Grybów: co się stało w komisariacie? Bracia oskarżają policjantów o brutalne pobicie. Policja wyjaśnia sprawę

- To nie jest komuna, żeby policjanci w zamknięciu bili ludzi pałami - stwierdza 49-letni Leszek Głąb z Tarnowa, który 23 kwietnia br. miał zostać pobity przez funkcjonariuszy z Grybowa i zmuszony do podpisywania dokumentów, bez możliwości zapoznania się z ich treścią. Jak relacjonuje, siedział na krześle z rękami zakutymi z tyłu, był bity po twarzy i udach przez czterech mundurowych - dwóch w służbowych strojach, a dwóch ubranych ,,po cywilnemu". Wspomina również, iż podobny los spotkał jego 55-letniego brata Marka, który po pobiciu zasłabł i trafił z komendy do gorlickiego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Ich adwokat zwrócił się do Prokuratora Generalnego o nadzór nad sprawą. Policja podaje inną wersję  wydarzeń i tłumaczy, że zatrzymany 49-latek był agresywny, znieważał funkcjonariuszy, a jego brat jednego z nich uderzył, więc zaistniała konieczność użycia środków przymusu bezpośredniego, o czym wcześniej mundurowi mieli poinformować obu braci. Ale po kolei. 

Renault2

49-letni mieszkaniec Tarnowa skontaktował się z naszą redakcją po przeczytaniu artykułu odnośnie wydarzeń w Piwnicznej-Zdroju, dotyczącego śmierci Macieja K. W tej sprawie jest prowadzone śledztwo ws. nieumyślnego spowodowania śmierci i przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy Policji (Więcej -->tutaj).

23 kwietnia br. Leszek Głąb z Tarnowa przyjechał po dłuższej nieobecności do Lipnicy Wielkiej (gmina Korzenna), gdzie ma gospodarstwo rolne. Jak relacjonuje, tego samego dnia miał zostać pobity przez grybowskich policjantów. Jako dowód przedstawia obdukcję przeprowadzoną przez lekarza sądowego.

Tarnowianin wspomina, iż około godziny 20:00 wracał samochodem do swojego gospodarstwa, które znajduje się nieopodal działki, na której pracował w Lipnicy Wielkiej. Zaznacza, iż wtedy został zatrzymany przez funkcjonariuszy. Mundurowi mieli ,,czekać na niego aż odpali silnik i ruszy z miejsca". Powodem interwencji było podejrzenie, że mężczyzna prowadzi pojazd pod wpływem alkoholu. Jak relacjonuje mieszkaniec Tarnowa, funkcjonariusze od samego początku byli ,,bardzo agresywni i nabuzowani". Kiedy wieźli go radiowozem do komisariatu w Grybowie, zadzwonił do niego brat. Policjant zabrał mu telefon i z nim rozmawiał. Zapytał, czy może przyjechać po zatrzymanego, kiedy złoży zeznania. 55-letni Marek Głąb odpowiedział, iż nie może przyjechać, bo wypił piwo wieczorem, ale finalnie poprosił szwagra i przyjechali obaj pod komendę w Grybowie.

- Wykonano mi dwa razy badanie alkomatem bez odstępu czasowego. Kiedy dotarliśmy na komisariat w Grybowie po raz trzeci chciano mi zrobić to samo badanie. Nie zgodziłem się i poprosiłem o badanie krwi pod kątem obecności alkoholu - wspomina Leszek Głąb.

Wiemy jak bić, żeby nie było śladu

Tarnowianin twierdzi, że odmowa poddania się badaniu alkomatem rozwścieczyła policjantów na tyle mocno, że zaczęli stosować wobec niego przemoc fizyczną i werbalną. Funkcjonariusze mieli mu ,,wpychać rurkę do ust" i kazać dmuchać. Jak zaznacza, przy tej czynności funkcjonariusze nie zachowali żadnych zasad higieny, ani bezpieczeństwa związanych z przeciwdziałaniem rozprzestrzeniania się koronawirusa. Czterech mundurowych i zatrzymany nie mieli nawet maseczek.

Pan Leszek Głąb

Pan Leszek Głąb

- Chcieli żebym dmuchał trzeci raz, zmuszali mnie przyciągając głowę do alkomatu stacjonarnego, wpychali mi rurkę od niego, dali mi także do podpisania dokument, którego nie pozwolili przeczytać. Nie zgodziłem się, bo nie wiedziałem, co tam jest. Zaczęli przeklinać, straszyć mnie i bić mnie gumową pałką od kolan w górę. Siedziałem na krześle w pomieszczeniu do przesłuchań z rękami skutymi z tyłu w kajdanki. Była tam kamera. Kiedy mnie bito, policjanci otwierali drzwi, żeby ją zasłonić. Siedziałem tak jakby za drzwiami. Jeden do drugiego mówił: ,,stań tutaj i otwórz drzwi", a później byłem bity. Jeden z policjantów powiedział: ,,zrobimy tak, że będziesz i podpisywał i dmuchał w alkomat" - relacjonuje Leszek Głąb.

Jak wspomina, funkcjonariusz założył gumowe rękawiczki i stwierdził: ,,my wiemy, jak bić, żeby nie było śladu", po czym uderzył tarnowianina z całej siły kilka razy w twarz z tzw. ,,liścia", co zamroczyło mężczyznę. Do pokoju wszedł kolejny policjant, do którego zatrzymany zwrócił się z zapytaniem kim jest i dlaczego nie reaguje na to, co robią jego koledzy? W odpowiedzi miał usłyszeć, że mężczyzna jest komendantem, a poza tym, za to co robi policjant, to ,,dostanie jeszcze od niego awans".

- To raczej nie był komendant, ale poznałbym tych funkcjonariuszy teraz - zapewnia mieszkaniec Tarnowa.

Nikt Ci nie uwierzy

W międzyczasie miał przyjechać szwagier i brat zatrzymanego, by odebrać go z jednostki. Kiedy mężczyźni wychodzili z komendy, funkcjonariusze mieli szukać ,,zaczepki".

- Byliśmy około 10 metrów od komendy, za nami wyszło dwóch policjantów i stali przy wyjściu budynku. Brat mnie pytał, co się stało i zasugerował, że może niepotrzebnie się odzywałem, na co ja krzyknąłem zdenerwowany, że ,,przecież zostałem pobity i spałowany". Usłyszeli to funkcjonariusze i we dwóch rzucili się na mnie i powalili mnie na ulicę. Za nimi przybiegli dwaj kolejni policjanci. Założyli mi kajdanki, psiknęli gazem po oczach i uderzyli. Brat krzyknął: ,,jak Wy się zachowujecie, to nie komuna, tak się nawet nie traktuje zwierząt, a co dopiero człowieka!" On również został skuty - relacjonuje 49-latek.

Jak dodaje, szwagier wyciągnął telefon komórkowy i zaczął nagrywać to, co się działo. Do ,,akcji" wkroczyło dwóch kolejnych funkcjonariuszy. Jeden z nich powiedział szwagrowi, że nagrywanie jest karalne i ma natychmiast przestać filmować.

- Zabrali mnie i brata na posterunek. Mnie do pomieszczenia, w którym byłem wcześniej. Zostałem ponownie pobity. Słyszałem jak kilka razy krzyknął brat, potem okazało się, że był jedną ręką przykuty do barierki na schodach, bity pałką i uderzony pięścią w twarz. Brat zesłabł, źle się poczuł. Myślał, że go tam już zabiją i nie wróci do dzieci i wnuków. Wezwali karetkę pogotowia, a ta zabrała go do gorlickiego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Potem wrócili do mnie - opowiada 49-latek.

Wówczas mężczyzna miał być świadkiem, jak policjanci dyktują sobie co wpisać ,,na papier".

- Byłem wtedy w pełnej świadomości, mimo iż zostałem kilka razy mocno uderzony. Słuchałem ustaleń policjantów miedzy sobą. Nie odzywałem się, ponieważ się bałem - tłumaczy Leszek Głąb.

W notatce miało zostać wpisane, iż mężczyzna obrażał i znieważał funkcjonariuszy. Kiedy zatrzymany powiedział, że nie podpisze dokumentu, bo to, co w nim zostało zawarte nie jest prawdą, miał usłyszeć: ,,a kogo będą słuchać, komu uwierzą? Nas jest czterech, a ty jesteś sam i nie masz świadków, a sąd jest po stronie policjantów, a nie takich jak Ty".

- Kiedy zostałem sam z jednym policjantem, poprosiłem o szklankę wody. Funkcjonariusz poszedł do pomieszczenia obok i zapytał o kubek. Słyszałem jak tamci mu odpowiedzieli, że nic ma mi nie dawać, tylko wracać pilnować mnie. Poprosiłem również o to, abym mógł skorzystać z ubikacji, usłyszałem, że ,,jak się zleję, to będę to zlizywał". Później przyszedł kolejny funkcjonariusz i przedstawił się także jako komendant. Powiedział, że takim jak ja, to by się nie przejmował I żebym się nie odzywał, bo mi przymknie mordę. Był w mundurze, miał stopień sierżanta sztabowego - opowiada Leszek Głąb.

Jak dodaje, policjanci uzgodnili coś między sobą i stwierdzili, że zabiorą go na SOR do gorlickiego szpitala. Założyli mu na głowę bardzo ciasno ochraniacz. Kiedy zwracał im uwagę, miał usłyszeć  ,,stul pysk, bo dostaniesz".

- Zapytałem dlaczego mi zakładają ochraniacz. Później pomyślałem, że pewnie dlatego, aby mieć wytłumaczenie na moją opuchniętą twarz. Przecież zawsze mogą stwierdzić, że sam sobie to zrobiłem. Jeszcze przed odjazdem do Gorlic, w samochodzie policyjnym przy otwartych drzwiach tylnych, ten sam policjant w mundurze, jak wspomniałem w stopniu sierżanta, ponownie mnie uderzył pałką. Tak mocno, że w Gorlicach nie mogłem wysiąść z samochodu - wspomina tarnowianin.

Po przyjeździe na SOR jeden z grybowskich policjantów miał zniknąć w pokoju lekarskim i przez chwilę rozmawiać z doktorem. Jak opowiada mieszkaniec Tarnowa, po chwili lekarz zaczął go badać, osłuchując z przodu i z tyłu.

- Nie sprawdzi pan jak mnie pobili po nogach? - zapytałem lekarza. Zignorował mnie, więc ściągnąłem spodnie i pokazałem mu obicia. Stwierdził, że od pałki policyjnej i tyle - dodaje.

Podpisał, bo musiał? 

Prosto z gorlickiego szpitala mężczyzna został przewieziony do nowosądeckiej komendy i osadzony w pomieszczeniu dla zatrzymanych. Tam miał spotkać się z zupełnie innym traktowaniem.

- Policjant był bardzo miły, zaproponował wodę. Pokazałem mu, jak mnie jego koledzy z Grybowa urządzili. Wówczas zwrócił się do nich i poinformował, że trzeba to odnotować i spisać. Potem rozmawiali ze sobą, ale nie wiem finalnie, czy spisano cokolwiek, bo wkrótce z bólu zasnąłem - przyznaje Leszek Głąb.

Nazajutrz około godziny 14:00 mężczyzna ponownie trafił do komisariatu w Grybowie. Jak stwierdza, był tak otumaniony i obolały, że nie mógł chodzić. Zgodnie z zapewnieniami miał być przesłuchany przez prokuratora, ale tak się nie stało.

- Nie było widać na mojej twarzy, ale czułem, że mam całą głowę spuchniętą. Podsunęli mi coś do podpisania, nie dali do przeczytania i niestety pod presją podpisałem, do dzisiaj nie wiem co - opowiada tarnowianin.

Leszek Głąb wyszedł z komisariatu w stronę przystanku i został zabrany samochodem przez swojego brata. 49-latek po powrocie do Tarnowa źle się poczuł i wieczorem udał się na tamtejszy SOR. Po kilku godzinach oczekiwania, został poddany obdukcji i skierowany na kolejną do lekarza medycyny sądowej.

Finalnie trafił do niego 29 kwietnia, gdyż wcześniej medyka nie było. Ślady uderzenia pałką nie zniknęły. Jak czytamy w opinii wydanej przez lekarza medycyny sądowej Mariusza Wadasa, pokrzywdzony Leszek Głąb doznał otarć naskórka powłok prawego łokcia oraz podbiegnięć krwawych powłok lewego ramienia i przedramienia oraz obu ud.

,,Obrażenia te powstały na skutek urazów zadanych narzędziem twardym, tępym, względnie tępokrawędzistym, w tym także od uderzeń gumową pałką policyjną, a mogły one powstać w wyniku zdarzenia w czasie, sposobie i okolicznościach podanych przez pokrzywdzonego. Opisane obrażenia pociągnęły ze sobą naruszenie prawidłowości czynności narządów ciała trwające nie dłużej, niż siedem dni. Wyczerpują tym samym znamiona skutków o jakich mowa w art. 157 § 2 k.k." - czytamy w opinii.

Podaj pin

Do dnia dzisiejszego szwagier 49-letniego tarnowianina nie odzyskał swojego telefonu komórkowego, którym 23 kwietnia próbował nagrać zachowanie policji. Dzień po zajściu zadzwoniono do niego z komendy z zapytaniem o kod dostępu do komórki, czyli pin. Mężczyzna przez wzgląd na fakt, iż jest wykładowcą jednej z krakowskich uczelni, a co za tym idzie - posiada dane poufne studentów z Polski i z zagranicy, z którymi prowadzi nauczanie on-line, nie podał pinu, ale zaproponował, że przyjedzie do komendy. Chciał odblokować telefon i mieć nadzór nad tym, co policjanci z nim robią. Zaproponował, że sam pokaże im folder, w którym rzekome nagranie miałoby się znaleźć.

- Dodatkowo szwagier usłyszał, że jeżeli znajdą ,,coś niewłaściwego" w jego telefonie, to narobią mu kłopotów. Zaczął z nimi dyskutować na temat bezprawnego zatrzymania jego telefonu i powoływał się na konkretne artykuły. W odpowiedzi usłyszał, że jest skomplikowanym człowiekiem i policjant nie ma czasu z nim rozmawiać, bo spieszy się na interwencję, a telefon zostanie przesłany do prokuratury, gdyż nim zarejestrowano nielegalnie nagranie - opowiada Leszek Głąb.

Policja przedstawia zupełnie inną wersję wydarzeń

Podkomisarz Iwona Grzebyk-Dulak, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Nowym Sączu (pod którą podlega grybowski komisariat) wyjaśnia, iż 23 kwietnia przed godziną 19:00 policjanci z Grybowa otrzymali informację, jakoby po drodze publicznej w Lipnicy Wielkiej jechał pijany kierowca. Gdy policjanci zatrzymali wskazany samochód marki Łada Niwa, okazało się, że 49-latek kierował nim, mając w organizmie ponad 1,5 promila alkoholu.

- Nadmieniam, że trzeźwość mężczyzny zbadano w radiowozie podręcznym urządzeniem AlcoSensor. Kierowcy zatrzymano prawo jazdy i przewieziono do komisariatu celem sporządzenia dokumentacji oraz by zweryfikować badanie na stacjonarnym urządzeniu Alkometr - co stanowi standardową czynność w przypadku przestępstwa drogowego. Jednak 49-latek kategorycznie odmówił badania w komisariacie, jak i złożenia podpisu na protokole, na którym funkcjonariusze ostatecznie nanieśli adnotację, że odmówił badania stanu trzeźwości - informuje podkomisarz Grzebyk-Dulak.

Jak zaznacza, nietrzeźwego sprawcę przestępstwa czy wykroczenia należy przewieźć do izby wytrzeźwień lub przekazać rodzinie. Skontaktowano się zatem z rodziną zatrzymanego kierowcy i około godziny 20:30 po odbiór 49-latka do komisariatu w Grybowie zgłosili się brat i szwagier.

Zniewaga grybowskich policjantów

Według policjantów, kiedy Leszek Głąb, jego brat oraz szwagier wychodzili z komisariatu, 49-latek zaczął znieważać funkcjonariuszy, wyzywać ich i wulgarnie się do nich odnosić, wyzwiska miał również kierować do nich po wyjściu z jednostki. Z uwagi na znieważenie mundurowych wydano mu polecenie, by pozostał na miejscu. Mężczyzna miał nie zastosować się do polecenia i wyjść z budynku, będąc nadal agresywnym i wulgarnym.

- Policjanci już na zewnątrz ponownie wezwali go do zachowania zgodnego z prawem i stosowania się do poleceń, jak również pouczyli o możliwości zastosowania wobec niego środków przymusu bezpośredniego. Wezwanie okazało się bezskuteczne, a do 49-latka dołączył jego 55-letni brat, który uderzył funkcjonariusza. Policjanci przystąpili zatem do ich zatrzymania. Obaj mężczyźni stawiali czynny i bierny opór, zatem funkcjonariusze użyli wobec nich pałki służbowej, gazu obezwładniającego i siły fizycznej w postaci chwytów obezwładniających oraz kajdanek - relacjonuje podkomisarz Grzebyk-Dulak.

Wyjaśnia, iż działo się to w rejonie komisariatu przy ulicy Ogrodowej. Obaj mężczyźni zostali  zatrzymani i doprowadzeni do komisariatu. 55-latka poddano badaniu alkomatem i jak twierdzi Policja - miał ponad 0,5 promila alkoholu.

- Dodam, że środki przymusu bezpośredniego można użyć w przypadkach m.in. wyegzekwowania wymaganego prawem zachowania, zgodnie z wydanym przez uprawnionego poleceniem oraz pokonania biernego i czynnego oporu. W tej sytuacji wystąpiły zatem przesłanki faktyczne i ustawowe* do użycia przez funkcjonariuszy wymienionych środków (*art. 11 Ustawy z dnia 24 maja 2013 roku o środkach przymusu bezpośredniego) - tłumaczy rzeczniczka sądeckiej Policji.

Atak padaczki

Jak tłumaczy podkomisarz Grzebyk-Dulak, w pewnym momencie podczas wykonywania czynności w jednostce 55-latek (brat wcześniej zatrzymanego Leszka Głąba) dostał ataku padaczki, dlatego na miejsce wezwano karetkę pogotowia. Mężczyzna został zabrany przez jej załogę do szpitala w Gorlicach.

- Natomiast 49-latek nadal był agresywny i zaczął uderzać głową w ścianę. By nie doszło do samookaleczenia i autoagresji, policjanci założyli mu na głowę kask ochronny. Z uwagi na stan jego nietrzeźwości, przed osadzeniem w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych wymagana była konsultacja lekarska (celem stwierdzenia czy istnieją przeciwwskazania do osadzenia zatrzymanego w takim pomieszczeniu). Tego dnia Szpitalny Oddział Ratunkowy w Nowym Sączu był nieczynny, dlatego funkcjonariusze udali się z zatrzymanym do innego, najbliższego szpitala, czyli do Gorlic - relacjonuje rzeczniczka sądeckiej Policji.

Po konsultacji medycznej i braku przeciwwskazań do osadzenia zatrzymanego, mężczyzna miał zostać osadzony w pomieszczeniach dla osób zatrzymanych w Nowym Sączu. W sporządzonej przez funkcjonariuszy notatce, przy osadzaniu w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych, zaznaczono, że mężczyzna posiada widoczne stłuczenia prawego uda, które powstały w wyniku użycia pałki służbowej.

Telefon zabezpieczono jako dowód

Policja tłumaczy, że telefon trzeciego z mężczyzn (szwagra zatrzymanego), który nagrywał interwencję, został zabezpieczony ,,procesowo" jako dowód w sprawie naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenia funkcjonariuszy.

- Telefon został później przekazany do biegłego sądowego, celem odblokowania i zabezpieczenia nagrania. Po wykonaniu czynności przez biegłego, telefon za zgodą prokuratora zostanie niezwłocznie zwrócony właścicielowi - wyjaśnia podkomisarz Grzebyk-Dulak.

24 kwietnia

Według wersji wydarzeń podanej przez Policję, 24 kwietnia po wytrzeźwieniu, 49-latek usłyszał  zarzut kierowania samochodem w stanie nietrzeźwości (art. 178a kodeksu karnego) oraz zarzut znieważenia funkcjonariuszy Policji (art. 226 par. 1 kodeksu karnego). Jego brat usłyszał natomiast zarzut naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza Policji (art. 222 par. 1 kodeksu karnego).

- 49-latkowi grozi zatem kara pozbawienia wolności do 2 lat, zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na okres do 15 lat oraz świadczenie pieniężne na rzecz instytucji lub organizacji społecznych zajmujących się pomocą ofiarom wypadków drogowych, a 55-latkowi grozi do 3 lat pozbawienia wolności - tłumaczy rzeczniczka Policji.

Trwają czynności wyjaśniające

Podkomisarz Iwona Grzebyk-Dulak informuje, iż Komenda Miejska Policji w Nowym Sączu, pod którą podlega grybowski komisariat, prowadzi w tej sprawie czynności wyjaśniające, by sprawdzić, czy podczas wymienionych interwencji doszło do nieprawidłowości ze strony funkcjonariuszy.
Wyjaśniana jest również sprawa ,,rzekomego pobicia czy przykucia kajdankami jednego z zatrzymanych do barierki".

- Obie sytuacje (na terenie jednostki i poza nią) zostaną dokładnie przeanalizowane, łącznie z analizą zabezpieczonych nagrań z kamer monitoringu z terenu komisariatu i tych umieszczonych na zewnątrz budynku (funkcjonariusze z Grybowa nie dysponują kamerami nasobnymi) - zaznacza podkomisarz Grzebyk Dulak.

Pan Leszek Głąb zaprzecza wersji policji, jakoby stawiali opór, a jego brat pobił policjanta. - To nie jest prawda. Natomiast prawdą jest, że zostaliśmy potraktowani gazem i pałkami - kwituje. Dodaje również, iż jego brat nigdy nie miał i nie ma padaczki.

Wniosek do Prokuratora Generalnego

W związku z wydarzeniami z dnia 23 kwietnia Leszek Głąb, jego brat, jak i szwagier zgłosili się po pomoc do adwokata z Nowego Sącza Dawida Jurczaka. Jak informuje mecenas w rozmowie z naszą redakcją, 49-latek ma status osoby podejrzanej o naruszenie nietykalności funkcjonariusza Policji.

- W kontrze do zarzutów, które mu stawia Policja, złożył samodzielne zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa w związku z artykułem 231 k.k. czyli dotyczącym przekroczenia uprawnień wynikających ze sprawowania służby policyjnej oraz w związku z art 158 k.k., czyli spowodowania obrażeń ciała poniżej 7 dni - wyjaśnia adwokat Dawid Jurczak.

Zawiadomienie zostało wysłane do Prokuratury Rejonowej w Nowym Sączu, gdyż zaistniała obawa, że gorlicka prokuratura może nie być obiektywna w trakcie postępowania. Jednak Prokurator Rejonowy orzekł, iż nie widzi przesłanek, aby ta sprawa była prowadzona w Nowym Sączu i przesłał ją według właściwości miejscowej do Prokuratury Rejonowej w Gorlicach.

Został również złożony wniosek do Prokuratora Generalnego o objęcie tych postępowań nadzorem wynikającym z ustawy o prokuraturze. W poniedziałek rozpocznie się również pierwszy etap postępowania cywilnego, dotyczącego zapłaty przez Komendanta Miejskiej Policji w Nowym Sączu (organ nadzorujący grybowski komisariat) po 50 tysięcy odszkodowania dla Leszka Głąba, jego brata Marka i szwagra oraz oraz przeprosin za ,,bezprawne naruszenie dóbr osobistych w postaci zdrowia, wolności, godności i nietykalności osobistej polegające na sprzecznym z prawem zachowaniu funkcjonariuszy (...)." 

Toczy się także sprawa związana z odebraniem przez mundurowych świadkowi zdarzenia (szwagrowi 49-laka) telefonu. Przez brak urządzenia mężczyzna nie może normalnie funkcjonować, w tym wykonywać przelewów.

- Oczywiście został złożony wniosek do Prokuratury Rejonowej o zatwierdzenie zatrzymania tego telefonu. Podnosiliśmy argument dotyczący zbędności tego urządzenia w postępowaniu, jednak do dnia dzisiejszego nie zostało wydane żadne postanowienie zatwierdzające, ani też telefon nie został zwrócony właścicielowi - stwierdza adwokat Dawid Jurczak.

*
Gdzie leży prawda i co dokładnie wydarzyło się 23 kwietnia na komisariacie w Grybowie? O pojawiających się nowych faktach w sprawie, jak i wynikach postępowania wyjaśniającego, będziemy informować na bieżąco.

Co mówi kodeks karny? 

Wyciąg z kodeksu karnego (odnoszący się do przedstawionych zarzutów 49-latkowi i 55-latkowi):

Art. 178a  § 1. Kto, znajdując się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, prowadzi pojazd mechaniczny w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Art. 222. § 1. Kto narusza nietykalność cielesną funkcjonariusza publicznego lub osoby do pomocy mu przybranej podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.

Art. 226. § 1. Kto znieważa funkcjonariusza publicznego lub osobę do pomocy mu przybraną, podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Wyciąg z kodeksu karnego (odnoszący się do zarzutów skierowanych przez Leszka Głąba, jego brata i szwagra do funkcjonariuszy Policji):

Art. 231. § 1. Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Art. 158. § 1. Kto bierze udział w bójce lub pobiciu, w którym naraża się człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo nastąpienie skutku określonego w art. 156 § 1 lub w art. 157 § 1, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Wyciąg z kodeksu cywilnego

Art. 417. § 1. Za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej ponosi odpowiedzialność Skarb Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego lub inna osoba prawna wykonująca tę władzę z mocy prawa.

Art. 24. § 1.  Ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Na zasadach przewidzianych w kodeksie może on również żądać zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.

Art. 448. W razie naruszenia dobra osobistego sąd może przyznać temu, czyje dobro osobiste zostało naruszone, odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę lub na jego żądanie zasądzić odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez niego cel społeczny, niezależnie od innych środków potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia. Przepis art. 445 § 3 stosuje się.

Fot. arch. Leszka Głąba/
kadr z filmu Krynica.TV

Policja opublikowała film z interwencji w Piwnicznej-Zdroju i odpowiedź na reportaż Zbigniewa Stonogi

WIŚMAŁA2020

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.