SCENA SŁOWIK: Surtarang – „Yatra Tour” [RELACJA]

SCENA SŁOWIK: Surtarang – „Yatra Tour” [RELACJA]

Powiedzieć, że na scenie etno dzieje się dużo, to nic nie powiedzieć, a Polska w tym temacie nie jest żadnym wyjątkiem. Świetnych, oryginalnych, nowoczesnych i wymykających się jednoznacznym klasyfikacjom kapel, które ze swoistym namaszczeniem podchodzą do tradycji czy ludowości, znajduje się u nas niemało. Problem w tym, że mało kto o nich wie, mało kto słyszał, miał okazję zobaczyć. Przyznaję się bez bicia, że sam w temacie world music mam spore braki, które ostatnio udało mi się konkretnie nadgonić dzięki ekipie wspaniałych ludzi z Fundacji KarpatArt i ich pięknej i pięknie interdyscyplinarnej imprezie Grajdół Festiwal.

Wydarzenie, o którym rozpisywałem się niemało obszernie końcem czerwca br. (relacja TUTAJ), to prawdziwy skarb, gdyż wyłącznie dzięki imprezom o wielodniowej, festiwalowej formule można pokusić się o ukazanie zjawisk trudno dostępnych lub zupełnie nieobecnych w obiegu masowym – w szerszym kontekście odczuć i emocji. Spotkania z ludźmi ze świata popkultury, publicystyki i nauki stanowią wartość dodaną społecznego i integracyjnego wymiaru muzyki. Pole wymiany myśli – inspiracji, które dla mnie okazało się doświadczeniem otwierającym oczy na wiele dźwiękowych, ale i niedźwiękowych rewelacji.

Hanka Łubieńska (Surtarang) | fot. Bartosz Szarek

Swoistą satelitą w temacie powyższego można nazwać ostatnie wydarzenie w „Spóźnionym Słowiku”, który swoją kartę koncertowych zdarzeń komponuje jedynie z pieczołowicie wyselekcjonowanych pozycji, czego kolejnym dowodem był kameralny występ Surtarang. Zespół w składzie: Hanka Łubieńska (wokal), Eryk Nowacki (sitar, saz) i Łukasz Jasiak (tabla, darbuka, sampler) to iście zjawiskowa formacja polskiej sceny world music działająca w swoistym klinczu tradycji z nowoczesnością. Ich twórczość oparta na ludowej motywice, zdecydowanie najsilniej nasiąkła kulturą indyjską, łączącą w sobie folk, traditional czy roots, z podgrzewającą całość elektroniką o trance’owej energii oraz bajeczną wizualną oprawą. Grupa od początku roku prężnie pracowała nad nowym materiałem na swoją drugą płytę „Yatra” (2022), którą obecnie promuje trasą „Yatra Tour” z przystankiem w Nowym Sączu.

Łukasz Jasiak (Surtarang) | fot. Bartosz Szarek

To, wokół czego orbituje Surtarang trudno jednoznacznie zdefiniować i to jest w ich twórczości najpiękniejsze – najciekawsze. Charakterystyczne brzmienie tria jest wynikiem zderzenia różnego (choć zbieżnego kulturowo) orientalnego instrumentarium, ale i charyzmatycznych osobowości o skrajnie odmiennych podniebieniach muzycznych. O ile trudno zanegować bazową inspirację zespołu, którą jest szeroko pojęta muzyka indyjska, grupa zmierza przed siebie – eksperymentuje z elektroniką, zaciera granice między tradycją a nowoczesnością, pierwiastkiem medytacyjnym a tym rozrywkowym.

Pomimo tego, że trio zagrało całą „Yatrę”, na bis zostawiając jeszcze dwa kawałki ze swojej debiutanckiej płyty: „Duniya” i „Aigiri Nandini”, koncert nie miał szans zaspokoić apetytu zebranych. Mojego również. Udowodnił jednak ponad wszelką wątpliwość, że w obudowanej orientalną ornamentyką twórczości Surtarang kryje się – oprócz przeogromnego potencjału, niespożytej energii scenicznej i charyzmy każdego z artystów – myśl i filozofia zaklęta w kompozycjach balansujących na granicy gatunków, stylów i kultur, awangardy i popkultury, nowoczesności i tradycji, skojarzeń i abstrakcji.

Eryk Nowacki (Surtarang) | fot. Bartosz Szarek

Ten wieczór udowodnił coś jeszcze, a mianowicie to, że zwrócenie uwagi odbiorców (a może bardziej jej zawrócenie) na indywidualności artystyczne jest potrzebne, a zapotrzebowanie na ogólnie rzecz ujmując etno – niemałe. Na początku występu publiczność można było zliczyć na palcach rąk dwóch, ale im dalej w setlistę, tym kawiarnia wypełniała się co rusz szczelniej, radośniej, aż do ścisku i taneczno-ekstatycznego uwolnienia. Życzę Surtarang jak najlepiej, bo nie dość, że w swojej niszy i obranej konwencji to prawdziwie pierwszoligowi gracze, którzy potrafią złapać za serducho, przywalić w nie i rozpalić, to zwyczajnie fajni z nich ludzie. Wracajcie do nas szybko.

Foto/video: Bartosz Szarek

Share on twitter
Share on facebook