Robot sam zdecyduje i skosi trawę

Na temat utrzymania ogrodu i nowinek technicznych rozmawiamy z ŁUKASZEM BELSKIM, właścicielem firmy BL System, która od osiemnastu lat dostarcza urządzenia do przygotowania drewna kominkowego, zagospodarowania lasu, prac komunalnych oraz całorocznej obsługi terenów zielonych.

wsb3


– Czy w ogrodnictwie można mówić o pewnego rodzaju modzie? Co roku pojawiają się nowe trendy czy od lat nic się nie zmienia?

– Trudno mi się wypowiadać, jeśli chodzi o ogrodnictwo w szerokim znaczeniu. Jestem człowiekiem, który zajmuje się tematem „ogarniania” ogrodów już istniejących, a więc sprzętem. Jednak rzeczywiście widać zmianę trendów. Co roku wchodzą różne nowości, które widać w roślinności, czy małej ogrodowej architekturze jak lampy, czy pergole. Wydaje mi się jednak, że jest to bardzo mocno związane z tym, na ile osoba, która podjęła decyzję o założeniu nowego ogrodu, zaufa swojemu projektantowi. Coraz częściej zdarza się również, że ludzie powierzają przygotowanie ogrodu komuś z zewnątrz, jednak nie do końca oddają mu inicjatywę. W wielu przypadkach też chcieliby mieć piękny ogród, który zrobiłby wrażenie na innych, ale nie zdają sobie sprawy, że założenie go to początek długiej drogi.

– Zadbany, piękny ogród wymaga sporego nakładu pracy i środków finansowych. Jednak dawniej większość rzeczy trzeba było wykonywać ręcznie, a teraz mamy sporo urządzeń, które tę pracę ułatwiają.

– Najtrudniejszym elementem w utrzymaniu ogrodu jest coś, co teoretycznie jest najprostsze, ale wymaga pielęgnacji cotygodniowej, albo jeszcze częstszej, czyli trawnik. W przypadku roślin, wyrywania chwastów, przycinania krzewów, czyli rzadszych zabiegów, warto skorzystać z pomocy ogrodnika. Natomiast na ogół klientowi pozostaje tak zwana strefa trawy, która zaczyna być coraz większym problemem. Dawniej skoszoną trawę można było wywieźć na wieś, rzucić kurom, kaczkom czy do tak zwanej paryi, gdzie ulegała biodegradacji. W tej chwili nie ma na takie działania społecznej zgody. W przypadku klientów indywidualnych odpady są jeszcze odbierane, ale już na przykład większe firmy muszą w kompostowni sądeckiej płacić ogromne pieniądze. Dlatego cała Europa przesuwa się w kierunku mulczowania, rozdrabniania trawy i pozostawiania jej na miejscu. Jest to najtańsza i najszybsza forma. U nas do tej pory ludzie korzystali z kosiarek. Dzisiaj każdy, kto używał kosiarki pchanej, za którą trzeba było chodzić, marzy, aby mieć urządzenie, które ma dwa razy większą szerokość koszenia, duży kosz, można na nim jeździć,
a czas pracy ograniczyć z całego dnia do dwóch, trzech godzin. To oczywiście nie jest też jedyne możliwe rozwiązanie. Przy naszym zagonionym społeczeństwie i braku czasu coraz częściej klienci sięgają do jeszcze szybszych maszyn mulczujących, albo wręcz w pełni zautomatyzowanych robotów.

– Jak działają takie urządzenia?

– Jeżdżą one zupełnie autonomiczne, na bazie uprzednio przygotowanej instalacji w formie kabla dookoła działki. Same się ładują, a wyższe modele nawet samodzielnie podejmują decyzję, kiedy wyjechać i skosić trawę, gdyż mają czujniki jej wzrostu. Raz na jakiś czas wystarczy tylko omieść urządzenie i dwa lub trzy razy w sezonie wymienić noże, co może zrobić sam klient lub nasz serwis. Urządzenie pracuje od wiosny do jesieni. Później klient przywozi je do nas, a my maszynę serwisujemy, czyścimy i wgrywamy nowe oprogramowanie jak do smartfona. Mamy też tak zwaną usługę hotelową, czyli przetrzymywanie urządzenia do wiosny, kiedy to klient zabiera maszynę, wkłada do specjalnej bazy, naciska „start” i znów może cieszyć się przez cały sezon pięknym trawnikiem.

– Czy autonomiczne maszyny są bezpieczne? Co z dziećmi czy zwierzętami, które mogą podbiec do urządzenia?

– Są całkowicie bezpieczne. Reagują przez czujniki lub przez dotyk na przeszkody, nieważne czy to będzie człowiek czy kamień. Jeśli coś stawia jakikolwiek opór, to maszyna dojeżdża i delikatnie muskając przeszkodę, odbija się i oddala. Natomiast uniesiona przez dziecko czy zwierzę natychmiast wyłącza noże. Na życzenie klienta może również uruchamiać się alarm, który informuje o uniesieniu urządzenia.

– Na Sądecczyźnie widać zapotrzebowanie na takie maszyny, czy też ich koszt na razie przerasta nasze domowe budżety?

– Nie, koszty nie przerastają, natomiast klient na Sądecczyźnie jest bardzo praktyczny i brak zastosowania jakiegoś urządzenia wiąże się z niewiedzą, bądź niestety przekonaniem, że sprzęt nie podoła. Wiele osób po prostu boi się sprzętu robotycznego, myśląc, że ma za dużą działkę, czy zbyt pochyły teren. Jednak mimo wszystko sądeccy klienci szukają nowoczesnych rozwiązań, a możliwości jest z każdą chwilą coraz więcej.

Fot. Z arch. Ł. Belskiego

Polecamy specjalne wydanie „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” (kliknij i pobierz):

 

FORDELEKT
ZESZYTYBOBO
Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

[mailpoet_form id="1"]