Wypadek Szaflary

Zabrakło sekund, aby ocalić Angelikę przed śmiercią. Jest raport ze śmiertelnego wypadku

Za kierownicą samochodu siedziała dziewczyna, która zdawała egzamin na prawo jazdy. Pociągiem sterował mężczyzna, który szkolił się na maszynistę.  Silnik auta zgasł na torach. Gdy ludzie w samochodzie zorientowali się, że nadjeżdża pociąg, egzaminator miał wydać komendę "uciekamy" i wysiadł z auta.  Gdy ludzie w pociągu zorientowali się, że kierowca osobówki ma problem z wydostaniem się z pułapki, uruchomili hamulec. Ale nie skorzystali z "hamulca bezpieczeństwa", który działa szybciej i skuteczniej. A przedni sprzęg tego konkretnego pociągu ma konstrukcję, która nie daje szans "odbicia" ewentualnej przeszkody, tylko wbija się w nią...

Renault2

Dlaczego zginęła Angelika i czy można zrobić coś, aby taki dramat nie zdarzył się w przyszłości? Odpowiedzi szukali eksperci  z Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych działającej  przy Ministerstwie Infrastruktury w Warszawie. 

Komisja sporządziła raport z badania wypadku, do którego doszło 23 sierpnia 2018 r. o godzinie 11:17 na przejeździe kolejowo-drogowym w Szaflarach. Zginęła młoda kobieta, która zdawała egzamin na prawo jazdy. Po raz czwarty. Była bardzo zestresowana.

„W trakcie jazdy około godziny 10:56 zarejestrowana została następująca rozmowa: egzaminowana mówi do egzaminatora: „jestem zestresowana”, na co egzaminator odpowiada: „proszę..?”. Pada odpowiedź: „bardzo mi serce bije”. Egzaminator mówi: „to znaczy, że Pani żyje”... – czytamy w raporcie.

Kiedy silnik egzaminacyjnego auta Suzuki Baleno zgasł na torach, dziewczyna kilkakrotnie próbowała go uruchomić. Bez efektu.

Samochód został uderzony sprzęgiem samoczynnym pojazdu kolejowego, który wbił się głęboko w nadwozie powodując jego destrukcję i przemieszczenie samochodu na odległość 112 metrów za przejazd”.

Sprzęg wbijając się w karoserię uderzył kobietę w głowę.  W stanie ciężkim została przewieziona do nowotarskiego szpitala. Mimo podjętej niezwłocznie intensywnej akcji ratunkowej zmarła.

62-letni gorliczanin Edward E., który egzaminował 18-letnią Angelikę P. usłyszał prokuratorski zarzut doprowadzenia do katastrofy w ruchu lądowym, za co grozi 8 lat więzienia. Prowadzący śledztwo uznali, że gorliczanin nie pomógł dziewczynie uciec. Nie użył też pedału hamulca gdy egzaminowana minęła znak STOP. Sąd zakwestionował akt oskarżenia. Do "katastrofy w ruchu lądowym" potrzeba byłoby więcej osób poszkodowanych. Prokuratorzy muszą zrewidować swoją pracę.

Egzaminator na reakcję w dramatycznych okolicznościach miał czas liczony w sekundach.  Z dokumentu który sporządziła Państwowa Komisja Badania Wypadków Kolejowych wynika, że  tego czasu nie wykorzystali  również we właściwy sposób ludzie prowadzący pociąg.

Autorzy raportu potwierdzają, że kierująca i egzaminator nie zachowali należytej ostrożności, że nie było podjęcia próby wypięcia z pasów bezpieczeństwa osoby egzaminowanej i zdecydowanej komendy o ewakuacji w sytuacji nieuchronnej kolizji, ale to nie wszystko...

Pociągiem jechał kandydat na maszynistę, który  dostrzegł wjeżdżający na przejazd samochód z odległości około 290 metrów. Zareagował sygnałem dźwiękowym. Widząc, że auto stanęło na torach ponownie użył syreny sygnału. Kontynuując pod nadzorem maszynisty jazdę z dozwoloną prędkością około 90 km/h, w odległości ok. 180 metrów przed przejazdem, użył hamulca elektropneumatycznego  zwanego „zadajnikiem jazdy i hamowania”.

Nagrania z rejestratora obrazu i dźwięku w pociągu  pozwoliły odtworzyć co działo się w kabinie maszynisty tuż przed wypadkiem.

Po zauważeniu samochodu wjeżdżającego na przejazd został podany syreną krótki sygnał „baczność”, po czym słychać głos w kabinie „ch... głupi stanął na torach” . W tym momencie został nadany ciągły sygnał „baczność”. W czasie trwania sygnału słyszalny jest dźwięk uderzenia pociągu w samochód. Nieco później słychać rozmowę między maszynistami: „Czemu ta dziewczyna nie wysiadła? Spanikowała chyba…”.

Pociąg uderzył w auto z prędkością 56,4 km/h. Droga hamowania z prędkości 88,9 km/h do zatrzymania  wynosiła 293 metry w czasie 24 sekund.

Jak stwierdzają autorzy raportu - szkolący się na maszynistę mężczyzna miał możliwość użycia hamulca bezpieczeństwa, a skorzystał z tzw. „zadajnika jazdy i hamowania”, co  spowodowało wydłużenie drogi hamowania pociągu. Hamulca bezpieczeństwa nie użył także maszynista – opiekun.

W opinii zespołu badawczego Komisji " ...mógł użyć hamulca bezpieczeństwa maszynisty (tzw. „grzybka”). Ponadto nadzorujący jego pracę maszynista widząc zagrożenie zobowiązany był bezwzględnie wdrożyć nagłe hamowanie przy użyciu wspomnianego hamulca bezpieczeństwa maszynisty. Drużyna trakcyjna ograniczyła się do zahamowania pociągu stosując tylko zadajnik jazdy i hamowania, służący do prowadzenia jazdy/hamowania w normalnych warunkach eksploatacyjnych gdzie skuteczność siły hamowania jest ograniczona. Zespół badawczy Komisji ustalił, że zadziałanie hamulca po przestawieniu nastawnika jazdy i hamowania w pozycję B 100% (tj. zadanie maksymalnej mocy hamulca) następuje z opóźnieniem i powoduje wydłużenie drogi hamowania pociągu”.

Dopełnieniem dramatycznych okoliczności okazała się konstrukcja pojazdu kolejowego (EN99-004), który uderzył w samochód. Jak czytamy „ uniemożliwia ona  odbicie urządzeniami zderznymi przeszkody. Nieobudowany sprzęg automatyczny wystający 95 cm przed obrys czoła pojazdu, na wysokości 90 cm od poziomu główki szyny, po zderzeniu z samochodem osobowym powoduje przebicie poszycia pojazdu na wysokości okien”.

Z oryginałem raportu można zapoznać się TUTAJ

zdjęcie :https://www.gov.pl;

źródło: www.gov.pl; wp.pl 

 

Zginęła na torach zdając prawo jazdy. Egzaminatorem był 62-letni gorliczanin

 

 

WIŚMAŁA2020

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.