jest dla mnie ważną postacią. Pokazał mi świat koszykówki. Był dla mnie nie tylko nauczycielem czy trenerem, ale również wychowawcą, psychologiem, a czasem nawet kimś jak najlepszy ojciec. Dzięki niemu nauczyłam się, że w życiu należy zachować balans między nauką a sportem. Przyjmować porażki z godnością oraz że warto mieć w życiu pasję, która nadaje sens naszej egzystencji.

- Kolejny etap to Gorzów. To tam rozpoczęła się chyba na poważnie Twoja koszykarska kariera?

- Zaraz po maturze wyjechałam do Gorzowa. Tam tak naprawdę poznałam, na czym polega profesjonalna koszykówka. Niestety zaczęłam trochę pechowo, bo od kontuzji. Dużo mnie jednak nauczył ten rok. Później przez kolejne 4 lata w Wiśle Kraków byłam już mądrzejsza i bogatsza o ten rok. Potem los zesłał mnie do województwa mazowieckiego, gdzie reprezentowałam barwy I ligowego MKK Siedlce. Na samym końcu trafiłam do Szczecina, gdzie razem z klubem STK King Wilki Morskie wywalczyłam awans do najlepszej ligi kobiecego basketu w kraju. Tutaj też zakończyłam karierę. I tutaj mieszkam do dziś.

- Kończy się etap zawodnika, a zaczyna sędziowanie. To był taka naturalna zmiana, zaplanowana, a może przypadek?

- O sędziowaniu zaczęłam myśleć poważnie już niedługo po ukończonym kursie sędziowskim w wieku 18 lat. Niestety nie mogę powiedzieć, że wówczas moje sędziowanie należało do najwyższego poziomu. Grałam w koszykówkę, czułam tę grę, ale aż wstyd się przyznać, przez cztery pierwsze lata nie znałam dokładnie przepisów. Kiedy ubiegałam się o awans na szczebel centralny, poznałam bliżej ich treść. Już wtedy moim marzeniem było zostać sędzią międzynarodowym. Grałam i sędziowałam jednocześnie. Szukałam tak naprawdę odpowiedniego momentu, kiedy powiedzieć graniu dość, a sędziowaniu „tak” na poważnie. Ten odpowiedni moment nadszedł właśnie w Szczecinie, gdzie poznałam świetnych ludzi i gdzie mogłam zakończyć karierę sukcesem w postaci awansu do ekstraklasy. Była to moja decyzja, a nie kontuzja, przypadek czy zbyt słaba forma, która mnie pokierowała na ścieżkę sędziowską. Dlatego też uważam się za spełnioną zawodniczkę, gdyż odeszłam wtedy, kiedy sama uznałam za słuszne. Tym samym rozpoczęłam nowy rozdział spokojnie zamykając poprzedni.

- Jako jedna z dwóch kobiet prowadziłaś i prowadzisz mecze mężczyzn w naszej lidze. Debiut jak pamiętam to mecz w Warszawie: Legia ze Stelmetem Zielona Góra. Ciężko prowadzi się „męskie” mecze?

- Jeśli sędzia jest do meczu odpowiednio przygotowany, skoncentrowany oraz ma doświadczenie w prowadzeniu  męskich zawodów, to jest na pewno łatwiej. Kolejną rzeczą jest regularność. Jeśli sędziuję mecze męskie dwa razy w tygodniu to na pewno będzie mi łatwiej prowadzić spotkania najwyżej ligi męskiej. Poza tym profesjonalny sędzia każdy mecz traktuje równie poważnie bez względu na to, kto biega po boisku. Jak to powiedział kiedyś mój kolega sędzia: faul jest faulem bez względu na to, czy to koszykówka kobiet czy mężczyzn.

- I dochodzimy do sukcesów jako arbiter: finał ME U16 Rosja-Litwa. Do tego masz na koncie mecze w mistrzostwach Europy do lat 16, 18 i 20. Spotkania w ramach europejskich pucharów. Które z tych rozgrywek wspominasz najlepiej, które najmilej, a które są do prowadzenia najtrudniejsze?

- Najmilej póki co wspominam mecze Euroligi Kobiet. Jako zawodniczce nie udało mi się zagrać w tej lidze 40 minut, a jako sędzia już parę spotkań mam w nogach. Jest to jedno marzenie spełnione, z czasów bycia zawodniczką. Równie miło wspominam wszystkie turnieje młodzieżowe, których byłam częścią jako sędzia. W swojej karierze zawodniczej udało mi się reprezentować Polskę na Mistrzostwach Europy do lat 16, teraz zobaczyłam ten rodzaj imprezy okiem sędziego.

- Jako zawodniczce nie udało Ci się zagrać na Igrzyskach Olimpijskich, więc może jako sędzina zadebiutujesz na tej imprezie?

- Mam taką naturę i góralski charakter, który nie pozwala mi się poddawać, a dodatkowo ciężka praca popłaca więc kto wie, może kiedyś zobaczysz mnie w TV na najpopularniejszych zawodach sportowych na świecie.

Fot. Łukasz Pundyk

MebleBugajski

Wypowiedz się w tej sprawie

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.