Wspomnienia o śp. Jerzym Leśniaku

Wspomnienia o śp. Jerzym Leśniaku

„Umarli umierają dopiero wtedy, gdy przestajemy o nich myśleć. Pamięć o nich przywraca ich życiu” (M.Maeterlinck)

Prawdziwy sądecki patriota

Kiedy otrzymałem wiadomości o śmierci Jurka, pierwszą reakcją było westchnienie głębokiego żalu: Mój Boże! Za wcześnie, za wcześnie odszedłeś… Jeszcze tyle było przed Tobą „Czuju”… Cóż to jest 60 lat!

Poznałem Jurka Leśniaka ponad 30 lat temu, jako młodego dziennikarza „Dunajca”, ale już z porządnym i dobrym dorobkiem dziennikarskim, gdyż publikował swoje artykuły w krakowskiej prasie studenckiej studiując na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisać o tym, że jego pasją życiową było dziennikarstwo, to jakby napisać o kompozytorze, że kocha tworzyć muzykę. Banalnie to przecież brzmi. Ale w tym banalnym stwierdzeniu w odniesieniu do Jurka zawiera się najgłębsza prawda. On żył dziennikarstwem całym swoim jestestwem. Kiedy przestał mieć możność pisania codziennych artykułów, po prostu po ludzku cierpiał. Oczywiście, jak to On, skrywał to pod maską pewnej dozy ironii, kpiny, nawet nuty cynizmu, chociaż cynikiem nigdy nie był. A ten pozorny wynikał z jego olbrzymiej wrażliwości. Szybko jednak, kiedy przestał być reportem i publicystą w „Dzienniku Polskim”, wypłynął na szersze wody jako znakomity, wnikliwy regionalista. Jurek chłonął Sądecczyznę i ukochany przez Niego Nowy Sącz wszystkimi trzewiami. Epokowe wręcz dzieło dla historii Nowego Sącza „Encyklopedię Sądecką” wydaną wspólnie z ojcem – Augustynem w 2000 r. dedykował między innymi „Kochanemu miastu i przepięknej Ziemi Sądeckiej”.

Wspomniałem wcześniej o wielkiej wrażliwości Jurka. Uwidaczniała się ona szczególnie, kiedy był reporterem najpierw „Gazety Krakowskiej” a następnie „Dziennika Polskiego”. Kiedy pracował w „GK” a ja w „DP” niemal co tydzień wyjeżdżaliśmy wspólnie w teren, do ludzi, do spraw sygnalizowanych nam wcześniej przez mieszkańców nie tylko Sądecczyzny. Przejeżdżaliśmy wspólnie w ciągu roku setki kilometrów. Lubił spotkania z tzw. prostymi ludźmi, których dręczyły różne problemy np. z urzędnikami. Był wrażliwy właśnie na te przyziemne, ale jakże ważne dla ludzi troski, i z pasją je opisywał. Był też celnym krytykiem aroganckich władz. Także władz politycznych, czym niejednokrotnie się narażał. Ta wrażliwość społeczna wynikała z jego przekonań bardziej lewicowych, niż prawicowych. Stąd Jego wielkie uszanowanie dla śp. premiera Józefa Oleksego. Był przecież sekretarzem Klubu Przyjaciół Ziemi Sądeckiej, któremu przewodniczył Oleksy.

Praca reportera nauczyła Go nie tylko szacunku do ludzi (ale nie do przedstawicieli władzy), ale przede wszystkim do zbierania informacji i w sposób metodyczny ich archiwizowania. Stąd po latach pracy dziennikarskiej mógł się pochwalić bardzo bogatym archiwum z różnych dziedzin, jakiego nie powstydziłby się nawet zawodowy historyk. Z wykształcenia był politologiem-dziennikarzem, ale z wiedzą, którą posiadał, mógł swobodnie dyskutować z historykami zajmującymi się Sądecczyzną i Nowym Sączem. Wyrazem tej pasji była praca w redakcji „Rocznika Sądeckiego”. Była… Mój Boże! Jak smutno pisać w czasie przeszłym. Jurek był autorem kilkudziesięciu pozycji książkowych, albumowych poświęconych ludziom, wydarzeniom w historii ukochanego Nowego Sącza. Dzięki temu ma już swoją zasłużoną pozycję w historiografii miasta.

Nie ma w tym miejscu sensu, ani potrzeby wymieniania tytułów Jego prac związanych z tym tematem, bo przecież te dzieła już są materialne, ale jak Go znam, w komputerze, w notatkach zapewne miał przygotowane kolejne projekty wydawnicze. Bo mocno muszę podkreślić, że przy całym pozorowanym nonszalanckim trybie życia, był człowiekiem niezwykle pracowitym. Tę pracowitość i zachłanność na życie odkupił przed ponad 20 laty pierwszym zawałem serca. Ponadprzeciętnie ambitny, wybitnie inteligentny, pracowity, pasjonat nie ustawał nawet chwili. Chciał być jeszcze lepszy w swojej działalności dziennikarskiej i regionalistycznej.

Teraz przychodzi moment, żeby wyjaśnić pseudonim „Czuj”, którego użyłem na początku wspomnienia. Otóż, na pytanie: co porabiasz, co słychać, zwykł odpowiadać: Czuwam! Tak, tak Jurek czuwał całe swoje życie, by nic mu nie umknęło z wydarzeń, z historii miasta i jego teraźniejszości. Takim będę Go wspominał. Żegnaj Bracie.

JERZY WIDEŁ

Do zobaczenia na awersie

Mocno wierzę (i jest to wiara granicząca z pewnością), że doczesność jest tylko „rewersem” życia, że po drugiej stronie jest ruch, są emocje, są uczucia, jest akcja.

Jurek Leśniak już tam jest. I choć nasz rewers jest niedoskonały, ale mimo wszystko cudownie piękny, myślę, że on, a wcześniej Henio Szewczyk, a jeszcze wcześniej Piotrek Kruk, zyskali na tej przedwczesnej przeprowadzce. Cóż… Ktoś zyskuje – ktoś traci. My straciliśmy kolegów.

Ufam, że ta strata nie będzie bolała mnie przez wieczność i kiedyś w „awersie” spytam Jurka jak to robił, że nie widziałam go nigdy zagniewanego, nie słyszałam go nigdy krzyczącego, że nawet gdy nie działo się radośnie, emanował spokojem i paradował z cieniem uśmiechu typu: Gioconda w męskim wydaniu.

Podziwiałam go za pracowitość, która dziś jest „towarem” deficytowym i za ogromną wiedzę w zakresie: „kto, co, gdzie, kiedy”. Pięknie ją pożytkując, pisał takie książki, jakie lubię najbardziej – do których się wraca. Pierwsze wydanie jego „Encyklopedii…” już rozsypuje mi się w rękach.

Był… A gdzie tam był. Jest! Jest sam chodzącą encyklopedią. Jeśli istnieje coś takiego, czego Szef Wszechrzeczy nie wie o Nowym Sączu, bo zbyt dużo ma na swojej świętej głowie, to z pewnością może o to spytać Jurka Leśniaka. Jurek Mu wszystko rozjaśni i wytłumaczy z datami, nazwiskami, okolicznościami.

W związku ze wszystkim, co powyżej napisałam, muszę przyznać się, dlaczego bardzo niechętnie bywam na pogrzebach. Nie mogę się zgodzić ze słowami: „wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie”. A w odniesieniu do Jurka Leśniaka stanowczo protestuję, żeby tak się modlić za jego duszę. Nie dawaj mu Panie wiecznego odpoczywania! Daj mu ciekawą robotę. Postawiłabym tuzin butelek najlepszej whisky jaką Jurek kiedykolwiek kosztował w zakładzie, że wieczny odpoczynek byłby dla niego torturą. Wiele wskazuje, że Bóg jest dobry, więc podejrzewam, że Jurek już zabiera się do pracy i niechaj ma jej pod dostatkiem. Do zobaczenia Kolego!

IWONA KAMIEŃSKA

Panie Jerzy,

przecież to zupełnie nie w Pana stylu. Dopiero co umówiliśmy się na wywiad przed premierą „Nowej Encyklopedii Sądeckiej”, planowaliśmy tekst do wydania polsko-słowackiego DTS, na kontynuuję czekała „Filmoteka sądecka” i inne tematy, które jak będzie czas… A Pan zawsze dotrzymywał słowa. Zawsze! Jerzy Leśniak synonim solidności i erudycji, dżentelmena starej daty, na którego przebogatych w fakty tekstach (a do tego dopracowanych co do przecinka), można studiować historię Sądecczyzny i losy jej mieszkańców. A Pan dobrze wie, że są słowa (ludzie), których zastąpić się nie da żadnym wyrazem bliskoznacznym…

„Finiszuję nad Encyklopedią Sądecką (ponad 1000 stron, 5 tys. zdjęć!). Zobacz próbne łamanie. Padam jak maratończyk przed metą” – napisał Pan w mailu z 1 sierpnia. Ale przecież nie o takiej mecie myśleliśmy…

Panie Jurku, tyle jeszcze inspiracji czeka, a Pan się nie zrywa, pióra nie chwyta, do pisania nie siada…?

JOLANTA BUGAJSKA

Fot. Piotr Droździk

Przeczytaj w najnowszym wydaniu DTS:

 

 

Share on twitter
Share on facebook