Prezydent Jerzy Gwiżdż każdego dnia publikuje na swoim profilu posty. Na każdy temat. Bo na wszystkim się zna. Są porywające jak wczesny Gomółka na zebraniu POP w kółku rolniczym. Dzisiaj, na przykład, doradza co należy zrobić, żeby ceny paliw były niższe. Ale autor może tak o wszystkim. Zna sposób żeby zbiory zbóż ozimych były wyższe o kilka kwintali z hektara. Wie z precyzją jubilera co i kiedy zrobić z polskim złotem. Jako mistrz słowa wytycza standardy publicznej debaty. Poucza dyplomatów co, komu i kiedy mają mówić. Kreśli szlaki tankowcom w cieśninie Ormuz. Odtajnia logikę przemówień Trumpa. Wie za co uzbroić polską armię, wie nawet ilu lita jest lufa. Każdego dnia możemy liczyć na post oświecający ciemny naród i nieudolną władzę.
Trochę to wygląda jak wizyty Kim Dżong Una w mleczarni, w tartaku, albo w laboratorium nuklearnym. Wokół nauczyciela powinien stać Tusk z ministrami i notować bezcenne uwagi w kajecie. Kto widział koreańskie filmy z gospodarskich wizyt wodza, ten potrafi wyświetlić sobie w głowie tę scenę. Gospodarz wytycza nie tylko bieg historii, ale i koryto Dunajca. Zna się na wszystkim!
Na ludziach szczególnie. Kilka dni temu prezydent Jerzy Gwiżdż zamieścił post pouczający dyrektora liceum z 30-letnim stażem, jak należy prowadzić szkołę. Krótki cytat z wykładu: „Z natury (…) edukacja powinna być apolityczna co znaczy, że powinna utrzymywać równy dystans od politycznych sporów”. Celne! Choć sam Gwiżdż dystansu nie trzyma. Wielki nauczyciel łaja profesora jak pętaka na szkolnym apelu na oczach całej budy. Uczniowie patrzą, jak naczelny kurator wykręca dyrektorowi ucho! W swoim codziennym kazaniu wywodzi, że dyrektor zapraszając do szkoły aktora poniżył (!!!) 50 procent społeczeństwa o odmiennych poglądach politycznych. Architektowi sądeckiej doktryny edukacyjnej do głowy nie przyszło, że swoim pisaniem codziennie poniża 100 procent posiadaczy osobistych mózgów.
Trochę jakby zapomniał, że dokładnie do tej samej szkoły kierowanej przez tego samego dyrektora, z którego próbuje teraz zrobić durnia, osobiście przywiózł w gości byłego już prezydenta RP Lecha Wałęsę (z całym szacunkiem dla Wałęsy!). Nikogo też nie oburzało, z wielkim moralizatorem na czele, kiedy kilka lat temu, do tej samej szkoły przyjechał poprzedni minister edukacji w politycznej asyście. A zły dyrektor był dobry, bo witał gościa w progu. Gdzie przebiegał tego dnia ów polityczny dystans? Ale dzisiaj pierwszy influencer NS wciska kit do naszych tępych głów, że nazwisko ministra obecnej władzy na plakacie zapowiadającym spotkanie z aktorem to upolitycznianie szkoły! Ktoś tu zwariował. Jeśli ja, to mnie uszczypnijcie.

























































































































































































































