,,Nigdy wcześniej nie operowaliśmy serca, wiedzieliśmy jedynie, że stawką jest życie młodego człowieka” – mówi doktor Dorota Szymańska, która brała udział w piekielnie trudnym zadaniu. 30-latek może mówić o ogromnym szczęściu, że trafił na lekarzy, którzy zdołali wykonać drakońsko trudną operację na otwartym sercu i uratować jego życie. Mężczyzna został ugodzony nożem przez swoją partnerkę.
Jak już informowaliśmy na naszym portalu, 11 lipca około godziny 22. w Nowym Sączu doszło do dramatycznych scen. W jednym z mieszkań, w trakcie libacji alkoholowej, 30-latka ugodziła nożem w serce swojego partnera. Świadkami byli 50-latek i 60-latka, czyli domownicy.
W nocy, w nowosądeckim szpitalu im. Jędrzeja Śniadeckiego, przeprowadzono niezwykle skomplikowaną operację. Za stołem zabiegowym stanęli Dawid Rompca – specjalista chirurgii ogólnej, proktolog i Dorota Szymańska – specjalista chirurgii ogólnej i onkologicznej. Pani doktor gościła na naszych łamach. Możecie przeczytać wywiad tutaj —> Lek. Dorota Szymańska. Sposób na raka? Regularnie się badać.
Nigdy wcześniej nie operowaliśmy serca
– To była moja i pana doktora pierwsza operacja serca. Pytanie ,,jak to mamy zrobić?” było pierwotną myślą, która pojawiła się w głowie. Lata temu byliśmy na stażach na torakochirurgii, przypominaliśmy sobie, jak się otwiera klatkę piersiową, jakie są zasady zaopatrzenia serca. Nie było czasu na pytanie kogokolwiek, czy szukanie w książkach. Każdy z nas sobie przypomniał to, czego kiedyś się uczył i tak doszliśmy po nitce do kłębka, żeby poradzić sobie z zaopatrzeniem tej rany – opowiada nam doktor Dorota Szymańska.
Serca nie można złapać w rękę i przytrzymać, trzeba ranę szyć na ruchomym narządzie. Po zakończeniu operacji z ust doktora Dawida Rompcy padły słowa, które chyba wszystkim na sali przyniosły ulgę.
– Udało nam się – rzekł zmęczony lekarz.
Operacja trwała około godzinę. Nie było czasu na jakąkolwiek opieszałość. Komora serca była przebita dotkliwe nożem.
– Nigdy nawet nie asystowałam przy takiej operacji, oparliśmy działanie o naszą wiedzę z przeszłości i intuicję. Wiedzieliśmy, że trzeba uratować młodego człowieka – dodaje doktor Dorota Szymańska.
Serce zaczęło zwalniać
Pierwsze skrzypce w tej trudnej sytuacji grał doktor Dawid Rompca, którzy przyjął pacjenta i podejmował decyzje. Nie miał na nie za wiele czasu. Kiedy 30-latek ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego został przewieziony na Oddział Chirurgii, nie było jeszcze wiadomo, że przebite jest właśnie serce. Jego stan się pogarszał, mężczyzna był bez kontaktu.
– Zbadałem go i okazało się, że rana jest w okolicy przedsercowej. Ponad 20 lat temu, jako młody lekarz, spotkałem się z podobnym przypadkiem, który udało mi się trafnie rozpoznać. Wtedy z dobrym skutkiem operację przeprowadził doktor Bonarski. Mając minimalne doświadczenie i wiedzę, że takie rany mogą być ranami kłutymi serca, nie czekaliśmy i w dziesięć minut przygotowaliśmy pacjenta. Próbowałem zorganizować echo serca, które by sprawdziło, czy doszło do tamponady narządu. Niestety w tym czasie kardiolodzy mieli do zaopatrzenia zawał, więc nie było możliwości wykonania badania. Pacjent zaczął umierać, jego serce zaczęło zwalniać. Była chwila nerwów i zastanowienia jak to zrobić – relacjonuje w rozmowie z naszą redakcją DTS24 doktor Dawid Rompca.
Lekarz lata temu, podczas robienia specjalizacji na chirurgii ogólnej, przez miesiąc miał staż na kardiochirurgii i torakochirurgii – to jedyne doświadczenie, które w tym właśnie musiał sobie usilnie i ze szczegółami przypomnieć. Odgrzebał je w ekspresowym tempie z zakamarków pamięci.
– Ponad 20 lat temu rozpoznałem ranę kłutą serca i asystowałem. Byłem absolutnie pewien podziwu dla doktora Bonarskiego, który przeprowadził operację serca. Nie sądziłem, że lata później to ja zmierzę się z takim wyzwaniem – dodaje doktor Dawid Rompca.
Pacjent przeżył operację, co było pierwszym sukcesem całego zespołu.
– Poprosiłem o wparcie panią doktor Dorotę Szymańską, która jest doświadczonym chirurgiem. Tej nocy miała dyżur na onkologii. Jej pomoc była olbrzymia. Nie mogę także pominąć asysty świetnych trzech pielęgniarek, absolutnie profesjonalnych. Nie musiałem się zastanawiać, jakie teraz narzędzie wziąć, wszystko miałem podane – relacjonuje doktor Dawid Rompca.
Jak zaznacza lekarz, dzięki zespołowi anestezjologów na czele z doktorem Jarosławem Lataczem, udało się wyprowadzić 30-lata z ciężkiego stanu pooperacyjnego, ale i zadbać o niego w trakcie ciężkiego zabiegu.
Doktor przyznaje, że dopiero po zakończonej sukcesem misji, czyli uratowaniu życia pacjentowi, zaczął się denerwować i uświadomił sobie, czego właśnie udało się dokonać. Dzisiaj ma wewnętrzną satysfakcję, że podołał takiemu wyzwaniu. Potrafił zrobić coś, czego nie umiał. Wiedział jedynie, że stawką jest życie młodego człowieka. Zostało to docenione przez jego koleżanki i kolegów z pracy, którzy nie szczędzili mu słów podziwu.
Drugie życie
Stan 30-latka był krytyczny, jednak lekarze dokonali niemożliwego. Zszyli serce i uratowali życie młodego człowieka, który pozostał na Oddziale Intensywnej Terapii. Kolejne godziny i dni były decydujące. Rzeczniczka szpitala przekazała nam dobre wieści.
– Mężczyzna jest przytomny, jego stan się poprawia. Lekarze zaplanowali przenosiny pacjenta na Oddział Chirurgii – poinformowała nas rzeczniczka placówki Agnieszka Zelek-Rachtan.
30-latek miał niezwykłe szczęście, że trafił na lekarzy, którzy zdołali go uratować. Niezaprzeczalnie można stwierdzić, że lekarze zrobili coś absolutnie niezwykłego na skalę nie tylko Nowego Sącza, czy Polski.


























































































































































































































