Gdyby patron tej ulicy zobaczył, co jeszcze niedawno działo się na odcinku między Zygmuntowską a Szujskiego, pewnie napisałby kolejny tom „Ogniem i Mieczem” – tym razem o walce kierowców z nierównościami. Na szczęście na Sienkiewicza w końcu pojawiła się odsiecz. Drogowcy ruszyli do bitwy z dziurami, które po zimie rozlały się na asfalcie niczym potop szwedzki w XVII wieku.
Wiosna w Nowym Sączu tradycyjnie zaczyna się od odkrywania tego, co mróz zrobił na drogach. Nawierzchnia ulicy Sienkiewicza od lat prosiła się o litość, a jazda tamtędy przypominała poligon, a nie historyczną dzielnicę miasta. Teraz w końcu słychać tam ciężki sprzęt. Ekipy remontowe naprawiają „zmęczone” fragmenty jezdni i zastępują je nową masą.
Dla udręczonych kierowców to widok kojący, bowiem znak, że ich amortyzatory dostaną chwilę wytchnienia. To jednak dopiero początek większej kampanii o porządną nawierzchnię. – Ruszyły wiosenne naprawy dróg. Wycinane są kawałki asfaltu i zastępowane nowym na ulicy Sienkiewicza. Zgłosiłem tę jezdnię do pilnej przebudowy. Liczę, że znajdą się środki. Przebudowa tej drogi to jedno z moich zobowiązań wyborczych – wyjaśnia Jakub Prokopowicz, radny Nowego Sącza.
Choć obecna akcja z łataniem dziur cieszy oko, wszyscy czekają na „finał trylogii”, czyli kompleksowy remont. Sienkiewicza to jedna z ważniejszych arterii w tej części miasta i łaty, choć potrzebne, są tylko rozwiązaniem tymczasowym. Czy w miejskim skarbcu znajdą się dukaty na pełną przebudowę? Czas pokaże. Na razie cieszmy się, że odsiecz dotarła na miejsce i „potop” dziur został przynajmniej częściowo powstrzymany.
Czytaj także: Wydali miliony na beton, pożałowali groszy na kamery. Mroczny zaułek na Wólkach





























































































































































































































