Zarówno Kamil Sławecki, jak i Natalia Naumova nie mieli brać udziału w tej wymianie studenckiej. Dziś śmieją się, że zorganizowano ją specjalnie dla nich.


W 2004 r. wśród studentów Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nowym Sączu wymiany zagraniczne nie były aż tak popularne jak teraz. Kiedy pojawiła się szansa wyjazdu do Petersburga, uczelnia miała problem ze skompletowaniem odpowiedniej liczby chętnych. - Jakoś nikt wtedy nie chciał jechać do Rosji. Przyznam szczerze, też nie miałem ochoty. Szczególnie, że wymiana dotyczyła studentów Instytutu Technicznego. Mieliśmy jechać na tamtejszy odpowiednik politechniki – opowiada Kamil Sławecki. On był wówczas studentem drugiego roku odnowy biologicznej. Do wyjazdu namówili go w końcu rodzice.

Prezydent w tekście

Pod twierdzą

- Mama daje mi książkę „Spotkania” napisaną po rosyjsku. Pokazuje na okładkę, na której był obraz Twierdzy Pietropawłowskiej i mówi: „Zobacz, jaki piękny kraj. Być może to twoja jedyna szansa, żeby go zobaczyć”. Więc pojechałem - wspomina Kamil. Od tego czasu był w Rosji ponad dwadzieścia razy. Przez trzy lata nawet tam mieszkał. Wszystko za sprawą niezwykle uroczej Natalii Naumovej, którą poznał właśnie podczas wymiany studenckiej w 2004 roku. Ona też miała nie uczestniczyć w tej wymianie studenckiej.
- Koniec końców oprowadzałam polskich studentów po zabytkach Petersburga – opowiada Natasza. Wcześniej jednak przyniosła im rosyjskie legitymacje studenckie. Bez nich za wszystkie wejścia do muzeów czy na wystawy musieliby płacić. - Nataszę zobaczyłem po raz pierwszy, gdy wręczała nam te dokumenty. Pamiętam nawet dokładnie datę - 17 września – wspomina Kamil. - Wtedy jednak tylko się patrzył na mnie. Tak przez pół dnia. Gdybym nie przejęła inicjatywy, na patrzeniu by się pewnie skończyło – żartuje Natasza, dziś już żona Kamila. Ich pierwsze spotkanie miało miejsce nie gdzie indziej, jak pod Twierdzą Pietropawłowską.

Jak kocha to poczeka

Później para przez blisko trzy lata utrzymywała ze sobą jedynie kontakt e-mailowy i telefoniczny. - Lepiej nie wspominać, ile wydaliśmy na to pieniędzy – mówi Kamil. To jednak i tak wychodziło taniej niż podróż do Petersburga. Kamil starał się choć dwa razy do roku latem i w Nowy Rok zobaczyć swoją dziewczynę. - Tata powtarzał mi, że chłopakowi trzeba się najpierw przyjrzeć. W końcu sam stwierdził, że skoro Kamil tak długo na mnie czeka, to musi być prawdziwa miłość – mówi Natasza. Historia miłości jej rodziców była zresztą podobna. Mama Nataszy mieszkała w Mińsku, na Białorusi, skąd pochodzi, a tata w Petersburgu.
- Wtedy nie było e-maili, więc mieli jeszcze bardziej utrudniony kontakt – opowiada Rosjanka. Z Kamilem pobrali się w 2009 r.

Sądecka perełka

Natasza pierwszy raz do Nowego Sącza miała okazję przyjechać dwa lata wcześniej. Mówi, że zakochała się w tym mieście i regionie, podobnie jak w mężu, od pierwszego wejrzenia. - To była moja pierwsza podróż zagraniczna. Zachwyciłam się – mówi Natasza. Dodaje, że od tego czasu, z uwagi na wykonywaną pracę [Natasza z wykształcenia jest ekonomistą-inżynierem i realizuje projekty budowlane dla międzynarodowych firm – przyp. red.], miała okazję zwiedzić wiele innych regionów Europy. - Nadal jednak podtrzymuję, że Sądecczyzna to perełka – stwierdza. Przez kilka lat Kamil i Natasza mieszkali w Rosji, później przeprowadzili się do Kielc, bo tam mieli pracę. Kiedy jednak na świecie pojawił się ich syn Jakub, zdecydowali się na stałe osiąść w Nowym Sączu. - Żyliśmy w wielomilionowych miastach. To jednak nie są dobre warunki do wychowania dziecka. Nowy Sącz ma wszystko, co potrzeba rodzinie – mówią zgodnie. Żyją, zachowując tradycje wyniesione z domu zarówno Nataszy, jak i Kamila. Obchodzą święta katolickie i prawosławne. Syna uczą obu języków.

Przeczytaj specjalne wydanie DTS - na 20-lecie PWSZ:

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie