Przedwyborcze olśnienie

Można zacząć wierszem Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, jak to „jechał premier drogą, śle dworzanina” i „zapisał coś w notesie i jechać kazał”… No więc jechał prezes drogą z Brzeska do Nowego Sącza i słusznie zauważył, że trudno do matecznika dojechać. Prawdziwe olśnienie naszło zatem prezesa, byłego premiera Kaczyńskiego.

Wcześniej takiego olśnienia doznał minister od infrastruktury Andrzej Adamczyk w Gnojniku. Publicznie, w publicznej telewizji, 29 września oznajmił, że jest kasa na tzw. „Sądeczankę”, i to grubo ponad 1,4 mld złotych, z terminem ukończenia inwestycji w 2023 r. Oczywistym warunkiem jest wygrana jego partii w wyborach samorządowych. No cóż można powiedzieć kłamliwym językiem polityki, że to taka niezobowiązująca retoryka wyborcza.

GoldenEgo

Pytają mnie znajomi, także nieznajomi, na kogo będę głosował. Ja wiem na kogo, ale nie obnoszę się z tym publicznie, by się nie narazić na zarzut, jakobym miał prowadzić agitację na kilka dni przed ciszą wyborczą. Zatem odpowiem krótko – wiem, ale nie powiem! Bo nie potrzebuję żadnych olśnień, by wyrobić sobie własną opinię o kandydatkach i kandydatach na urząd prezydenta Nowego Sącza.

Nie jestem też zwolennikiem opowieści, choćby w stylu ministra od wód słonych i wód słodkich Marka Gróbarczyka, który w ubiegłą niedzielę stojąc na wałach Kamienicy orzekł, że rzeka będzie uregulowana, jeśli oczywiście spełniony będzie podstawowy warunek. Czyli? Czytaj wyżej olśnienie ministra Adamczyka.

Szanowni olśnieni przed wyborami jakby zapomnieli, że Sądecczyzna ma aż ośmiu posłów z PiS. Wydawałoby się, że stanowią mocną grupę lobbystów i wiedzą, co doskwiera mieszkańcom tego terenu. Czyżby nie mieli przez te ostatnie trzy lata odwagi, by podyskutować o tych bolączkach z ministrami? Ba, z ministrami, którzy się przyznają do swoich rodzinnych stron więzami? Coś mi tutaj nie gra, tak samo, jak nie podoba mi się wspomniana retoryka wyborcza.

Mój Boże! A kto rządził 12 lat w stołecznym królewskim grodzie, jak nie partia prezesa, który jechał drogą. Przecież 4 lata temu dał osobiście mocne wsparcie kandydatowi PiS na prezydenta Ryszardowi Nowakowi. Przecież wtedy też jechał drogą, czy też patrzył z góry z okien helikoptera na ścielącą się mu pod stopami wierną Sądecczyznę. Ponoć honorną, bogatą i odważną - matecznikiem zwaną.

Nie, nie, bracie i siostro w wierze, 22 października bez względu na wynik wyborczy nikt nie obudzi się w innej, rajskiej rzeczywistości. To się tak nigdy nie dzieje, a żyć we wspólnym mieście będziemy nadal. Bo wynik wyborczy to nie jest czarodziejska różdżka, która od razu zmieni nasz los.

Ale głosować bezwzględnie trzeba. Nie tylko - należy! To jest święty obowiązek. A należy prosić Boga, by tzw. polityka i podziały w społeczeństwie z nią związane nie rzutowały na działalność przyszłych władz samorządowych. Bo samorząd tworzymy my wszyscy a nie pseudo politycy, którzy co nieco łyknęli wiedzy w Warszawie i chcą nam niczym białym murzynom narzucać swoją wolę! Samorząd to są działania na rzecz swoich lokalnych społeczności na osiedlu, w dzielnicy, w końcu w całym mieście. Taką działalność społecznikowską trzeba cenić i nagradzać w wyborach samorządowych. Nie zaś spadochroniarstwo.

Przeżyliśmy to kiedyś w skali kraju, kiedy pojawił się Stan Tymański jako kandydat na prezydenta RP. Teraz z kolei przeżywamy te wybory przy tak ogromnym podziale społeczeństwa, jakiego nie zaznaliśmy od dziesiątków lat. Na wybory idziemy zaś, by postawić na ludzi z pewnym dorobkiem, znanych i mniej znanych, ale takich, którzy nie namawiają nas na przeżywanie kolejnych olśnień przedwyborczych wartych czasami funta kłaków.

Pobierz bezpłatnie "Dobry Tygodnik Sądecki":

Wypowiedz się w tej sprawie