Majru, czyli jak pasja przerodziła się w lokalny biznes

Majru, czyli jak pasja przerodziła się w lokalny biznes

majru

Rozmowa z Ewą Sikorską-Trzcińską i Januszem Trzcińskim – właścicielami Majru – pierwszej nowosądeckiej manufaktury kosmetyków naturalnych

– W dzisiejszych czasach prowadzenie biznesu to spokojna głowa, bo jest się na swoim, czy niespokojne noce i niepewne jutro?
– Prowadzenie dzisiaj biznesu w Polsce wymaga opanowania bardzo wielu wątków jednocześnie. Nie jest to łatwe zadanie i praca nie kończy się, powiedzmy, o godzinie 16. Samo przygotowanie lokalu, aby spełnił wymagania m. in. Sanepidu, zajęło nam ponad pół roku. Opracowywanie własnych receptur, testowanie, zaznajamianie się z odpowiednimi przepisami prawa w zakresie prowadzonej działalności – co jest dość obszerne – to kolejne godziny, dni, tygodnie.

Do tego dochodzi oczywiście produkcja i sprzedaż. Nie ma spokojnej głowy, jest ciągły stres i obawa, co też nowego zostanie nam wymyślone, a czego będziemy musieli dopilnować i przestrzegać. Za co znowu i któremu z urzędów zapłacić i ile. Czujemy się torpedowani nowymi przepisami, wymaganiami, zmianami, za którymi musimy nadążyć. Chcielibyśmy czuć wsparcie ze strony instytucji i urzędów, jak to bywa w innych krajach. Dziś wiele małych biznesów w Polsce albo kończy działalność, albo czasowo ją zawiesza. Wszyscy wiemy, jaka jest sytuacja. Co nas czeka w przyszłości? Tak realnie patrząc na rzeczywistość, pasuje tutaj z przymrużeniem oka odpowiedź pewnej bliskiej nam osoby: co prawda jest gorzej niż było, ale znacznie lepiej niż będzie. Cieszmy się więc ze wszystkiego, z czego możemy!

– W pewnym momencie swojego życia zdecydowaliście, że idziecie na swoje. Dlaczego? (…)

Całą rozmowę przeczytasz w najnowszym wydaniu DTS – bezpłatnie pod linkiem:

Share on twitter
Share on facebook