Były ksiądz z Sądecczyzny, któremu udowodniono molestowanie dzieci miał zeznawać w sądzie. Zasłabł

Były ksiądz z Sądecczyzny, któremu udowodniono molestowanie dzieci miał zeznawać w sądzie. Zasłabł

Do jednego z najbardziej wyczekiwanych momentów w procesie bp. Andrzeja Jeża w poniedziałek nie doszło. Były ksiądz Stanisław P., którego nazwisko w tej sprawie budzi najwięcej emocji, pojawił się w budynku sądu, ale nie złożył zeznań. Jak przekazano, zasłabł przed wejściem na salę rozpraw.

23 marca, przed Sądem Rejonowym w Tarnowie odbyła się kolejna rozprawa w procesie bp. Andrzeja Jeża. To postępowanie bez precedensu: pierwszy w Polsce proces biskupa oskarżonego o zbyt późne zawiadomienie organów ścigania o przestępstwach seksualnych wobec małoletnich, których mieli dopuścić się księża z diecezji tarnowskiej. Sam hierarcha nie przyznaje się do zarzutów.

Najwięcej emocji budziło poniedziałkowe przesłuchanie byłego już duchownego Stanisława P. związanego z Sądecczyzną kapłana, którego sprawa od lat wstrząsa opinią publiczną. To właśnie jego nazwisko od początku procesu powraca najczęściej. Ostatecznie jednak do przesłuchania nie doszło. P. stawił się w sądzie, ale zasłabł . Wezwano pogotowie ratunkowe, a sąd odstąpił od jego przesłuchania.

O sprawie pisaliśmy m.in. w tekście: Pochodzący z Sądecczyzny duchowny skrzywdził blisko stu chłopców. Zło… przedawniło się.

Stanisław P. pochodzi z jednej z parafii w gminie Podegrodzie. Przyjął święcenia w 1984 r. Skandaliczny proceder wykorzystywania przez niego nieletnich ujawnił w 2020 roku ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Wówczas wiadomo było o kilkunastu ofiarach księdza Stanisława P. Później okazało się, że jest ich znacznie więcej. Pierwsze zawiadomienia o niegodnych czynach księdza pochodziły z Woli Radłowskiej, gdzie w latach 1996 – 2002 był proboszczem. Skierowano go wówczas do pełnienia posługi kapłańskiej na Ukrainę, do miejscowości Murowane Kuryłowce, Śnitków i Oczydajew. Po powrocie z Ukrainy trafił m.in. do Krynicy – Zdroju.

„Sposób jego zachowania polegał na wybieraniu wśród grupy chłopców, »ulubieńców« reprezentujących określony typ wyglądu, spokojnych, pokornych, uległych, względnie takich, którzy zwracali na siebie uwagę katechety i skłanianie ich do zajęcia miejsca na kolanach sprawcy bokiem do niego, a następnie przytrzymywanie jedną ręką w taki sposób, który uniemożliwiał natychmiastowe opuszczenie miejsca, a drugą dotykanie (…)  co niejednokrotnie powodowało znaczny ból (…) Z uwagi na obszerność i wymowę materiału dowodowego nie sposób nie dać wiary zeznaniom pokrzywdzonych” – napisano w prokuratorskim postanowieniu o zamknięciu postępowania cytowanym przez Onet.

Choć tarnowska prokuratura udowodniła Stanisławowi P. molestowanie prawie stu chłopców, nie odpowie jednak  karnie za ich krzywdę, ponieważ zarzuty zdążyły się przedawnić.

Kolejny termin rozprawy w procesie, w którym ma zeznawać – jako świadek – Stanisław P. – wyznaczono na dziś (środa, 25 marca).

Wcześniej sąd przesłuchał ks. Adama Nitę – proboszcza tarnowskiej katedry i byłego kanclerza kurii. Świadek mówił, że biskup nie ingeruje we wstępne dochodzenia prowadzone po zgłoszeniach dotyczących wykorzystania małoletnich, a jego rolą jest zgoda na przeprowadzenie czynności wyjaśniających. Ks. Nita stwierdził też, że po otrzymaniu zgłoszenia dotyczącego Stanisława P. sprawa została przekazana biskupowi Wiktorowi Skworcowi, duchowny został odsunięty od obowiązków duszpasterskich, a materiały skierowano także do Stolicy Apostolskiej.

Drugim świadkiem był lekarz psychiatra i psychoterapeuta jednej z osób pokrzywdzonych w sprawie drugiego z księży – Tomasza K. Ze względu na tajemnicę lekarską ta część rozprawy odbyła się z wyłączeniem jawności, bez udziału mediów i publiczności.

Według aktu oskarżenia, bp Andrzej Jeż miał nie zawiadomić niezwłocznie organów ścigania o czynach Stanisława P. w okresie od 13 lipca 2017 r. do 16 sierpnia 2020 r. Podobny zarzut dotyczy sprawy Tomasza K. Prokuratura chce, by biskup odpowiadał z art. 240 Kodeksu karnego, który przewiduje karę do trzech lat więzienia za niepowiadomienie o najcięższych przestępstwach.

Biskup Jeż nie przyznaje się do winy i wyjaśnia, że działał po uzyskaniu „skonkretyzowanej wiedzy” o przestępstwach. Kuria Diecezjalna w Tarnowie twierdzi z kolei, że wiedzę w sprawie Stanisława P. biskup miał uzyskać dopiero w 2019 roku, gdy do Tarnowa dotarła dokumentacja z Ukrainy.

Śledczy i część komentatorów wskazują, że stawką tego procesu jest nie tylko odpowiedzialność jednego hierarchy, ale też odpowiedź na pytanie, jak Kościół reagował na sygnały o krzywdzie dzieci. Zwłoka w zgłoszeniu sprawy Stanisława P. miała bardzo konkretne skutki —niektórzy  pokrzywdzeni tracili bowiem możliwość dochodzenia sprawiedliwości przed sądem z powodu przedawnienia.

Stanisław P. został wydalony ze stanu duchownego.  Ma 73 lata. Mieszka w Domu Księży Emerytów w Tarnowie.

źródła: własne, Onet, Oko-press

Czytaj też:

Naczelny kurator wykręca dyrektorowi ucho

Filmoteka dts24

217 Videos