Samorząd na półmetku kadencji zdaniem Leszka Zegzdy

Kiedy redakcja „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” zwróciła się do mnie z pytaniem, czy zechciałbym podzielić się swoimi refleksjami związanymi z półmetkiem obecnej kadencji nowosądeckiego samorządu, miałem pewne wątpliwości. Wahanie wynikało z faktu, że aktualnie jestem radnym, więc trochę jakbym oceniał samego siebie.

Z drugiej zaś strony (i to w zasadzie przeważyło) mam za sobą najdłuższy staż w samorządzie. Jestem w nim nieprzerwanie od 1990 roku, a poprzez 16-letnią działalność w strukturach regionalnych w Krakowie, nabrałem dystansu do sposobu funkcjonowania organów samorządowych w naszym mieście. Dzisiaj, choć jestem w środku spraw sądeckich, stać mnie jak sądzę na odrobinę dystansu.

W Nowym Sączu w roku 2018 po wyborach samorządowych bardzo wiele się zmieniło. Po 12 latach panowania Ryszarda Nowaka z PiS, stanowisko włodarza miasta objął Ludomir Handzel. Handzel ma za sobą krótki epizod związany z AWS, ale nie jest kojarzony z układami partyjnymi. Nie jest reprezentantem żadnej ze stron bieżącego konfliktu politycznego w Polsce.

Zwycięstwo Ludomira Handzla było szczególnie bolesne dla PiS. Nowy Sącz jest postrzegany jako pisowski matecznik, a batalię o prezydenturę przegrała Iwona Mularczyk, żona znanego polityka tej partii. Mam wrażenie, że działacze PiS do dzisiaj nie pogodzili się z wynikami wyborów sprzed dwóch i pół roku i ten fakt stoi u podstaw braku harmonijnej współpracy z prezydentem. Minimalna większość w Radzie Miasta, jaką dysponuje Iwona Mularczyk, z jednej strony nie daje komfortu prezydentowi, a z drugiej umożliwia traktowanie Rady jako narzędzia realizacji partyjnych interesów. Z taką też sytuacją mamy do czynienia.

W Nowym Sączu próbuje się uprawiać „wielką politykę” wzorując się na przykładach płynących ze stolicy, gdzie prawo i zasady funkcjonowania są podporządkowane bieżącym celom politycznym.

Przykładów takiego stanu rzeczy w naszym mieście można podać wiele. „Swoi” mogą występować na sesjach plenarnych niemal bez ograniczeń, innym wyłącza się mikrofon z byle powodu. Ze względu na pandemię od ponad roku sesje odbywają się w tzw. trybie zdalnym i chociaż już wszystko wraca do normy, nadal nic nie zapowiada, aby nowosądeckie sesje odbywały się na sali obrad. Zdalny tryb jest wygodny dla osób prowadzących obrady. Ten tryb umożliwia różnego rodzaju manipulacje choćby w sprawie wniosku o odwołanie wiceprzewodniczącego, który wciąż leży w zamrażarce u pani przewodniczącej.

Trudno nie zauważyć wielu działań podejmowanych na „łapu capu” i uchwał pisanych na kolanie, by zablokować inicjatywy prezydenckie (na przykład w kwestii zmian budżetowych). Tak. Prezydent Ludomir Handzel ma trudną sytuację nie posiadając większości w Radzie Miasta. Pomimo tego rządzi na miarę możliwości i szybko się uczy życia samorządowego, które ma swój specyficzny rytm. Jego spotkania online z mieszkańcami, remontowane ulice i powstające miejsca rekreacji i wypoczynku przemawiają na jego korzyść.

Pozornie wydaje się, że opisana sytuacja nie może nastrajać optymistycznie, a jednak… (…)

Cały tekst Leszka Zegzdy przeczytasz w specjalnym wydaniu „Dobrego Tygodnika Sądeckiego”

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.