Niemiecki biznesmen chce kupić Sandecję? Podpytujemy ludzi związanych z klubem o szanse...

"Szurek na sportowo". Trzeba dopisać, że szkoda. W ostatnim czasie miasto nad Dunajcem bądź Kamienicą, jak kto woli, obiegła wieść, że Sandecję Nowy Sącz z finansowych kłopotów, a te istnieją i mają się dobrze, może wybawić przedsiębiorca budowlany z Berlina. W sumie miło sobie poczytać o tajemniczym dobroczyńcy gotowym wpompować swoje miliony w polski klub pierwszej ligi, ale postanowiłem dopytać tu i tam, ile w tych plotkach prawdy.

Szybko okazało się, przynajmniej zdaniem wiarygodnych informatorów, tyle ile wody na pustyni. Faktycznie prawdą jest to, iż na meczu z Chojniczanką ów niedoszły wybawca Sandecji był. I... to byłoby na tyle.

Prezydent w tekście

Zatem po kolei. Był, ale przypadkiem. Posiedział, popatrzył, pożartował w doborowym towarzystwie. W sumie to bardziej miał zachwalać polską gościnność, niż być pod wrażeniem magii klubu. Bardziej miał przyznać, że uruchomi swoje kontakty wiedząc, że Sandecja jest w potrzebie, aniżeli samemu zadeklarować chęć pomocy finansowej.

Zdaniem informatorów szanse na wejście tego niemieckiego biznesmena do Sandecji, należy oszacować na około pięć procent. A i to wariant optymistyczny. Jak to się mówi „nadzieja umiera ostatnia” i ten kto chce się jej trzymać, niechaj się jej trzyma. Możliwe, że dzięki temu na co dzień poczuje się choć odrobinę lepiej.

PS: to wszystko nie oznacza, że nikt nie wejdzie w Sandecję ze swoimi pieniędzmi. Być może będzie to polski przedsiębiorca, ale do konkretów droga daleka. 

Odwiedź konto autora na Twitterze

Wypowiedz się w tej sprawie