Wybór Tukana jest najlepszym wyborem

To właśnie opinia pacjenta jest dla nas dowodem najwyższego uznania i potwierdzeniem, że wybór Tukana był dla pacjentów najlepszym wyborem. Rozmowa z MARIOLĄ PAWLAK – dyrektor Centrum Rehabilitacji Tukan


- W wywiadzie sprzed kilku lat powiedziała Pani, że największą tragedią dla pacjentów, którzy trafiają do Tukana, jest niemożność samodzielnego obsługiwania się, a Państwo staracie się tym ludziom pomóc, żeby na nowo mogli funkcjonować społecznie. Ta idea się nie zmieniła?

BOCHENSKI

- Nadal twierdzę, że w większości przypadków ludzie cierpią najbardziej, gdy nie mogą wykonywać samodzielnych codziennych czynności: pójść do toalety, samemu zjeść, czy choćby zrobić sobie fryzurę lub iść na spacer. To są główne problemy, które po incydentach neurologicznych czy wypadkach są wynikiem niepełnosprawności. Każdy z pacjentów ma inne ubytki ruchowe oraz inne potrzeby rehabilitacyjne i choćby przyczyna była ta sama, to każdy organizm reaguje inaczej. Dlatego w Tukanie prowadzimy terapie rehabilitacyjne indywidualnie dobrane dla danego pacjenta. Od 15 lat przykładamy też wagę do tego, żeby nasi rehabilitanci pogłębiali swoją wiedzę teoretyczną i praktyczną, w tym celu np. sprowadzamy szkoleniowców z zagranicy, którzy prowadzą odpowiednie kursy.

- Kim są pacjenci, którzy do Państwa trafiają?

- To w większości są pacjenci po udarach, wylewach krwi do mózgu i po różnych incydentach neurologicznych. Większym oddziałem, który prowadzimy, jest bowiem Oddział Rehabilitacji Neurologicznej, liczący 50 łóżek. To pacjenci z bardzo różnych miejsc. Przede wszystkim szpitali w Nowym Sączu, Krynicy-Zdroju, ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, z którymi mamy umowy.

- Pamięta Pani najtrudniejsze przypadki, gdy wydawało się, że sytuacja jest beznadziejna, a jednak udało się w Tukanie dosłownie postawić człowieka na nogi?

- Takich przypadków było bardzo wiele. Przykładowo był pacjent, który wyjechał na narty do Włoch, tam nawet nie zdążył zjechać ze stoku, zapinał narty, gdy uderzył w niego inny narciarz jadący z dużą prędkością. Jeszcze we Włoszech przeszedł bardzo skomplikowaną operację. Po zakończonej hospitalizacji, kilka tygodni od wypadku, pacjent trafił do nas. Mógł tylko ruszać głową i częścią dłoni. Wyszedł od nas na własnych nogach, o dwóch kulach. Inny przypadek to młody mężczyzna, który przy skoku do wody na basenie doznał urazu kręgosłupa, nie było przerwania rdzenia, ale wystąpił obrzęk, sytuacja była dość skomplikowana. Chłopak trafił do nas zrezygnowany, źle nastawiony do rehabilitacji (...)

Przeczytaj więcej w specjalnym dodatku DTS Twoje Zdrowie:

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie