Złota Płyta Michała Szczygła na licytacji dla Mai – finalistki The Voice of Poland

W 2017 roku Maja Kapłon i Michał Szczygieł rywalizowali wraz z dwójką innych uczestników w finale 8. edycji programu The Voice of Poland. Dziś, jak sama Maja mówi, jej głos na żywo może usłyszeć tylko poduszka i cztery ściany pokoju, w którym właściwie jest uwięziona. 24-latce pozostało jedynie wołanie o pomoc.

wsb3

Maja Kapłon mieszka w Teresinie w województwie mazowieckim. Urodziła się ze skrzywieniem kręgosłupa. Gdy miała 4 lata, lekarze ,,wsadzili ją” w gipsowy gorset i zapowiedzieli, że kiedyś konieczna będzie operacja. Nikt się jednak nie spodziewał, że na jednej się nie skończy.

 Pierwszy raz operowano mnie, gdy skończyłam osiem lat. Przypominam sobie śruby w czaszce i kolanach, a do nich przymocowane linki, na których końcach były woreczki obciążające. Leżałam tak 2 tygodnie, dzięki czemu moje ciało “urosło” o 10 cm. Ciągłe ograniczenia, opuszczanie szkoły i spotkań z przyjaciółmi stały się moją codziennością. Rzeczywistością, w której żyłam do 20 roku życia. To wtedy przeszłam tę osiemnastą, jak się teraz okazuje, nie ostatnią operację – wspomina Maja.

W tym roku Maja zaczęła mieć problemy z oddychaniem, czuła kłucie w klatce piersiowej. Przez ból biodra nie mogła spać. Jak się okazało, stalowy pręt, który miał podtrzymywać jej kręgosłup już do końca życia, pękł już dwa lata temu.

– Starałam się żyć na maxa i w pełni wykorzystać dany mi czas. Koncertowałam, nagrałam płytę z zespołem, znalazłam wymarzoną pracę z dzieciakami. Często pomagałam, grając charytatywnie dla tych, którzy tej pomocy potrzebowali. Dzisiaj sama jestem w potrzebie – pisze wokalistka.

24-latka jest obecnie praktycznie przykuta do łóżka. Jedyną szansą na jej powrót do normalnego życia jest operacja w USA, której koszt to ponad 5 milionów złotych.

Mai można pomóc, wpłacając pieniądze na internetową zbiórkę TUTAJ. Trwa także licytacja, z której dochód przeznaczony będzie na operację artystki. Swoją cegiełkę postanowił dołożyć też Michał Szczygieł, sądecki wokalista, który wraz z Mają Kapłon uczestniczył w 8. edycji programu The Voice of Poland.

– Oddałem Złotą Płytę za ,,Nic tu po mnie” na licytację w tej sprawie, a że mam wielu fanów z Nowego Sącza i okolic, może znajdzie się ktoś, kto podbije cenę, albo bezpośrednio pomoże Mai – pisze do naszej redakcji Michał Szczygieł.

– Z Mają znam się od ponad dwóch lat. Przez ten czas zdążyłem poznać, jak świetną jest osobą i jak wielki ma talent. Nie wyobrażam sobie nie wesprzeć jej w tym trudnym momencie życia. Wielu ludzi podziela moja postawę i wierzymy, że już niedługo Maja będzie nam umilać czas masą swojej muzyki – dodaje wokalista.

Jak zdradza Michał, przygotowywana jest spora akcja związana że zbiórką dla Mai, ale więcej informacji pojawi się dopiero za kilka tygodni.

Link do prowadzonej na Facebooku licytacji Złotej Płyty Michała Szczygła TUTAJ. Aukcja potrwa do 10 listopada.

Piosenka ,,Nic tu po mnie” to pierwszy singiel Michała Szczygła. Pod koniec roku 2018 otrzymał za niego Złotą Płytę, a utwór zajął 21 miejsce w rankingu najczęściej odtwarzanych singli w stacjach radiowych w 2018. Dał także sądeczaninowi nominację do nagrody Fryderyka w kategorii ,,utwór roku”, o czym pisaliśmy TUTAJ.

Poniżej specjalny odcinek programu ,,Rozmowy Niespieszne” TOK TV, w którym Maja opowiada swoją historię. Pod nim nagranie wspólnego występu finalistów 8 edycji The Voice of Poland: Mai Kapłon, Michała Szczygła, Marty Gałuszewskiej i Łukasza Łyczkowskiego z Jessie Ware.

fot. siepomaga.pl

nagrania: Youtbube – TOK TV oraz The Voice of Poland

MAGIK MAŁA
ZESZYTYBOBO
Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zamiast wzruszającego wstępu

Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz

10 lat temu (słownie dziesięć) 30 września ukazał się pierwszy numer „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” (zwanego dalej DTS). Z tej okazji dokładnie 10 lat później oddajemy do rąk Czytelników nową odsłonę naszego portalu dts24.pl.

A wracając do jubileuszu, po długiej i burzliwej naradzie nie doszliśmy jednak do porozumienia – cieszyć się czy martwić z tego powodu? Cieszyć, bo to zawsze miło dojść do jakiegoś punktu. Martwić, bo choć wytrwali w marszu, to jednak jesteśmy starsi o dekadę.

Świętowanie jubileuszy pachnie naftaliną starej szafy, a już na pewno muzealną ekspozycją. A do muzeum jeszcze nam niespieszno. To już na cmentarz było zdecydowanie bliżej, wszak jakiś czas temu w konkurencyjnych mediach ukazały się dwa nasze nekrologi. I jak tu nie wierzyć w mądrości ludowe? Mówią, że umarłeś? Wróży ci to długie życie. O tych nekrologach DTS to byśmy już nawet nie pamiętali, ale Jerzy Wideł przypomniał na 27 stronie. Wiadomo, Wideł mieszka najbliżej cmentarza i pasjami czytuje nekrologi.

Zatem jubileusz bierzemy z marszu, bez ckliwych przemówień, ronienia łzy, ani też bez zbędnego zadęcia. Ot, pogrzebaliśmy trochę w starych zdjęciach, pofatygowaliśmy się sprawdzić co słychać u kilku bohaterów tekstów z tamtego 30 września i w zasadzie tyle. No dobrze, poprosiliśmy jeszcze prasoznawców i speców od mediów o krótki wykład, jak to jest z tą prasą lokalną (str. 14-15). Wychodzi na to, że ciągle nieźle. Przedwczesne również okazały się pogłoski o rychłej śmierci papieru jako nośnika różnych treści. DTS oczywiście nie upiera się, że wersja papierowa gazety jest nieśmiertelna i oddamy nie za nią życia. Wszak coraz więcej naszych czytelników wybiera niepapierową wersję gazety. Papier to jednak papier – prestiż i elegancja. A w internecie każdy stragan z jarzynami ma dzisiaj swoją stronę (z całym szacunkiem dla warzyw, powinno się je zjadać trzy razy dziennie).

Trendy są zresztą lekko odwrotne, a przecież wiadomo, że dziś wszelkie trendy wyznacza Facebook. No więc Facebook jakiś czas temu uznał, że dla swoich najlepszych klientów stworzy ekskluzywny, bezpłatny magazyn „Grow”. No, bo papier to prestiż (chyba już wspominaliśmy), a nie byle post na osi czasu. DTS identycznie – dla naszych najlepszych na świecie Czytelników tworzymy ekskluzywny, bezpłatny magazyn. Bo chcemy, żebyście poczuli się docenieni. Czy to nie jest piękne – wcale nie musicie być najlepszymi biznesowymi partnerami Marka Zuckerberga, by ktoś wyłącznie z myślą o Was tworzył ciekawe treści.

No i to by chyba było na tyle, jeśli chodzi o 10-lecie ukazania się pierwszego numeru DTS. Tyle się przez te lata wydarzyło ciekawych rzeczy (najważniejsze przypominamy na str. 16), ale przecież nie będziemy się tu wzruszać minionymi dokonaniami. Wyznajemy raczej starą piłkarską zasadę „Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz”. I cóż z tego, że wygrałeś już 100 meczów. Najważniejsze jest to, czy masz plan, jak wygrać dziesięć i dwadzieścia następnych. Nasze głowy pełne są pomysłów na najbliższe tygodnie i miesiące, potrzebujemy tylko sprzyjających warunków, aby je zrealizować. No i co mamy teraz napisać, że czasy są ciężkie, a przyszłość niepewna. Tyle to wiemy, przecież wszyscy mają pod górkę. A kto akurat ma z górki, też musi uważać, żeby się za mocno nie rozpędzić, bo potem wielkość guza jaki można sobie nabić jest wprost proporcjonalna do osiągniętego rozpędu.

Cieszymy się, że możemy robić dla Was coś ciekawego i pożytecznego. Od 10 lat napędzamy się naszym wrodzonym optymizmem, na równi zresztą jak reklamami, które na naszych łamach zamieszczacie. No i tu trafiamy na błędne koło filozoficznie – nie byłoby tak wielu Reklamodawców, gdyby DTS nie miał tak wielu Czytelników. Nie byłoby tak licznych Czytelników, gdyby Reklamodawcy nie utrzymywali gazety na zadowalającym wszystkich poziomie. Prawda, jaka piękna puenta?

Oczywiście chcielibyśmy Was wszystkich uścisnąć z okazji urodzin, ale pamiętamy, że trzeba zachować dystans społeczny. Nie znaczy to wcale, że podchodzimy do tego wszystkiego z dystansem. Wręcz przeciwnie. Wzruszamy się!

Redakcja DTS

Przeczytaj jubileuszowe wydanie „Dobrego Tygodnika Sądeckiego”: