Rozmowa z Ludomirem Handzlem – prezydentem Nowego Sącza

- Sto dni w życiu człowieka to jest dużo?

- Wydaje mi się, że jednak dużo. Czas biegnie, lata mijają...

- Miał Pan w swoim życiu już takie momenty, kiedy studniowe okresy odliczał?

- Tak. Każda firma, do której się wchodzi, którą się optymalizuje, to jednak jest wyzwanie. Miasto to oczywiście olbrzymi organizm i gospodarczy, i społeczny, porównywałbym to do wejścia w życie takiego organizmu.

- Wszyscy czekają tak na te sto dni i mówią: To sprawdzamy. Ale Pan wie, że po stu dniach ani w firmie, ani w urzędzie nie da się powiedzieć: dokonałem już rzeczy wielkich.

- Ważne jest to, żeby powiedzieć: Nie straciliśmy tych stu dni. I tym razem mogę tak powiedzieć. Naprawdę dużo wykonanej pracy, dużo zainicjowanych tematów, które mogę tutaj oczywiście przytaczać poszczególnymi zakresami. Jestem zwolennikiem konkretów. Jak wiecie, zaczęliśmy walkę ze smogiem. Oczywiście najpierw badania, sprawdzanie stanu powietrza w Nowym Sączu, a jest bardzo źle. Ale żeby jakiś konkret się pojawił w kwestii działań w tym zakresie: jest już w Nowym Sączu ekologiczne paliwo stałe - błękitny węgiel. Tutaj muszę podziękować panu ministrowi Piotrowi Naimskiemu za wsparcie tego projektu.

- Powiedział Pan: Te sto dni nie zostało zmarnowane... A poseł Arkadiusz Mularczyk powiedział tak: Te sto dni, to czas zmarnowany dla miasta.

- Z jego perspektywy być może tak, natomiast trzeba po prostu pogodzić się z porażką, a wręcz nawet z klęską. Trzeba popatrzeć na to bez emocji. Kurz po kampanii opadł, wiele osób, które ze mną rywalizowały, jak np. pan Leszek Zegzda czy pani Małgorzata Belska, dzisiaj współpracuje, buduje Nowy Sącz od nowa. Staramy się, żeby było tak jak chcą mieszkańcy. Następny przykład działań to zainicjowana budowa parkingu pod Panoramą. Mało jest miejsc parkingowych w Nowym Sączu. Chciałbym, żeby powstał parking pod Panoramą w tym roku. Wzmacniamy sprawę związaną z mostem. Wiemy, że to jest duży problem dla Sądeczan. Armagedon został zafundowany: przesunięcie terminu, źle skonstruowana umowa, ale robimy wszystko, aby w maju ten most został otwarty. Sam wizytuję budowę, codziennie kontroluję budowę mostu.

- Nasi Czytelnicy chcieliby poznać magiczną datę otwarcia mostu.

- 15 maja. To jest realna data. Przy okazji do tego zadania jeszcze włączyłem dwa tematy, to znaczy uważam, że problem trzeba rozwiązywać kompleksowo. Trudno oddać most, a potem się zastanawiać nad tym, że Bulwary Obrońców Narwiku oraz ul. Krakowska, są w złym stanie. Stąd 700 tys. zł przeznaczone na Bulwary Obrońców Narwiku, a także 2 mln zł na kilometr drogi ul. Krakowskiej.

- Te inwestycje przed oddaniem mostu zostaną przekazane? To bardzo mało czasu.

- Tak zostały wprowadzone do budżetu i chcemy, aby tak się stało. Tym bardziej, że będzie się pojawiała za chwilę nowa inwestycja, czyli remont na ul. Zielonej, a w związku z tym będą tam oczywiście czasowe utrudnienia. Chcemy, żeby do zimy ta inwestycja została skończona.

- Kiedy się rozpocznie?

- Właśnie w maju. Dlatego chcemy, żeby te dwie inwestycje się minęły.

- Będzie problem z tej strony miasta, tak?

- Tak, czasowo będą problemy, później ma to drastycznie poprawić sytuację w tamtym terenie. Na szczęście dopinamy także tematy, które leżały na stole, których nie dało się zrobić: remont kładki na ul. Nawojowskiej - pół miliona złotych. Trwają prace nad nowym rondem u zbiegu ulic: Jagiellońskiej, Grodzkiej i Kunegundy. Inwestycja w przygotowaniu.

- Kiedy to jest w planie, w sensie robót drogowych?

- Być może uda się to w tym roku, jeśli nie, to w przyszłym na pewno chcielibyśmy. I to co nas boli to estetyka miasta. Pracujemy też nad tym, żeby dokończyć dokumentację na ul. Wąskiej. Chcemy, aby była wyremontowana elewacja, poprawiony stan nawierzchni. Chciałbym, żeby tam pojawiła się kamera albo dwie, które będą monitorowały bezpieczeństwo.

- Tam było kiedyś 20 kamer, kiedy szedł Pan w towarzystwie swoich najbliższych współpracowników w pierwszym dniu po wygranych wyborach. Taki sentyment do tego miejsca...?

- Podobnie Pasaż Wokulskiego przy ul. Jagiellońskiej. Tutaj już rozmawiam z prywatnym inwestorem, który zobowiązał się, że doprowadzi to miejsce do stanu takiego, żebyśmy się nie musieli go wstydzić. Oczywiście po stronie naszej są kosze na śmieci, ławeczki, zabezpieczenie terenu.

- Zróbmy taką szybką sondę. Kto jeszcze pamięta, co to jest Pasaż Wokulskiego w Nowym Sączu i gdzie on się znajduje?

- Dobre pytanie, ale myślę, że jak każdy popatrzy na ul. Jagiellońską naprzeciwko „Imperialu”, to będzie znał to podcienie prowadzące do Maślanego Rynku. Niestety tam ani ładnie nie pachnie, ani ładnie nie wygląda. Chcę, żeby to się zmieniło. Rozpoczęliśmy także budowę ścieżki pieszo-rowerowej wzdłuż Kamienicy. To jest właśnie otwarcie się na rzekę, wysprzątanie tamtego terenu, początek budowy bulwarów tak, żebyśmy my jako Sądeczanie mogli normalnie spacerować i korzystać z tego miejsca.

- Może jeszcze tego lata będziemy tam biegać?

- Tak, zdecydowanie bym tak chciał. Tak samo jak chciałbym również oddania schroniska dla zwierząt, którego budowę rozpoczęliśmy. Zostały już wykonane fundamenty, wkrótce przekażę więcej informacji na ten temat.

- Lokalizacja?

- Tłoki nad Dunajcem. I oczywiście pracujemy też nad realizacją otwartych miejsc aktywności, czyli takich placów zabaw, które chcemy lokalizować w wielu miejscach Nowego Sącza. Tutaj jest przykładowo nasza propozycja dla ul. Żywieckiej, także na ul. Tłoki i na ul.1 Brygady. Dużo rozpoczętych tematów, wiadomo, że tego jeszcze fizycznie nie widać, ale chciałem podkreślić, że mam poczucie, że te sto dni to czas naprawdę ciężkiej pracy.

- Sto obrazków Pan ma?

- Nie, ale chcę jeszcze pokazać, że trwają prace nad Dziennym Domem Seniora...

- To jest na sądeckich Plantach znane miejsce.

- Tak. 60 miejsc dla Sądeczan. To będzie taka usługa wytchnieniowa dla opiekunów. Zdecydowaliśmy się też pociągnąć temat rozbudowy wodnego placu zabaw MOSIR. I oczywiście zrobimy wszystko, aby w przyszłym roku funkcjonował otwarty basen dla sądeczan. To z takich rzeczy infrastrukturalnych. Natomiast wydaje mi się, że też trzeba podkreślić, że te sto dni to bardzo dużo rozmów ze sądeczanami, z których się bardzo cieszę. Komunikuję się i spotykam, przez internet i bezpośrednio. To bardzo pozytywne.

- Powiedział Pan na początku swojego urzędowania: „Mamy deficyt budżetowy”. A ja tutaj naliczyłem jakieś 30-35 mln zł do wydania.

- To na szczęście problem pani skarbnik, żartując oczywiście. Natomiast musimy być aktywni w pozyskiwaniu środków.

- Ale Pan znalazł worek pieniędzy?

- Nie, natomiast będziemy oszczędzać, zarządzać dobrze tym, co mamy. Przykładem tej aktywności jest wniosek złożony 28 grudnia ubiegłego roku, czyli dosłownie dwa dni przed sylwestrem. W tym tygodniu dostaliśmy informację, że otrzymamy finansowanie na dwa nowe sądeckie żłobki. Bardzo dobra informacja: 188 dodatkowych miejsc w żłobkach. Realizujemy zapowiedzi, dbamy o tych starszych, dbamy o tych najmłodszych.

- Pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi Panu do głowy, związane z tymi stu dniami spędzonymi w ratuszu?

- Praca. Praca, po prostu zwykła, normalna praca. Trzeba troszeczkę więcej czasu poświęcać, niż te 10-12 godzin, ale energię dają mi sądeczanie. Naprawdę jestem zadowolony z tych stu dni.

- Więcej niż 12, czyli ile?

- Bywało ostatnio, że z Piotrem Lachowiczem rozmawiamy nawet do 22, czy pracujemy, czy spotykamy się z ludźmi.

- Na ile starczy Panu energii w tym tempie?

- Mam nadzieję, że co najmniej na pięć lat.

- Największe zdziwienie, największe rozczarowanie, największa niespodzianka na urzędzie przez sto dni?

- Najmilsze to chyba to, że pada dużo słów wsparcia, dużo pomysłów. Muszę tutaj powiedzieć, że merytoryczni pracownicy, urzędnicy w ratuszu, to też jest dla mnie duża siła, duża podpora. Naprawdę jest liczba grupa, z którą można rozmawiać. Zresztą wiele tych zmian kadrowych, to także awanse wewnętrzne, które zapowiadałem: dyrektor Wydziału Architektury to osoba, która przecież przez lata pracowała, dyrektor Urzędu Pracy to też osoba, która wiele lat tam przepracowała. Czyli to pokazuje, że można sięgnąć po kadry kompetentne, merytoryczne, nie zawsze polityczne. I do tego trzeba zmierzać.

- A wszyscy mówili na początku: zaczął Pan od dymisji dyrektorów, prezesów spółek. Dużo tych dymisji było.

- Około 2 proc. pracowników dosięgły zmiany.

- 2 proc. pracowników, ale 99 proc. kadry kierowniczej, dyrektorskiej...

- Duża część kadry została wymieniona, ale przytłaczająca część sądeczan zagłosowała za zmianą. Te zmiany są i będą.

- Te sprawy w Sądzie Pracy założone przez dyrektorów, prezesów... Nie martwi to Pana?

- Nie, to normalne postępowanie. Każdy ma prawo do tego, żeby się do sądu odwołać. Tak samo jest przy działalności gospodarczej, firmach, to samo się dzieje w sprawach urzędowych. Niektórzy uważają, że to miasto jest ich – urzędników. Natomiast ja uważam, że miasto jest mieszkańców Nowego Sącza. Mam świadomość, że jestem w najbardziej optymistycznym wariancie prezydentem przedostatnią kadencję. I każdemu, kto przychodzi do pracy, czy ze mną współpracuje mówię: Pamiętajcie o tym, że stąd odejdziecie. Musicie pozostawić po sobie efekty swojej pracy.

- Sobie też Pan czasami przypomina: pamiętaj kiedyś stąd odejdziesz!

- Dokładnie tak jest. Mam świadomość, że ktoś po mnie przyjdzie i będzie oceniał to co robiłem.

- I co chciałby Pan usłyszeć od następcy albo od mieszkańców po skończonych pięciu czy dziesięciu latach pracy w ratuszu?

- Widzę zmiany. Widziałem, że człowiek przepracował cały ten czas. Nie stracił tych godzin, tych dni, lat.

- Szkoły do likwidacji... Żałuje Pan np. zbyt pochopnego ogłoszenia likwidacji Jedynki, potem wszczęcia procedury konsultacyjnej? To był falstart?

- Weszliśmy do ratusza de facto w grudniu. To był krótki czas, bo do końca stycznia trzeba było podjąć decyzję na temat sieci szkół. W biznesie jest troszkę inaczej - podejmuje się szybciej te decyzje, tu trzeba było najpierw porozmawiać z nauczycielami i z rodzicami, wytłumaczyć. Natomiast, dlatego wycofałem się z tej decyzji, ponieważ nie pozwolę, żeby sądeckimi dziećmi grano politycznie, a tak się to po prostu odbyło. Oszukano przy okazji nauczycieli. Szkoła Podstawowa nr 1 nie powinna powstać dwa lata temu, bo nie ma na nią zapotrzebowania. Czternaście sal i może będzie 70 uczniów w przyszłym roku szkolnym. To naprawdę jest marnotrawstwo naszych wspólnych pieniędzy. Te dzieci mogłyby spokojnie uczyć się w SP nr 2, a dzieci z I Liceum mogłyby otrzymać 14 sal do dyspozycji i nie uczyć się do 21., a na to się niestety zanosi. Dopłacamy do każdego dziecka w SP nr 1 ponad 10 tysięcy do subwencji, kiedy średnio dopłacamy 1700 w pozostałych szkołach. Po prostu nie można trwonić środków. Lepiej te pieniądze zostawić oczywiście w oświacie, ale przeznaczyć na coś bardziej sensownego.

- Opozycja mówi, że często zbyt biznesowo Pan podchodzi do takich tematów, jak edukacja. Że na likwidację SP nr 1 nie można patrzeć czysto biznesowo. Tu ważne są również tradycja, bo to bardzo sądecka szkoła. Co Pan odpowiada wtedy?

- Pytanie, kto za to ma zapłacić? Bo płacą za to wszystkie sądeckie dzieci, a ja muszę patrzeć na wszystkie dzieci, nie tylko na pięćdziesięciu dziewięciu uczniów w czternastu salach. Niestety nie mogą mieć gorzej dzieci w „osiemnastce” czy „siódemce” w stosunku do dzieci z SP nr 1. Dlaczego tak miałoby być? Dlaczego tam mają być nakłady sześciokrotnie większe na garstkę? Tworzenie elitarnej szkoły państwowej z publicznych środków? Nie tędy droga. Jeżeli ktoś by za to płacił, proszę bardzo.

- Pan na tę szkołę i na sądecką edukację pod kątem nowego roku szkolnego? We wrześniu będzie nowe rozdanie? Spodziewać się należy nowych rozwiązań?

- Tak. Nie zrobiono właściwie nic, aby się przygotować do tej zmiany, która nastąpi, czyli zderzenia dwóch roczników od 1 września - uczniów po ósmej klasie i gimnazjum. Rozmawiamy z kuratorium, szukamy optymalnych rozwiązań, tak żeby każde sądeckie dziecko znalazło miejsce w szkole ponadpodstawowej, bo jest to oczywiście problem lokalowy i organizacyjny. Trzeba się przymierzyć troszeczkę do przemodelowania systemu. Trzeba położyć nacisk na szkoły zawodowe, branżowe.

- One nie podlegają prezydentowi, tak?

- Ale możemy współpracować z przedsiębiorcami, którzy chcą bardzo chętnie pozyskiwać osoby, gwarantować nawet pracę po ukończeniu takiej szkoły. Szkolnictwo branżowe powinno się rozwijać.

- Ale jaka byłaby w tym rola miasta?

- Możemy tworzyć takie szkoły. Przecież mamy Centrum Kształcenia Praktycznego na ul. Zamenhoffa. Podpisaliśmy także porozumienie z rektorem PWSZ na temat współpracy. Takiego porozumienia nie było wcześniej. Teraz chcemy, aby ten ciąg edukacyjny od przedszkola do ukończenia studiów był pełny. Bardzo się cieszę, że będzie nacisk na mechatronikę, informatykę. Musimy zacząć edukować w kierunkach technicznych - tego wymaga rynek. Musimy jasno przekazywać sygnał do licealistów, że jeżeli wybierają jakiś kierunek studiów, to mają większe lub mniejsze szanse na rynku pracy. Jeżeli mamy badania, czy potrzebujemy fizjoterapeutów, czy nie potrzebujemy, to trzeba to zakomunikować. Oczywiście, jeżeli ktoś z zamiłowania pójdzie na pedagogikę, to musi dostać informację, że za 5 lat może mieć problem ze znalezieniem pracy.

- Edukacja to jest jeden z głównych tematów, które zdominowały u Pana te sto dni. Ale mam wrażenie, że losy Klubu Sportowego Sandecja to drugi główny temat. Czy kryzys Sandecji, wyniki audytu, to jest zażegnany kryzys w tej chwili?

- Może tylko zaleczony. Nowy Sącz utrzymuje de facto KS Sandecja i najlepszym rozwiązaniem będzie znalezienie inwestora dla klubu.

- Czy Panu się to podoba, że miasto utrzymuje klub? Jako prezydentowi, jako byłemu managerowi, jako kibicowi - bo tak chyba mogę powiedzieć?

- Tak jest, jestem kibicem Sandecji. Natomiast uważam, że powinien być w klubie inwestor prywatny. Miasto nie powinno aż tak się angażować na takim poziomie rozgrywek w finansowanie sportu de facto zawodowego. Jak najbardziej to jest nasza chluba. Natomiast prowadzenie samego klubu powinno być w rękach prywatnych. To powinna być grupa przedsiębiorców, zapaleńców, którzy widzą także swoje cele marketingowe, rynkowe, pozycjonowanie jakiegoś produktu - natomiast nie miasto.

- Miasto nie zostawi w tej chwili Sandecji, bo jeśli miasto nie będzie dopłacać do Sandecji to...

- Na ostatniej sesji przygotowałem propozycję, która została zaakceptowana - przekazanie 1 mln 200 tys. zł dla klubu. Wkrótce trafi tam następna transza środków finansowych, ale to jest wszystko kroplówka. Natomiast musi być docelowe rozwiązanie. I to docelowe rozwiązanie to jednak powinien być inwestor.

- Ale czyja to jest rola? Czy to jest rola prezydenta miasta, czy rola działaczy klubu Sandecji?

- To jest rola działaczy klubu i zarządu. Jestem otwarty, będę wspierał, gdziekolwiek tylko będę mógł, to będę takie kroki podejmował, natomiast oczywiście tutaj główna rola jest zarządu spółki, żeby znaleźć inwestora dla tego podmiotu.

- Pan wie, że to nie będzie łatwe, bo tłumu chętnych, żeby inwestować czy wyłożyć pieniądze na Sandecję, nie widać.

- Tłum chętnych był w innym momencie - kiedy awansowaliśmy do Ekstraklasy. Wtedy rzeczywiście trzeba było to przekazać jako taki cukierek w ręce prywatne, w ręce inwestorów. Wiem, że tacy się zgłaszali, ale wtedy nie było takich decyzji.

- Nowy stadion dla Sandecji przy ul. Kilińskiego to był jeden z ważnych tematów.

- Stadion miejski - bym nawet powiedział, bo to jest przestrzeń publiczna i powinna zostać w rękach Nowego Sącza. Może być wykorzystywany również dla Dunajca, również dla innych rozgrywek, innych imprez masowych. Projekt nie jest może ładny zewnętrznie, ale do funkcjonalności mam dużo zastrzeżeń, bo powinien być bardziej omnipotencjalny, powinien dawać więcej możliwości, ale jest jak jest. Mam nadzieję, że zostanie ukończony w czerwcu, później kwestia pozwolenia na budowę i oczywiście pozyskanie środków. Już wiemy, że jednak jest możliwe pozyskanie środków z budżetu centralnego i cieszę się, że wszyscy radni wystąpili o takie środki.

- Te podpisy zbierane w Nowym Sączu, pewnie głównie wśród kibiców, to jednak dało jakiś efekt? Słyszeliśmy głosy, że na szczeblu rządowym nie dofinansowuje się takich inwestycji jak stadion.

- Właśnie to była nieprawdziwa informacja. Takie inwestycje się dofinansowuje.

- Bo w Częstochowie dofinansowano głównego rywala Sandecji?

- To znaczy, że da się, tak?

- Ale Pan ma już wiadomości, że da się?

- Tak. Jeżeli takie inwestycje były realizowane, to czemu nie? Nawet jeśli by to było częściowo sfinansowanie. To wszystko jest kwestia tzw. woli. Jeżeli jest wola, to my się tak dostosujemy, żeby te środki absorbować.

- Nie martwi Pana, że cena stadionu ciągle rośnie? Kiedyś mówiło się, że 30 milionów wystarczy, potem że potrzeba 50, a teraz o 100 milionach się mówi.

- Jest to oczywiście też związane z rynkiem budownictwa. Wiem, że te ceny rosną. Nie wiem, jaki będzie przyszły rok, jeżeli chodzi o ceny, bo się tym rynkiem tak bardzo nie zajmuję, ale może się troszeczkę wychłodzą te inwestycje i wtedy może się okazać, że ceny troszeczkę spadną.

- Rada Miasta - to jest gremium gdzie Ludomir Handzel nie ma większości, i na razie żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazują na to, żeby miał tę większość mieć.

- Tak, ale jeżeli zaproponuję darmową komunikację dla sądeczan, to myślę, że tego typu pomysły znajdą akceptację. Myślę, że mieszkańcy Nowego Sącza, oglądają sesje i sami wyciągają wnioski.

- Czyli chce Pan powiedzieć: Jestem spokojny, bo ludzie wiedzą, co mają o tym myśleć?

- Dokładnie to miałem na myśli.

- Ale dla spraw miasta, dla funkcjonowania, inwestycji, brak większości to jednak jest pewne utrudnienie.

- Oczywiście, że tak. Ale tak jak powiedziałem, jeżeli jestem przekonany, że pokazuję dobry projekt, to nie widzę powodu, żeby to było blokowane.

- Co to znaczy: bezpłatna komunikacja dla sądeczan?

- Pracujemy nad Kartą Nowosądeczanina, którą zapowiedziałem. Myślę, że najpóźniej 1 stycznia przyszłego roku, ale może 1 września tego roku, uda się wprowadzić ją w życie. Planujemy, żeby komunikacja MPK była bezpłatna dla wszystkich mieszkańców Nowego Sącza. M.in. będzie to także sieć darmowych miejsc parkingowych. Dopracowywane są szczegóły, czy to ograniczyć czasowo czy też nie. Trwają wewnętrzne dyskusje, bo pojawiły się dylematy jak można udostępnić miejsce parkingowe na osiedlu na 8 godzin, żeby nie zrobić z tego parkingu przydomowego. Może ograniczenie do dwóch godzin, będzie lepsze, wtedy można załatwić urzędową sprawę, zakupy.

- I przestawiać to auto?

- Być może też, ale to już jest jakiś kłopot.

- Dobrze, a kto do tego dopłaci? Pieniądze na darmową komunikację weźmiemy z...?

- Pieniądze na darmową komunikację weźmiemy z optymalizacji MPK, bo widzimy tam dużo możliwości oszczędności, dużo możliwości zwiększenia przychodów MPK. Marzy mi się uruchomienie kursów do Chełmca - i tutaj rozmawiamy z panem wójtem.

- I one już nie będą darmowe?

- Dla sądeczan będą darmowe, natomiast dla pozostałych mieszkańców będą płatne. Myślę też o uruchomieniu linii do Piwnicznej w wykorzystaniu potencjału warsztatowego MPK. Proszę sobie wyobrazić, że np. samochody Urzędu Miasta były w różnych miejscach serwisowane. Dla mnie naturalną rzeczą jest, że powinny być serwisowane w MPK, żeby pieniądze zostawały w organizacji wewnętrznej.

- Co to znaczy samochody Urzędu Miasta? Ile ich jest?

- Wiemy, że jest kilkadziesiąt pojazdów użytkowanych przez Urząd Miasta i różne też podmioty, takie które podlegają prezydentowi.

- Jest w tym służbowy samochód prezydenta miasta?

- W przysłowiowym ratuszu były trzy pojazdy. Ja użytkuję samochód prywatny.

- Dlaczego?

- Oszczędności trzeba zacząć od siebie, samoograniczać się. Uważam, że to jest ważne.

- Co ze spółką miejską SIM?

- Również dokonany tam był audyt. Z takich ciekawostek powiem, że wyraziłem swoją radość, gdy zobaczyłem, że działalność na parkingach przynosi 269 tys. zł zysku w skali roku. Ale pani prezes pokazała następny slajd, na którym widniało, że koszt ogólny zarządu to prawie pół miliona złotych. I w tym momencie pojawia się kłopot, bo spółka wygenerowała za poprzedni rok 170 tys. złotych straty i aby utrzymać bieżącą płynność, do końca czerwca potrzebuje około 200 tys. złotych z budżetu miasta. Więc to jest ciekawostka, że mamy spółkę, która powinna przynajmniej w okolicach zera się kręcić, a musimy do niej dopłacać. 70 procent pożerają wynagrodzenia, czyli twór jest nieefektywny.

- Nie rozumiem. Powiedział Pan: 260 tysięcy było zarobku na parkingach miejskich, a Pan je teraz zrobi za darmo. To tych 260 tys. zł nie trafi do budżetu.

- Tak troszeczkę żartując, to z drugiej strony nie trzeba będzie dopłacać do Sądeckiej Infrastruktury Miejskiej. Natomiast są dwa strumienie pieniędzy. To jest to, co uzyskuje SIM na obsłudze parkingu, miasto otrzymuje swój procent od każdej złotówki wrzuconej i to otrzymuje Miejski Zarząd Dróg. Także wydaje mi się sensowne, żeby albo to prowadził Miejski Zarząd Dróg albo żeby to prowadził jakiś podmiot zewnętrzny.

- Mam wrażenie jakby Pan nie chciał powiedzieć tego zdania, że SIM niebawem zniknie.

- Bodajże w okolicach połowy marca będzie walne posiedzenie udziałowców i ono podejmie decyzję, co zaproponuje Radzie Miasta. Ale nie ukrywam, że w tej chwili skłaniam się do likwidacji tej spółki. Przejęcie oczywiście funkcji przez inne podmioty, bo twór był stworzony sztucznie. Jeżeli zarządzanie nieruchomościami to powinien się tym zająć STBS, jeżeli parkingi to MZD, szalety - Gospodarka Komunalna.

- W sprawozdaniu finansowym SIM dopatrzyłem się jednego szaletu miejskiego, który przynosi deficyt. Mimo że szalety publiczne są w Nowym Sączu miejscami deficytowymi, to ich prowadzenie też jest deficytowe. Nie da się na tym zarobić Panie prezydencie? Każdy potrzebuje skorzystać.

- Dokładnie tak. Dlatego trzeba to zmienić. Jeżeli nałożymy na to koszty zarządu i rady nadzorczej to trudno oczekiwać, aby to było rentowne.

- Marszałek województwa Marek Kozłowski jakieś dwa tygodnie temu powiedział: „Klucz do współpracy marszałka z prezydentem znajduje się w tej chwili w rękach Ludomira Handzla. Musi go tylko przekręcić we właściwą stronę”.

- Jestem bardzo otwarty na współpracę z panem marszałkiem, tak jak wielokrotnie mówiłem. Bardzo go cenię, jest świetnym organizatorem. Pochodzi z Sądecczyzny, więc mam duże nadzieje na wspólne projekty, na dobrą współpracę.

- Ale o co chodzi z tym kluczem? Bo marszałek zachęca Pana do przekręcania jakiegoś klucza.

- Jeden z moich niedawnych kontrkandydatów nie może się pogodzić, że przegrał wybory. Było takie oczekiwanie, żeby zajął fotel wiceprezydenta, a ja się na to nie zgodziłem. Nie chciałem oddać sądeckiej oświaty w ręce pani przewodniczącej, i myślę, że to chyba jest główny problem. Ja cztery lata temu po przegranych wyborach nie wpadłem na pomysł, żeby być wiceprezydentem miasta i tak usilnie zabiegać o stanowiska, chociaż ten dystans wyborczy był dużo mniejszy. Teraz sądeczanie jasno wybrali, jasno wskazali ścieżkę. Ja nie mogę sądeczan oszukać i pójść inną drogą.

- Czyli jak Pan odpowiada marszałkowi Kozłowskiemu na tę metaforę z tym kluczem?

- Klucz jest w naszych rękach, bo oczywiście ja jestem cały czas otwarty na kontakt z panem marszałkiem i współpracę.

Wykorzystano fragmenty nagrania dla Regionalnej Telewizji Kablowej

Oprac. KT

Pobierz cały numer DTS:

 

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie