Śmierć nigdy nie jest czymś prostym, a odejście tak młodego człowieka boli szczególnie. 21-letni Sebastian zginął tragicznie w miejscu, które kochał. Wspominają go rodzina, bliscy i przyjaciele. W ich pamięci pozostanie jako osoba życzliwa, pełna pasji oraz marzeń na przyszłość. „Został w górach, na swoich warunkach, na początku swojego życia.”
Ostatnie tragiczne wydarzenia w Tatrach odbijają się szerokim echem w ogólnopolskich mediach. Sprawa tragicznej śmierci 21-letniego mężczyzny wstrząsnęła lokalnym środowiskiem, w szczególny sposób mieszkańcami Sądecczyzny, którzy byli związani z nastolatkiem, otwartym, radosnym chłopakiem, pełnym ambicji i planów, studentem III roku kierunku Geoinżynieria i Górnictwo Otworowe na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.
Przypomnijmy, do tragedii doszło w miniony piątek. Podczas próby wejścia na Lodowy Szczyt jeden z turystów stracił równowagę i spadł w przepaść z wysokości około 200 metrów. Ze względu na rozległe obrażenia poniósł śmierć na miejscu. O zdarzeniu pisaliśmy TUTAJ.
Sebastiana w wymownych wpisach żegnają rodzina i bliscy.
To jest dla nas wszystkich niesamowita tragedia. Ja Sebastiana pamiętam jako chłopca bardzo życzliwego, fajnego, który nigdy nie odmówił pomocy, a sam ciężko pracował i zdobywał wszystko to, co osiągnął – tak jak zdobywa się szczyty. – W rozmowie dla naszego portalu wspomnieniem o śp. Sebastianie dzieli się jego wychowawczyni, Beata Budzik z Zespołu Szkół Społecznych „Splot”, którego był absolwentem.
Miał czas na pasje i sport. Bardzo zaprzyjaźnił się z chłopakami z klasy – zbudowali bardzo fajną paczkę. Nie było to łatwe w latach kiedy covid pozamykał nas w domu. Mimo zdalnego nauczania chłopcy potrafili się zgrać – spotykali się, jeździli na rowerach, wyciągali z młodości ile się da, zawiązali mocne przyjaźnie. Zbudowali paczkę chłopaków lubiących wyzwania. Było ich kilku – wiele razy mówili o pasjach, o jeździe na crossach. Każdą wolną chwilę spędzali w górach i na wspinaczce. Uwielbiałam tę swoją klasę – dawała mnóstwo ciepłych emocji, nadawała sens mojej pracy, dawała dużo pewności siebie jako nauczycielowi, potwierdzając, że ta praca ma sens. Ta klasa była naprawdę wyjątkowa. Żałowałam, że nie mogłam dać 100% siebie, bo 1,5 roku spędziliśmy w domu – a emocji przez komputer nie da się tak przekazać.
Odszedł w miejscu, które kochał.
Dla mnie Sebastian był chłopcem, któremu nic nie przychodziło łatwo, ale wszystko, co osiągnął, zdobył ciężką pracą. Dlatego tak bardzo ciężko go w tej chwili wspominać. Miał bardzo dobry moment w swoim życiu i wydawało się, że wszystko pójdzie gładko, że teraz będzie spełniał swoje marzenia – a to zostało nagle przerwane. Odszedł w miejscu, które kochał. Jeśli to jakiekolwiek pocieszenie – góry to było jego miejsce, tam czuł się najlepiej. Zainspirował też do tego rodzinę.
Ja do dziś nie wierzę. Rozmawiam z Panią, ale nadal nie dowierzam – jakby on dalej był. Pasja to coś, przed czym nie uciekniemy – należy ją realizować. Sebastian po prostu był szczęśliwy, robił to, co kochał. Został w tych górach – na swoich warunkach, na początku swojego życia.

































































































































































































































