Kto ma most, ten ma władzę. Kto ma most, ten kontroluje sytuację. Dla niektórych kontrolowanie mostu jest może nawet strategicznie ważniejsze, niż kontrola nad telewizyjnym pilotem. Kiedyś kontrolowaniem mostu na Dunajcu zajmowała się wyspecjalizowana komórka w pobliskim zamku w osobie rycerza mającego oko na to, co się na moście dzieje. Dzisiaj w tym newralgicznym rejonie ostał się już tylko rycerzyk, ale jak wiadomo, ten akurat ma na wszystko wylane. Most był od zawsze inwestycją strategiczną, by nie powiedzieć, że inżynierowie od mostów, byli również inżynierami ludzkich dusz i zarządcami zbiorowej wyobraźni.

Już Kazimierz Jagiellończyk 566 lat temu dobrze wiedział, że wykładając na budowę przeprawy fundusze z królewskiego, skarbca zyska miłość i wdzięczność poddanych, którym most ułatwi życie. Pół tysiąca lat minęło i nic się pod tym względem w ludzkiej mentalności nie zmieniło – kto wybuduje most, ten może liczyć na miłość i uznanie. Ba, teraz mamy dużo lepiej, bo w dawnych czasach za przejazd mostem trzeba było wybulić opłatę. A dzisiaj luzik – wszystko za darmo, a najbliższe myto w Balicach na A4.

Kto ma most, ten kontroluje sytuację, choć nie brakuje przykładów, że niektórym tylko się tak wydaje. Dla przykładu Niemcom wydawało się, że jak wysadzą most, to nadal będą wszystko kontrolowali. Dlatego 18 stycznia 1945 r. wysadzili most na Dunajcu, choć jak pewnie wiadomo, niewiele im to pomogło. Niemcy za zniszczenie mostu do dzisiaj nam nie zapłacili. Szczególnie może to frustrować kierowców, którzy choćby trochę uszkodzą barierki - oni (w przeciwieństwie do Niemców) za zniszczenia muszą zapłacić mandat.

Co ciekawe ówczesne władze potrzebowały dwóch lat, żeby sklecić byle jaką przeprawę. Widać władza ludowa nie czuła, że lud potrzebuje mostu. Może ludzie odpowiadający za PR tamtej władzy nie czytali komentarzy na FB i innych forach dyskusyjnych, więc nie wyczuwali społecznych nastrojów z brakiem mostu związanych. Dlatego, aby lud mógł dostać się do Nowego Sącza, potrzebny był na Dunajcu gruby lód, po którym lud kroczył pewnie, bo zimy były mroźne. Teraz zimy byle jakie, więc trzeba było uruchomić szynobus.

Kto ma most, ten ma władzę. Kto pierwszy most otworzy, ten panuje nad przeprawą. Co za emocje! Prawie jak w półfinałach Ligi Mistrzów. Za chwilę jednak podręczniki sądeckiej historii pominą całkowitym milczeniem, kto most zaczął budować, a kto kończył. Kto ile razy jeździł do Warszawy po fundusze do królewskiego skarbca, a kto chciał most wysadzić, żeby odciąć przeciwnikowi drogę odwrotu.

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie