W piątek, 12 lipca, pasażerowie z Sądecczyzny, którzy lecieli z włoskiego Bari do Krakowa przeżyli koszmar. Planowany lot został najpierw opóźniony o dwie godziny, a następnie całkowicie anulowany, co doprowadziło do chaosu i desperacji wśród podróżujących, w tym wielu rodzin z dziećmi.
Wcześniej podobnie kuriozalna sytuacja zdarzyła się Zbigniewowi Preisnerowi, który opisał problem w mediach społecznościowych. Tym razem bardzo podobną historię opowiedziała redakcji dts24 rodzina z okolic Nowego Sącza.

Lot odwołany, brak jasnych informacji
– Po godzinach oczekiwania na lotnisku, już po północy, zostaliśmy poinformowani, że nasz lot do Krakowa został anulowany. Rodziny z małymi dziećmi, zmęczone i głodne, zostały zawrócone do punktu informacyjnego, aby uzyskać więcej informacji. Niestety, obsługa lotniska, mówiąca ledwo po angielsku, nie była w stanie udzielić klarownych odpowiedzi ani zaproponować sensownych rozwiązań – rozpoczęła rozmowę z naszą redakcją Dominika.
Przedstawiciele odpowiedzialnego za lot Ryanaira zaproponowali tylko kilku osobom loty innymi samolotami. Były to pojedyncze miejsca, zatem rodziny nie mogły skorzystać z tych propozycji, ponieważ nie były w stanie rozdzielić się na mniejsze grupy. Kolejne dostępne loty były zaplanowane dopiero na czwartek za tydzień, co było nie do przyjęcia dla większości pasażerów.
Turyści, którzy nie mogli wrócić do Polski, dostali propozycję zakwaterowania na jedną noc, a później usłyszeli, że muszą sobie radzić sami. Infolinia Ryanaira nie działała, co dodatkowo potęgowało frustrację i stres pasażerów. W rezultacie, podróżujący musieli szukać alternatywnych rozwiązań na własną rękę.
Trudne warunki na lotnisku
Rodziny, w tym małe dzieci, były zmuszone spać na ziemi na lotnisku. W środku nocy dochodziło do sytuacji, w których pasażerowie byli wypraszani z autobusów, ponieważ obsługa miała problemy z organizacją transportu. Kolejną noc spędzali na własny koszt, spotykając się, jak relacjonują, z kompletnym brakiem wsparcia ze strony przewoźnika.
Jedną z propozycji był lot przez Rzym i Grecję do Poznania. Dla wielu pasażerów takie rozwiązanie było jednak nie do zaakceptowania. Ostatecznie, niektórzy z nich zgodzili się na lot w niedzielę do Pragi w Czechach, z nadzieją, że stamtąd uda im się jakoś dostać do Polski. Ryanair nie zapewnił jednak żadnej dalszej pomocy ani transportu z Pragi, pozostawiając pasażerów samych sobie.
Walka o odszkodowanie
Chociaż pasażerowie mogą wnioskować o odszkodowanie, Ryanair nie gwarantuje jego wypłaty. Wielu pasażerów, w tym polskie rodziny, znalazło się w dramatycznej sytuacji, pozostawione bez pomocy i wsparcia na obcym lotnisku. Przedstawiciele Ryanaira nie skomentowali dotychczas sprawy. Wystosowaliśmy zatem oficjalne zapytanie. Od czytelniczki dowiedzieliśmy się, że odrzucone zostały wnioski o odszkodowania. Powód? To nie my odwołaliśmy lot. Firma zrzuciła winę na „opóźnienia kontroli ruchu lotniczego w przydziałach czasów startów i lądowań na lotnisku”.
Skontaktowaliśmy się z pracownikami lotniska w Balicach, które nie było wstanie potwierdzić rzeczywistego powodu odwołania lotu z Krakowa do Bari, który z powrotem miał zabrać pasażerów z włoskiego miasta do stolicy Małopolski. Rzeczniczka portu lotniczego w rozmowie z naszą redakcją wspomniała jedynie, że ,,12 lipca występowały zaburzenia w kontroli ruchu lotniczego w całej Europie, co mogło powodować brak realizacji zaplanowanego rozkładu lotów”.


























































































































































































































