Kossakowski o Romach z Maszkowic: są dumni i niezależni. Nie są aniołami, ale nigdy na anioły nie pozowali

Przemysław Kossakowski – dziennikarz, dokumentalista i podróżnik, a prywatnie – mąż Martyny Wojciechowskiej,  pochwalił się w mediach społecznościowych życzliwą znajomością z Romami z Maszkowic. Kilka lat temu przekonał mieszkańców osiedla romskiego w gminie Łącko, aby pozwolili mu, choć na krótko, zamieszkać z nimi i zrealizować w ich osadzie jeden z odcinków programu „Inicjacja”. W ten weekend odwiedził ich ponownie.

Zbieraliśmy wspólnie złom. Pamiętam zuchwałą eskapadę, niemal na rogatki Zakopanego, z której przywieźliśmy kilka porządnych arkuszy blachy, trochę drobnicy, pralkę i piękny dywan. Dywanem zapunktowaliśmy u kobiet, pralka została naprawiona przed kolacją. Osada Romów w Maszkowicach to oddzielny, rządzący się własnymi prawami świat, który połączony jest z resztą rzeczywistości małym, betonowym mostkiem. Jeśli chcesz przez niego przejść, musisz mieć na to zgodę. Jeżeli robisz to bez pozwolenia, robisz to na własne ryzyko. Mieszkańcy osady nie są aniołami, ale też nigdy na anioły nie pozowali. Są dumni, niezależni, a o ich porywczości krążą legendy. Dlatego prosty fakt, że przez mostek łączący światy mogę przyjść o każdej porze dnia i nocy, a po drugiej stronie spotkam się z życzliwością i szacunkiem, traktuję w kategoriach przywileju. Do zobaczenia następnym razem” – napisał.

Wpis ilustruje fotografia w towarzystwie kompanów z czasów powstawania maszkowickiego odcinka „Inicjacji”.

W 2015 tak pisał o powodach, dla których zdecydował się poznać bliżej Romów z gminy Łącko:

Dopóki nie zagłębimy się w to nieznane, nie mamy pewności czy plotki i stereotypy nie są przypadkiem prawdą. A plotki o Maszkowicach były dość ponure. Osady romskie z natury mają hermetyczny charakter i Gadzie, Gadzie czyli nie-Romowie obchodzą je raczej szerokim łukiem. Łuk po którym Gadzie obchodzą Maszkowice ma szerszą średnicę niż łuki obchodzące inne osady.

Prowizorycznie sklecone domostwa, które w pozornej tymczasowości stoją tu od kilkudziesięciu lat. Nierówna, zapylona droga, która rozgałęzia się i meandruje po całym osiedlu w nonszalanckim chaosie. Pod domami siedzą grupy kobiet ( jeżeli akurat nie piorą dywanów na moście ) i mężczyzn, w zgodnym z patriarchalną tradycją rozdziale. Jeżeli przekroczysz mostek znajdziesz się w innym świecie. Rozmowy pod domami milkną. Kobiety i mężczyźni patrzą na Ciebie, znieruchomiali w niemym pytaniu: czego chcesz? To Maszkowice. Przecież wiesz co mówią o tym miejscu? Znasz te wszystkie historie, prawda?

 (…) Przeszedłem przez mostek. Zadałem pytanie. Odszukałem starszych; (zabawne, niektórzy z nich byli młodsi ode mnie). Starałem się ich przekonać. Robiłem co mogłem. Nie kłamałem. Mówiłem prawdę, a mimo to czułem, że nie jestem przekonujący. Czułem się jak intruz i oni chyba to czuli. Ale zgodzili się. Do dzisiaj nie wiem dlaczego. Może ich rozbawiłem? Może po prostu mi uwierzyli? A może powód był zupełnie inny. Tak, czy inaczej, pozwolili mi zostać. Oczywiście pod pewnymi warunkami.

Spędziłem w Maszkowicach dwa dni. To nie jest tak, że zamierzam teraz wszystkich przekonywać że mieszkają tam anioły. To nie jest prawda, ja to wiem, oni to wiedzą. Ale teraz mogę powiedzieć, że już wiem jak strach leżący w fundamencie każdej plotki wykrzywia obraz świata”.

Odcinek „Inicjacji” zrealizowany w romskiej osadzie można obejrzeć TUTAJ.

Przemysław Kossakowski z wielu pieców jadł chleb. Był nauczycielem, drwalem,  mechanikiem samochodowym, pracował też w holenderskiej chlewni, zbierał ziemniaki we Francji. W 2012 został zatrudniony jako dokumentalista w stacji TTV.

ilustracja : TTV

Czytaj też:

 

Przemysław Kossakowski – dziennikarz, dokumentalista i podróżnik, a prywatnie – mąż Martyny Wojciechowskiej,  pochwalił się w mediach społecznościowych życzliwą znajomością z Romami z Maszkowic. Kilka lat temu przekonał mieszkańców osiedla romskiego w gminie Łącko, aby pozwolili mu, choć na krótko, zamieszkać z nimi i zrealizować w ich osadzie jeden z odcinków programu „Inicjacja”. W ten weekend odwiedził ich ponownie.

Zbieraliśmy wspólnie złom. Pamiętam zuchwałą eskapadę, niemal na rogatki Zakopanego, z której przywieźliśmy kilka porządnych arkuszy blachy, trochę drobnicy, pralkę i piękny dywan. Dywanem zapunktowaliśmy u kobiet, pralka została naprawiona przed kolacją. Osada Romów w Maszkowicach to oddzielny, rządzący się własnymi prawami świat, który połączony jest z resztą rzeczywistości małym, betonowym mostkiem. Jeśli chcesz przez niego przejść, musisz mieć na to zgodę. Jeżeli robisz to bez pozwolenia, robisz to na własne ryzyko. Mieszkańcy osady nie są aniołami, ale też nigdy na anioły nie pozowali. Są dumni, niezależni, a o ich porywczości krążą legendy. Dlatego prosty fakt, że przez mostek łączący światy mogę przyjść o każdej porze dnia i nocy, a po drugiej stronie spotkam się z życzliwością i szacunkiem, traktuję w kategoriach przywileju. Do zobaczenia następnym razem” – napisał.

Wpis ilustruje fotografia w towarzystwie kompanów z czasów powstawania maszkowickiego odcinka „Inicjacji”.

W 2015 tak pisał o powodach, dla których zdecydował się poznać bliżej Romów z gminy Łącko:

Dopóki nie zagłębimy się w to nieznane, nie mamy pewności czy plotki i stereotypy nie są przypadkiem prawdą. A plotki o Maszkowicach były dość ponure. Osady romskie z natury mają hermetyczny charakter i Gadzie, Gadzie czyli nie-Romowie obchodzą je raczej szerokim łukiem. Łuk po którym Gadzie obchodzą Maszkowice ma szerszą średnicę niż łuki obchodzące inne osady.

Prowizorycznie sklecone domostwa, które w pozornej tymczasowości stoją tu od kilkudziesięciu lat. Nierówna, zapylona droga, która rozgałęzia się i meandruje po całym osiedlu w nonszalanckim chaosie. Pod domami siedzą grupy kobiet ( jeżeli akurat nie piorą dywanów na moście ) i mężczyzn, w zgodnym z patriarchalną tradycją rozdziale. Jeżeli przekroczysz mostek znajdziesz się w innym świecie. Rozmowy pod domami milkną. Kobiety i mężczyźni patrzą na Ciebie, znieruchomiali w niemym pytaniu: czego chcesz? To Maszkowice. Przecież wiesz co mówią o tym miejscu? Znasz te wszystkie historie, prawda?

 (…) Przeszedłem przez mostek. Zadałem pytanie. Odszukałem starszych; (zabawne, niektórzy z nich byli młodsi ode mnie). Starałem się ich przekonać. Robiłem co mogłem. Nie kłamałem. Mówiłem prawdę, a mimo to czułem, że nie jestem przekonujący. Czułem się jak intruz i oni chyba to czuli. Ale zgodzili się. Do dzisiaj nie wiem dlaczego. Może ich rozbawiłem? Może po prostu mi uwierzyli? A może powód był zupełnie inny. Tak, czy inaczej, pozwolili mi zostać. Oczywiście pod pewnymi warunkami.

Spędziłem w Maszkowicach dwa dni. To nie jest tak, że zamierzam teraz wszystkich przekonywać że mieszkają tam anioły. To nie jest prawda, ja to wiem, oni to wiedzą. Ale teraz mogę powiedzieć, że już wiem jak strach leżący w fundamencie każdej plotki wykrzywia obraz świata”.

Odcinek „Inicjacji” zrealizowany w romskiej osadzie można obejrzeć TUTAJ.

Przemysław Kossakowski z wielu pieców jadł chleb. Był nauczycielem, drwalem,  mechanikiem samochodowym, pracował też w holenderskiej chlewni, zbierał ziemniaki we Francji. W 2012 został zatrudniony jako dokumentalista w stacji TTV.

ilustracja : TTV

Czytaj też:

 

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.