Odszedł Krzysztof Mrówka. Świetny dziennikarz. Człowiek ulepiony z życzliwości

Odszedł Krzysztof Mrówka. Świetny dziennikarz. Człowiek ulepiony z życzliwości

Tego się Krzysiek kolegom nie robi! Bo później nie można się pozbierać do życia. Bo oczy mokre, a myśli rozbite na kawałki i nie kleją się nawet w jedno zdanie, które broni się jak może, żeby jednak nie zaistnieć czarno na białym. Bo to zdanie boli: Krzyśka Mrówki nie ma już na tym świecie.

Znakomity dziennikarz, a przede wszystkim człowiek ulepiony z życzliwości dla innych ludzi. Rozdawał ją na prawo i lewo bez umiaru.

Urodził się i mieszkał w Krakowie. Był absolwentem prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Kończył studia, gdy ja rozpoczynałam podstawówkę – w 1981 roku, więc jeszcze nie czas… Na miły Bóg jeszcze nie!

Był wiernym kibicem Wisły Kraków i wiernym kibicem każdego z nas, choćby los skrzyżował nasze z nim drogi tylko na chwilę. Wystarczyło kilka tygodni wspólnej pracy, gdy oddelegowano go z Krakowa do Nowego Sącza, aby pokierował nowosądeckim oddziałem dawnej, jeszcze wówczas naszej „Gazety Krakowskiej”, aby Krzysiek znalazł dla siebie kącik w kilkunastu sercach. Nie mogło być inaczej. Był jak aspiryna na pierwsze objawy grypy i jak kawa na zaspany poranek. Dobrodusznym uśmiechem łagodził nieokrzesanych, błyskotliwą inteligencją, również tą emocjonalną, szczerym zainteresowaniem drugim człowiekiem i gotowością do pomocy, zdobywał szacunek i uznanie.

Swojego talentu użyczał między innymi dziennikowi sportowemu „Tempo”, „Gazecie Wyborczej”,  „Gazecie Krakowskiej”, „Gazecie Giełdy i Inwestorów Parkiet” i Interii.

Zmarł nagle. Wczoraj. W Krakowie. Nie zdążyliśmy wypić nad Wisłą kawy, na którą czekaliśmy od kilku lat i zawsze doba była za krótka, a tygodnie mijały w niedorzecznie szalonym tempie.

Tego się Krzysiek kolegom nie robi. Z kim wymienię emocje po dzisiejszym finale mundialu? Z kim westchnę nad światem, który lawiruje między czarnymi dziurami? No dobrze… niech Ci będzie. Wiem, co byś powiedział. Wszyscy TAM idziemy, więc jest jakaś szansa, że  kiedyś nadrobimy to, z czym nie zdążyliśmy po tej stronie.

Dziękuję, że mogłam Cię poznać.

Zdjęcie z archiwum Krzyśka i krakowskiej prasy

Czytaj też:

Krótka historia pewnej statuetki. Skok na Puchar Rimeta

 

Share on twitter
Share on facebook