To dosłownie dzieło życia Jerzego Leśniaka

Rozmowa z profesorem Bogusławem Kołczem – przyjacielem zmarłego Jerzego Leśniaka, autorem „Nowej Encyklopedii Sądeckiej”.

wsb3

– Nareszcie sądeczanie będą mogli wziąć do rąk długo wyczekiwane dzieło – „Nową Encyklopedię Sądecką”, kontynuację poprzedniczki – „Encyklopedii Sądeckiej” z 2000 roku.

– Tak, szczęśliwie książkę udało się zamknąć. Dla Jurka bardzo ważne było, po ukazaniu się pierwszej encyklopedii, by w przyszłości móc doprowadzić do wydania kontynuacji. Jak każdy ambitny autor, z pierwszej encyklopedii nie był do końca zadowolony. Uważał, że można więcej i lepiej zapisać. Zwrócił się nawet do wielu czytelników ze specjalną ankietą, by nadesłali mu swoje uwagi do ewentualnego uzupełnienia. Przygotowywał materiały do następnej encyklopedii. Wszystkim bardzo imponowało niezwykłe zorganizowanie pracy Jurka, jego przebogate archiwa, w których potrafił się szybko i sprawnie poruszać, posiadana przez niego wiedza z najróżniejszych dziedzin.

– Śmiało można powiedzieć, że gromadzeniem materiałów do encyklopedii pan Jerzy zajmował się przez całe swoje zawodowe życie.

– Owszem, bo ponad 40 lat pracował w różnych sądeckich redakcjach i przebywał w sądeckim środowisku. Jego wieloletnie doświadczenie w pracy dziennikarskiej sprawiło, że w zasadzie całe jego życie było przygotowywaniem tego dzieła, które teraz sądeczanie będą mogli przeczytać. „Nowa Encyklopedia Sądecka” jest sumą dorobku Jerzego, jego wiedzy, jego poszukiwań sądeckich śladów po całym świecie. Ta encyklopedia to sądeckie ścieżki, które nieustannie tropił.

– W encyklopedii znajdziemy bohaterów sądeckiej historii, sądeckiej teraźniejszości, ale także mnóstwo informacji na temat tych, którzy z miasta niegdyś wyjechali.

– To jedna z głównych zalet tej książki. Encyklopedia bazuje nie tylko na dorobku historycznym, czy na Sandecjanach. Znajdziemy tam również ewidentne osiągnięcia samego Jerzego, ślady jego bogatej korespondencji z sądeczanami rozsianymi po całym świecie. Jurek potrafił utrzymywać z nimi kontakty i nakłaniać do dzielenia się wspomnieniami związanymi z Sądecczyzną. Miał o nich olbrzymią wiedzę. Zdarzało się, że jednego wieczoru dostawał kilkadziesiąt maili z różnych zakątków naszego globu. Niektóre osoby dziękowały mu ze wzruszeniem, że ktoś ich odszukał, zainteresował się ich pochodzeniem, przeszłością, rodziną. To było niezwykłe.

– W „Nowej Encyklopedii Sądeckiej” przeczytamy także np. o wielu aktorach.

– W publikacji znajdą siebie nie tylko żyjący sądeczanie. Czytelnicy przeczytają o znanych aktorach bądź politykach z pierwszych stron gazet, mających sądeckie korzenie. Dowiedzą się, że wiele filmów kręcono w sądeckim skansenie lub że statyści sądeccy występowali przy pracy nad „Ogniem i mieczem” i płynęli łódką po Jeziorze Rożnowskim. Takie rzeczy ubarwiają Encyklopedię.

– W sumie dzieło przedstawia ponad osiem i pół tysiąca sądeckich biogramów.

– Tak mniej więcej wyliczyłem. Jerzy zamieścił na kartach swej książki wielu sportowców, także młodego pokolenia, dyrektorów sądeckich firm, pracowników banków, stypendystów, lokalnych działaczy – od ogródków działkowych po rady osiedlowe. W encyklopedii zapoznamy się z analizami wyborczymi. Przeczytamy nie tyle o naprawdę zasłużonych sądeczanach, ale o znajomych, członkach bliższej lub dalszej rodziny. Na pewno będzie wiele związanych z tym zaskoczeń. Opisane zostały ponadto rody sądeckie. Jest rodzina Aleksandrów, Celewiczów, Dagnanów, Malczaków. Jest mnóstwo odsyłaczy, więc sprawnie można się w książce poruszać. Encyklopedia sama w sobie jest perełką edytorską i faktograficzną, zawiera prawie 4, 5 tysiąca zdjęć. Zdjęcia w wielu przypadkach są do tej pory bardzo mało znane. Jerzy nawet dyskutował ze mną, czy dawać zdjęcia, których nie było w poprzedniej encyklopedii, żeby się nie powtarzały. Doszliśmy do wniosku, że nie każdy musi znać książkę z 2000 roku, czytelnicy są w różnym wieku. Nie wyobrażam sobie poza tym, aby „Nowej Encyklopedii Sądeckiej” mogło zabraknąć na półkach szkolnych bibliotek.

– Czy jest w Polsce drugi taki region, który może poszczycić się tak obszerną własną encyklopedią?

– Nie sądzę, byśmy odszukali na mapie Polski miasto, o którym powstała encyklopedia napisana przez jednego człowieka. Jerzy śledził oczywiście różne lokalne encyklopedie, ma taką książkę np. Tarnów czy Szczecin, ale zawsze są to publikacje zbiorowe, a nie efekty pracy jednej tylko osoby. Nie są to również prace ściśle autorskie. Tymczasem, dzięki wielu anegdotom i autorskim dygresjom Jurka, nasza encyklopedia ma niepowtarzalny charakter.

– Jerzy Leśniak odszedł do wieczności, stawiając w „Nowej Encyklopedii Sądeckiej” ostatnią kropkę. Praca nad tym dziełem znaczyła dla niego bardzo wiele…

– I była to olbrzymi, wręcz katorżniczy wysiłek. Z jednej strony praca sprawiała Jerzemu wiele satysfakcji, miał świadomość, że ocala od zapomnienia wielu ludzi. Zdawał sobie sprawę, że dysponuje materiałami, których często nie ma nikt inny. Czuł ciężar tej misji. Z drugiej strony wiedział o swojej ograniczoności, fizycznej i czasowej. Wykonywał również inne obowiązki. W którymś momencie praca nad dziełem przyspieszyła. Jurek we wstępie do jednej i do drugiej książki, napisał, że ideą encyklopedii w ogóle jest nadążanie za współczesnością. Jeżeli piszemy encyklopedię, to codziennie powinniśmy ją aktualizować, bo codziennie ktoś umiera, codziennie dzieją się jakieś ważne wydarzenia polityczne, społeczne. Kiedy zapadła decyzja, że książka zostanie wydana, postawił sobie granicę.

– I od tej pory postanowił już więcej encyklopedii nie uzupełniać.

– Tak. Wydawca zdecydował, że książka powinna ukazać się w związku z jubileuszem 725-lecia powstania Nowego Sącza. Nastąpiło przyspieszenie tempa. Jeśli zatem początkiem stycznia książka miała teoretycznie być zamknięta, a ja z Jerzym jeszcze 10 sierpnia byłem umówiony na korektę, to wynikało to z faktu, że Jerzy chciał napisać jak najwięcej. Informacje spływały do niego codziennie, a on nikomu nie odmawiał, pragnął wszystkich zadowolić. Obawiał się, że nie zdąży na listopad, bardzo to wszystko przeżywał. Miał chwile załamania. Presja czasu złożyła się na to, że jego serce tego wszystkiego nie wytrzymało.

– A chciał nim obdarzyć zbyt wiele osób…

– To przyczyniło się do tego nieszczęśliwego końca. Mogę powiedzieć, że szczęście w nieszczęściu jest takie, że jeszcze przed śmiercią zdążył postawić sobie granicę i encyklopedia na jakimś etapie została zamknięta. Współpracowałem z Jerzym i, ze względu na moją przyjaźń z nim, czułem się zobowiązany, aby jak najwięcej zrobić, by ta książka mogła się ukazać. Ustaliliśmy, że materiał zostanie zamknięty 14 sierpnia. Decyzję taką podjął sam Jurek. To zresztą była ważna dla niego data, wtedy skończył 60 lat.

– Encyklopedia ta stała się zatem jego prywatnym jubileuszem oraz darem na jubileusz ukochanego przez niego miasta.

– Dokładnie tak to można ująć. Jurek mówił, że nic większego już nie zdoła zrobić. Tymczasem planowaliśmy kolejne wyprawy po sądeckich ścieżkach, chcieliśmy jeszcze raz wspólnie odwiedzić Kresy. Jerzy miał jeszcze dużo planów, mnóstwo energii, miał pewność, że będzie żył jeszcze wiele lat. 20 sierpnia, na godzinę przed śmiercią, założył w swoim komputerze folder, który zatytułował „Encyklopedia. Uzupełnienia po 20 sierpnia”. To był przejaw jego niesamowitej pracowitości i tego, jak odpowiedzialnie podchodził do swojej pracy. Encyklopedia była jego oczkiem w głowie.

– Jerzy Leśniak byłby szczęśliwy, widząc końcowy efekt?

– Myślę, że tak. Ja sam jestem szczęśliwy, że mogę o tym mówić. Dla Jurka byłoby najgorsze, gdyby praca nad encyklopedią została zatrzymana. Nie mówię, że zaprzepaszczona, bo na pewno ktoś w danym momencie podjąłby dalej ten wysiłek, może jego syn, może rodzina, może zaprzyjaźnione grono z „Rocznika Sądeckiego”? Ktoś na pewno starałby się tę pracę kontynuować. Jestem szczęśliwy, że udało się na pewnym etapie encyklopedię sfinalizować. Pomagałem Jurkowi, udzielałem porad, wskazówek polonistycznych, robiłem korektę. Jednak moja rola jest tu najmniej istotna. Do powstania tej książki przyczyniło się wiele osób, którym Jurek podziękował we wstępie. Oddał on życie za tę encyklopedię i nie boję się tego powiedzieć, gotów jestem to wszystkim udowodnić. Dysponuję wieloma dowodami: mailami, w których pisał, że nie podoła, że ta encyklopedia go pokona, że nie dożyje sześćdziesiątki, że tak bardzo musi się spieszyć, że to za dużo. Kosztowało go to wiele nerwów. Jak się okazało, zbyt wiele…

– Pan Jerzy był z Nowym Sączem i z całą Sądecczyzną bardzo emocjonalnie związany.

– I nie znam drugiej osoby, która by była tak wyjątkowo serdecznie zespolona z Nowym Sączem. Jego służba dla miasta wiązała się jednak z całkowitym oddaniem. „Nowa Encyklopedia Sądecka” to dosłownie dzieło życia Jerzego Leśniaka, który był wspaniałym ambasadorem naszego miasta. Promocja z pewnością dla wielu osób będzie wzruszającym wydarzeniem. Wciąż liczę, że Nowy Sącz odpłaci się Jerzemu, za jego pasję i miłość do miasta, Honorowym Obywatelstwem. Nie tracę na to nadziei.

***

Promocja „Nowej Encyklopedii Sądeckiej” już dziś, w czwartek 9 listopada, godz. 17.00, Sala im. Stanisława Małachowskiego w nowosądeckim Ratuszu. Prowadzenie – Leszek Mazan.

Rozmawiała Agnieszka Małecka

Fot. Agnieszka Małecka, z arch. B. Kołcza. 

JULAPO
ZESZYTYBOBO
Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

[mailpoet_form id="1"]