Jerzy Gwiżdż, wnikliwy i bezkompromisowy obserwator życia społecznego czujnie wyłapał, że paliwo na stacjach benzynowych jest drogie. Dlaczego? Tego Gwiżdż nie wyjaśnia bańce swoich czytelników dających się policzyć na palcach spracowanych dłoni bieszczadzkiego drwala. W Polsce jest do dupy i na tym koniec analizy ekonomicznej cen benzyny.
Rozumiemy, że Jerzy Gwiżdż posiada stosowne przygotowanie z zakresu ekonomii politycznej socjalizmu i na tym buduje rozpowszechniane wśród ludu teorie. Zgodnie z odebranym wykształceniem ekonomicznym komentator uważa, że to partia, nie rynek, powinny dyktować ceny ropy. I słusznie, nie będzie Trump pluł nam w bak! Pytanie tylko, po co przy użyciu benzyny robić rodakom wodę z mózgu? Ferment w sezonie ogórkowym?
Jerzy Gwiżdż, analityk wszechdziedzin poucza, że na takiej Malcie benzyna jest najtańsza i kosztuje ledwie 5,70 zł! To może pora przeprowadzić się na Maltę, zamiast się frustrować, że żyć mu przyszło w kraju gdzie nic się nie udaje. Na Malcie można za grosze zatankować do pełna i jeździć na jednym baku przez cały rok – 20 km w prawo, 5 km w lewo, a nawet posiedzieć sobie w aucie nie gasząc silnika przy włączonej klimie.
A w ojczyźnie wszystko źle, beznadzieja i brak perspektyw. Z tej polskiej nędzy emerytowani prezydenci muszą dorabiać pisaniem postów szczujących na siebie ludzi. Może faktycznie trafi na takich, którzy pójdą podpalić komitet partii koktajlami Mołotowa, bo benzyna była za droga. Jeśli ktoś z czytelników zna alternatywny sposób na spędzanie emerytury (zamiast rozmazywania żółci po klawiaturze), proszę o przesyłanie wartościowych podpowiedzi dla Jerzego Gwiżdża. Zawsze warto pomóc człowiekowi w kryzysie poglądów ekonomicznych.


























































































































































































































