Sandecja remisuje, kibice wkurzeni

To był bardzo ważny mecz dla obu zespołów, które sąsiadują w tabeli. Remis jest cenny, ale najważniejszy było zwycięstwo, którego zabrakło. Niestety strefa spadkowa wciąż jest bardzo blisko.

Renault2

Sandecja Nowy Sącz - Zagłębie Sosnowiec 1-1 (0-1)
0:1 Filip Karbowy 12, 1:1 Dominik Kun 73

Sędziował: Kornel Paszkiewicz (Wrocław).
Żółte kartki: Michał Walski, Mariusz Gabrych - Wojciech Słomka.

Sandecja: Daniel Bielica - Adrian Basta, Dawid Szufryn, Michal Piter-Bučko - Radosław Kanach, Jan Kuźma (46 Mariusz Gabrych), Michał Walski, Dominik Kun - Kamil Ogorzały (70 Adrian Danek), Damian Chmiel, Maciej Korzym (46 Mateusz Klichowicz).
Zagłębie: Krystian Stępniowski - Dawid Ryndrak, Piotr Polczak, Rafał Grzelak (65 Patryk Mularczyk), Kacper Łopata - Wojciech Słomka (53 Tomasz Nawotka), Bartłomiej Babiarz (78 Tomasz Hołota), Filip Karbowy, Mateusz Szwed, Szymon Pawłowski - Fabian Piasecki.

Pierwsza połowa była w wykonaniu zespołu z Nowego Sącza była po prostu kiepska. Oczywiście nie brakowało ambicji, woali walki, ale niewiele z tego wynikało. Dość powiedzieć, ale biało czarni oddali tylko jeden celny strzał. W 6 minucie Chmiel ograł dwóch obrońców rywali, strzelił z ostrego kąta, ale bramkarz Zagłębia zdołał obronić. Wydawało się, że tak będzie dalej. Niestety kolejne minuty to przewaga zespołu gości, którzy bronili się całą drużyną na swojej połowie (tak jak Sandecja) czekając na sposobność do kontry. Ta nadarzyła się 12 minucie. Po rozegraniu rzutu wolnego piłka trafiła do Karbowego, który będąc ok 28 metrów od bramki Bielicy zdecydował się na strzał. Uderzenie było bardzo mocne, a zasłonięty bramkarz Sandecji nie zdołal zatrzymać piłki, która wpadła do siatki gospodarzy tuż przy słupku. Zespół ze Sosnowca złapał wiatr w żagle i atakował, ale nie zdołał swojej przewagi przekuć na gola. Sandecja dopiero po pół godzinie gry znów zaczęła grać odważniej, ale niewiele z tego wynikało.

Po przerwie w zespole biało czarnych nastąpiły zmiany. Młodego Jana Kuźmę zastąpił Mariusz Gabrych - zwany Mario - a Macieja Korzyma ten, z którym ten pierwszy lubi grać, czyli Mateusz Klichowicz. Sandecja zaczęła grać znacznie lepiej, odważniej. Widać było, że została zmieniona taktyka na taką, którą wolą piłkarze.

W 48 minucie musiał paść gol, ale go nie było. W 48 minucie strzelał Kun, chwilę później Ogorzały, a dobijał Gabrych. Niestety bramka rywali była jak zaczarowana. Sandecja była cały czas w natarciu. Strzelali Bućko obok słupka, Ogorzały w trafił poprzeczkę, chwilę później Walski i Klichowicz. Nic nie chciało wpaść do siatki Zagłębia. Dopiero w

W 73 minucie do piłki ustawionej na 25 metrze podszedł Walski. Posłała futbolówkę obok muru. Piłkę zmierzającą do bramki odbił Stępniowski, ale przy dobitce Kuna nie miał już szans na skuteczną interwencję. Sandecja dominowała, ale gola na wagę zwycięstwa wciąż nie było.

W 79 minucie znakomitymi interwencjami popisał się Bielica, który wspaniale odbił strzał z rzutu wolnego Karbowego oraz dobitkę z najbliższej odległości Mularczyka. Przed końcem meczu szansę na gola miał Danek, jednak piłkę po jego główce wyłapał bramkarz Zagłębia. Sandecja miała szansę na trzy punkty, niestety okazji nie wykorzystała, co bardzo wkurzyło kibiców, którzy w niewielkiej liczbie mogli wejść na mecz, a wychodząc głośno komentowali: "pewnie chcą by Sandecja spadła, wtedy nie będzie problemów z budową stadionu". Inne wypowiedzi nie nadają się do druku.

MAGIK MAŁA

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.