Marsz i kontr-marsz. Incydentów nie było, ale do przymierza pod tęczą jeszcze daleko...

Nie było nagości, profanacji, wulgarnych prowokacji, czego obawiali się przeciwnicy wydarzenia. Była za to radość, taniec, śpiew i  tęczowe kolory. W niedzielne popołudnie ulicami Nowego Sącza przeszedł pierwszy Marsz Równości pod hasłem „jesteśmy u siebie”. Mimo niesprzyjającej pogody w pochodzie uczestniczyło, jak podają organizatorzy, niemal 400 osób.

- Boimy się iść nawet z małą flagą, żeby później wrócić do domu w całości. Nie chcemy się dłużej bać. Chcemy równości dla wszystkich ludzi, bo miłość to miłość - mówili Patrycja z Gorlic, Karol z okolic Nowego Sącza i Magdalena z Krynicy-Zdroju - sądeccy uczniowie.

TLENOTERAPIA

- Mam dużo znajomych, którzy chcieli przyjść, ale po prostu bali się kontry, że będzie jak w Białymstoku czy Lublinie - dodała Patrycja.

Wśród osób, które już przed 13:00 gromadziły się na placu Starej Sandecji, dominowała młodzież, jednak można było dostrzec też starszych, a nawet dzieci.

- Nikt z nas nie wybiera sobie orientacji, płci. Rozumiem, że można stygmatyzować morderców, złodziei, ale nie człowieka, który nie z własnego wyboru jest taki, jaki jest. Trzeba to po prostu akceptować. Jestem teologiem z wykształcenia, tym bardziej mnie to boli, bo Jezus nigdy nie powiedział, że kogoś masz stygmatyzować, tylko każdego człowieka masz kochać. Uważam, że to straszne, że w kraju, gdzie tak wiele osób podpisuje się pod Biblią i wiarą katolicką, pojawia się tak wielka agresja - mówiła Marzena Drzewińska z Piwnicznej-Zdroju, kandydatka na posła z komitetu wyborczego SLD.

- Każdy obywatel Rzeczypospolitej Polskiej ma zagwarantowaną wolność wyznania, poglądów. Marsz odbywa się zgodnie z konstytucją, prawem. To są ludzie, którzy tu mieszkają, pracują, uczą się, wpłacają podatki do budżetu państwa - stwierdziła natomiast pani Joanna.

O godzinie 13:15 oficjalnie otwarto zgromadzenie, co dało początek pierwszemu w historii Marszowi Równości w Nowym Sączu. Wydarzenie rozpoczęło się od przemówień. Pierwsza głos zabrała przewodnicząca Marszu, Justyna Bołoz:

- Jesteśmy u siebie! Zawsze byliśmy, jesteśmy i będziemy tutaj u siebie! Bez względu na to, czy to się komuś podoba czy nie, tu jest nasz dom, tu się urodziliśmy, wychowaliśmy, spędziliśmy dzieciństwo. Tymi ulicami chodzimy do szkoły i pracy, tutaj robimy zakupy, płacimy podatki. My – lesbijki, geje, osoby biseksualne i transpłciowe - chcemy być wreszcie zauważeni i zauważone! Chcemy być wreszcie wysłuchani i wysłuchane!

Opublikowany przez Dobry Tygodnik Sądecki Niedziela, 6 października 2019

Następnie głos zabrała Magda Dropek, Maciej Gdula i Maria Łaś - kandydaci Lewicy w wyborach do Sejmu z krakowskiego okręgu. Czołowych przedstawicieli sądeckiej Lewicy zabrakło. Przypomnijmy, że już na początku września pierwsza trójka kandydatów apelowała o zmianę terminu wydarzenia na pierwszy możliwy po wyborach parlamentarnych. Jak argumentowali, nie chcieli, by pierwszy Marsz Równości w Nowym Sączu stał się elementem politycznej ,,przepychanki". Pisaliśmy na ten temat TUTAJ.

Po przemówieniach kolorowy tłum ruszył ulicami miasta. Uczestnicy pochodu tańczyli i śpiewali do puszczanej głośno muzyki. Nieśli ze sobą tęczowe flagi i transparenty z takimi napisami jak ,,Love is not a choice", czy ,,Żeby życie miało smaczek raz dziewczyna, raz chłopaczek". Machali mieszkańcom licznie wyglądającym przez okna, czy balkony. Czasem im odmachiwano, a czasem wykonywano gest pukania w czoło, czy też znak krzyża.

Marsz przeszedł Alejami Wolności, Batorego, ulicą Kolejową, Sienkiewicza i Grodzką, by następnie wrócić na Aleje Batorego i dotrzeć na plac przed dworcem PKP.

- Mam nadzieję, że do zobaczenia w przyszłym roku na Drugim Marszu Wolności w Nowym Sączu - zakończyła zgromadzenie Justyna Bołoz.

Opublikowany przez Dobry Tygodnik Sądecki Niedziela, 6 października 2019

Kontrmanifestacja

Jeszcze przed rozpoczęciem Marszu Równości pod pomnikiem Józefa Piłsudskiego zgromadzili się członkowie sądeckiej Młodzieży Wszechpolskiej.

- Zwracamy głównie uwagę na to, że ludzie, którzy pójdą w tym marszu nie są z Sącza. Mamy na to dowody, sfilmowaliśmy tęczowe busy. Dowiedzieliśmy się, że z Krakowa pojechało ich kilkanaście, a przejazdy były za darmo. Taki marsz nie powinien odbywać się w naszym mieście, ponieważ większość sądeczan nie popiera czegoś takiego. Wiele razy widzieliśmy na Marszach Równości w Polsce profanację symboli katolickich, obnażanie się na ulicy, akty seksualne. Nie godzi się, żeby takie rzeczy działy się na ulicach Nowego Sącza - mówił Daniel Michalak, prezes Młodzieży Wszechpolskiej w Nowym Sączu.

- Jesteśmy katolikami i nie przewidujemy żadnej przemocy wobec środowisk LGBT, nie chcemy rzucać w nich kamieniami, chcemy się za nich modlić, bo dla nas to, co oni wyprawiają jest grzechem i jest niemoralne. Nie zabraniamy nikomu czegoś takiego robić w swoich domach, ale jeżeli ktoś już wychodzi ze swoimi sprawami łóżkowymi i fantazjami na ulicę, jest to dla nas nie do zaakceptowania i powinno to być karane - dodał Michalak.

Jak zapewniał, grupa po pikiecie miała udać się na mszę świętą inaugurującą katolicki Marsz dla Życia i Rodziny, a następnie wziąć w nim udział.

Wkrótce do przedstawicieli Młodzieży Wszechpolskiej pod pomnikiem na Alejach Wolności dołączyło sporo innych osób. Kontrmanifestacja, której uczestnicy krzyczeli między innymi ,,Nowy Sącz nie chce pedałów", poruszała się równolegle do Marszu Równości. Pomiędzy obiema grupami znajdowali się policjanci w szturmowym umundurowaniu, z tarczami, pałkami, bronią i gazem łzawiącym, a także niezliczone wozy policyjne, jadące ciasno, jeden za drugim.

Tak duże zaangażowanie policji pochwalił między innymi Józef Piekarz z Nowego Sącza, idący o lasce z boku Marszu Równości. Jak przyznał, dzięki funkcjonariuszom, nie powtórzyły się sytuacje znane na przykład z Białegostoku.

- Obserwuję to, jak szybko Polska się zmienia. Idziemy do przodu. Jesteśmy już krajem zachodu, komuna za nami, jesteśmy na dobrej drodze. Idę pomiędzy, ale cieszę się, że coś takiego się odbywa. Nowy Sącz był zawsze takim ,,grajdołem", a teraz dołączył do największych miast w Polsce, gdzie również takie pochody się odbywają.

Zupełnie odmienne zdanie miał Marcin, jeden z uczestników kontrmanifestacji.

- Przyszliśmy tutaj, bo jesteśmy prowokowani przez LGBT i środowiska homoseksualne. Protestujemy dlatego, że jesteśmy do tego zmuszeni. Gdyby oni nie wychodzili na ulice, my też nie wychodzilibyśmy na ulice. Każdy żyje w zgodzie, ale kiedy oni próbują nam wmówić tak naprawdę siłą, werbalną lub niewerbalną, że mają mieć większe prawa i mają słuszność swoich racji, to my idziemy i udowadniamy słuszność swoich. Zagrożenie wynika z dwóch stron. Jeśli jedna strona jest spokojna, to druga też. Jeżeli żadna ze stron nie prowokuje, to nie ma zagrożenia - mówił.

Nie zgadzał się także z opinią pana Józefa odnośnie zabezpieczenia wydarzenia. - Obstawa Policji jest za duża. Nie od dzisiaj wiemy, że Policja prowokuje. Patrzą manifestującym w oczy z nienawiścią i wrogością. To oni tutaj wzbudzają powszechną nienawiść.

Bogusław Małota z Bielska Białej przejeżdżał przez Nowy Sącz i musiał przerwać swoją podróż, gdy trafił na zamknięte z powodu pochodu ulice. - Dziwi mnie ile aut i jakie środki są zaangażowane w to, aby ochronić grupę ludzi. Jeżeli oni się kochają, to niech się kochają między sobą, a nie robią parady. Tym bardziej, że moim zdaniem są wożeni z miasta do miasta i takie cyrki się odbywają - stwierdził.

LGBT to też sądeczanie

- W Nowym Sączu żyją osoby LGBT. To one zwróciły się do krakowskich organizacji o pomoc w zorganizowaniu Marszu Równości. Jesteśmy tutaj takim wsparciem, natomiast sama inicjatywa nie była naszym pomysłem, tylko jak najbardziej społeczności lokalnej - mówiła Justyna Bołoz, sądeczanka ze stowarzyszenia Queerowy Maj, które wraz z fundacją Równość.org było oficjalnym organizatorem pochodu.

- Pomysł pierwszego Marszu Równości w Nowym Sączu narodził się tak naprawdę już bardzo dawno temu i zaczął nabierać formalnych kształtów mniej więcej w lipcu, kiedy zawiązała się nieformalna grupa sądeczan, dla których ta inicjatywa jest ważna. Te osoby tutaj żyją, mieszkają i chcą pokazać, że są integralną częścią społeczności. Chcą zwrócić uwagę na swoje problemy, potrzeby i na to, że są wśród nas.

Jak zaznaczyła, wydarzenie ma być dla sądeczan okazją do radosnego spędzenia czasu.

- Chcemy, żeby ten dzień był naszym świętem, potańczyć, pośpiewać, pokazać, że nie jesteśmy żadną ideologią, zarazą, potworami, tylko waszymi sąsiadami i sąsiadkami. Żyjemy tutaj, mieszkamy, pracujemy, płacimy podatki. Nie jesteśmy groźni, jesteśmy fajnymi, kolorowymi ludźmi.

Przypomnijmy, że prezydent Ludomir Handzel wydał zakaz organizacji Marszu Równości w Nowym Sączu, jednak jego decyzja została zniesiona przez sąd. Jednym z argumentów prezydenta były przecinające się trasy Marszu Równości i diecezjalnego Marszu dla Życia i Rodziny, organizowanego w mieście w tym samym dniu.

Finalnie zmieniono trasę ,,tęczowego przemarszu".

- Pierwotnie trasa miała wyglądać inaczej, jednak ze względów bezpieczeństwa zdecydowaliśmy się na taki, a nie inny przemarsz. Wydaje mi się, że jest to sensowne rozwiązanie. Wiemy, że dzisiaj też będzie inna demonstracja i nie chcemy tutaj na ulicach sprawiać problemów - wyjaśnia Justyna Bołoz.

Obszerna fotorelacja z Marszu dla Życia i Rodziny TUTAJ.

fot./film: Kinga Nikiel-Bielak

Marsz Równości w Nowym Sączu [fotorelacja Jakuba Szachnowskiego i Jerzego Cebuli]

Okna i drzwi

2 comments

  1. Duduś 7 Październik, 2019 at 20:29 Odpowiedz

    Jak tu było 400 osób to na Marszu dla życia chyba z 2 miliony. 100 to też około 400. Chyba , że liczymy policjantów to tak.
    Przypomina mi się kabaret TEY – a dla kogo ten wywiad – dla Dziennika – to bez kozery powiem – pińset. Nie można napisać prawdy – że była klapa frekwencyjna?

Wypowiedz się w tej sprawie

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w Polityce prywatności oraz regulaminem, dostępnymi na stronie internetowej.