bite. Obiecująca młoda kobieta [RECENZJA]

bite. Obiecująca młoda kobieta [RECENZJA]

W odróżnieniu od wielu różnych poprawiaczy samopoczucia, muzykę można zaliczyć do tych zdrowych i bardzo fizykalnych (przynajmniej w moim przypadku). To dźwięki właśnie nierzadko przydają się w różnego rodzaju terapiach i można powiedzieć, że same w sobie są terapią. Ewokują pozytywne emocje, kiedy dany kawałek był odsłuchiwany podczas dobrego i przyjemnego lub odwrotnie – mogą przywoływać momenty, kiedy było nam źle. Jednak zło i dobro to tylko dwie strony tego samego medalu i tego wszystkiego, co składa się na definicję nas samych.

Jak bardzo bite (Aleksandra Gryzło) idzie w kierunku powyższego wiedziałem już po dwóch pierwszych singlach: „Anhedonii” i „Burzach” (pisałem TUTAJ i TUTAJ). Teraz artystka daje nam dwie nowe kompozycje, pierwsza z nich wydana końcem października i ta w połowie grudnia br., czyli odpowiednio „Nikt nie pytał” i „ZKP”. Czemu odnoszę się do nich dopiero teraz i do dwóch naraz? O tym za chwilę, ale napiszę jedynie, że miałem nosa lub po prostu wiedziałem. W sumie chwilę już w jej muzyce siedzę, a swoją wiedzę przekułem w serię przeczuć, co do tego, czym może nie zaskoczy mnie przy swoich kolejnych odsłonach, ale co poszerzy i w jakie gatunkowe szaty ubierze.

bite („Nikt nie pytał”) | fot. Krzysztof Kaczmarowski

Otóż kolejne dwa utwory, podobnie jak te poprzednie, odnoszą się do osób, miejsc i czasów, które dla bite musiały być na tyle ważkie, że oprócz odnotowania i przywoływania w pamięci, stały się pretekstem do powstania czegoś nowego. Sam proces jest nierzadko ważniejszy od tego, co składa się na efekt końcowy. Wiele osób, które intensywnie działają w kulturze lub tak jak ja – na niej pasożytują, potwierdzą te słowa. Słuchając nowej bite nie interesuje mnie, czy towarzyszą mi dreszcze, szybciej lub wolniej bije mi serce, o ile spadło mi ciśnienie krwi, a słupki kortyzolu czy adrenaliny wzrosły. To wpisuje się w emocje estetyczne, których zakres jest sprawą kompletnie indywidualną. Zakochałem się bardziej w powodzie, dla którego tworzy. W tym, do czego potrzebuje muzyki, czyli jak podkreśla sama artystka – do zrozumienia siebie.

„Nikt nie pytał” i „ZKP” znacząco odbiegają stylem od wcześniejszych singli. W pierwszym odnajdziemy elementy R’n’B z chillowo-nostalgiczną nutą, drugi wpasowuje się w bardziej popowe rama podlane tanecznym vibe’m… Ktoś powie, że w muzyce chodzi głównie o muzykę. Ja powiem, że nie, bo czy jest swego rodzaju pójściem na łatwiznę wyprodukowanie mniej lub bardziej oczywistych dźwięków z miałkim tekstem i skierowanie głośnika w stronę widowni? Osobiście nie muszę mieć z tym problemu i pewnie wielu nie ma. Nie musiałbym, ale zazwyczaj mam i jak mam, to z zasady nie podejmuję tematu. Zbyt dużo cudownych projektów zapełnia ostatnio moje playlisty (jak chociażby ten z grubsza omawiany), by trwonić czas na błahość i bylejakość.

bite („ZKP”) | fot. bite

Nie potrzeba mi wiele, by rozpoznać, czy zanim artysta zdecydował się podzielić swoimi rewelacjami, wcześniej przyłożył mikrofon do tego, co między uszami i za nimi, do swoich siniaków i otarć, wzlotów i upadków, ale i tego, co głęboko pod sercem. I czy w tym sercu jest dziura wielkości tira, osobówki czy hulajnogi. A im głębiej, tym ciekawiej, tym droga pełniejsza – jakaś. Tym twórca staje się bardziej pociągający dla odbiorcy, krytyki i cenniejszy dla swojego wkładu w kulturę. W każdym ze swoich czterech wydanych singli bite szuka swojego muzycznego „ja”, ale i odpowiedzi na stawiane pytania, gryzie się z myślami, rozdrapuje sytuacje z „kiedyś i wtedy”, ale nie na zasadzie samobiczowania, lecz by wgłębić się w siebie samą, swoje potrzeby, które te emocje ewokują.

W każdej z dotychczasowych odsłon bite reprezentuje odmienne style, różne podejścia i zupełnie inne w nich temperamenty. Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z artystką poszukującą, uniwersalną i pełną zapału wokalistką, autorką alternatywno-popowych brzmień – z wyrazistą osobowością, własnym językiem i repertuarem, sprawdzającą się w różnych gatunkach i pomysłach na siebie. Nowe projekty podsumowują poprzednie i stanowią ich konceptualne rozwinięcie, kolejne etapy osobistych przemyśleń mające na celu zdefiniowanie miejsca, w którym znajduje się obecnie. Nierzadko jest tak, że najciekawsze rzeczy rodzą się w niepewnościach i napięciu. I to one stają się dla bite głównym motorem napędowym – inspiracją. Terapią. Ucieczką w siebie i poszukiwaniem nowego. Widzę w tym niemałe wyzwanie, zapewne widzi to i ona. Kibicuję mocno tej obiecującej młodej kobiecie.

Foto: Krzysztof Kaczmarowski / bite

Share on twitter
Share on facebook