Na zdrowie! To znaczy niech lektura tego wydania DTS pójdzie Wam na zdrowie. A z tym nie jest u nas najlepiej. Oczywiście wiosna, na którą wszyscy już u utęsknieniem czekają, to zawsze nowe rozdanie. Problem w tym, że każda kolejna wiosna ma być pretekstem do większej dbałości o zdrowie, środowisko, świat wokół nas, a kończy się „jak zawsze” – czyli na planach.

WSB2020

W rutynowym katalogu naszych żelaznych postanowień prozdrowotnych, jakie nawiedzają nas końcem zimowej pory, królują zazwyczaj pobożne życzenia. Zrzucić zbędne kilogramy, aby zmieścić się w ubiegłoroczny ciuch, gimnastykować się i biegać, no i żelazny punkt – wizyty w siłowni, które mają nadać naszemu pozimowemu ciału kształt godny zachwytu plażowiczów najmodniejszych kurortów. A na prozdrowotny deser jeszcze solarium, wszak nasza skóra szara jakaś, jak po odsiedzeniu półrocznego wyroku w miejscu odosobnienia, gdzie słońce nie zagląda. I to był zestaw jak z kolorowego poradnika dla nastolatek pt. jak być zdrowym, pięknym i bogatym. Rzeczywistość prawdopodobnie wygląda nieco inaczej, a najczęściej diametralnie odmiennie. Stawiamy dolary przeciwko orzechom, że większość Waszych znajomych z pracy - podobnie jak Wy - ziewa, narzeka na bóle głowy, kaszle, a wczesnym popołudniem czuje się tak zmęczona, jakby w pracy przerzucała wagony węgla, a nie papiery z biurka na biurko. Ciało wysyła zmęczeniowe sygnały SOS, ale resetu po przydługawej zimie domaga się również głowa.

To m.in. efekt krótkiego dnia, braku słońca i jakiejkolwiek aktywności na świeżym powietrzu. Zresztą określenie „świeże powietrze” powinno być okresowo zakazane. Od dawna bowiem jest zaliczane do rodziny tych określeń, które wyszły z użycia, jak homonto albo ausztuk. Tego, co się dzieje z naszym organizmem w efekcie oddychania fatalnym powietrzem, nie będziemy tu streszczać, robi to fachowo pulmonolog wewnątrz tego numeru. Generalnie bardzo trudno będzie znaleźć jakieś jasne strony tego ciemnego okresu, który się właśnie kończy. I nawet jeśli jakimś cudem temperatura sprawi, że od jutra wygasimy wszystkie nasze niemiłosiernie kopcące piece, to zaśnieżone do niedawna drogi, posypane zostały taką ilością popiołu, żużlu i wszelkiej chemii, że do lata będziemy wdychali kolejny trujący obłok. Prawdopodobnie jeszcze bardziej szkodliwy niż ten z zimowego komina. No chyba, że niebo się nad nami zlituje i ześle ulewny, kilkudniowy deszcz. W Nowym Sączu można to załatwić prościej, wysyłając do akcji uliczne polewaczki, tylko kto i gdzie je ostatnio widział?

Ciekawe czy wśród licznych postanowień, które mają uczynić nasze życie lepszym i zdrowszym, znajdzie się również odważna deklaracja rodziców: „Nie będziemy odwozić dzieci samochodami do szkoły!”. Brawa dla tych, którzy właśnie w tym momencie podjęli taką decyzję. Ziemia trochę odpocznie od spalin Waszych aut, a przy okazji Wasze dzieci zrobią codziennie kilkaset kroków ekstra, co może im kiedyś uratować życie. I znowu nie będziemy tu wspominać, że w Finlandii dzieci jeżdżą do szkoły rowerami nawet wtedy, kiedy jest minus 15 stopni. O rowerach również w tym miejscu nie piszemy, poświęciliśmy im wewnątrz numeru sporo miejsca. Gdyby jednak od jutra tylko 500 osób w Nowym Sączu zdecydowało się przesiąść na rowery, życie naszego miasta odmieniłoby się diametralnie na lepsze. Marzenia ściętej głowy? A przy okazji – czy w mieście o tak fatalnej jakości powietrza nie powinno się dodatkowo karać kierowców, którzy pod sklepami i na osiedlowych parkingach nie gaszą silników swoich samochodów. Nowy Sącz się dusi, a nikt nie zwraca uwagi, że dziesiątki i setki samochodów zabija nas spalinami, tylko dlatego, że kierowca na kogoś czeka, albo bawi się telefonem. Kryminał!

Bylibyśmy zapomnieli. Korki w Nowym Sączu będą nieco mniejsze. Nieoficjalnie, bo nieoficjalnie dowiadujemy się, że firma Fakro planuje wypuścić na trasach do Bobowej i Krynicy zakładowe autobusy, obsługiwane codziennie przez samych dojeżdżających pracowników. I nawet jeśli to ciągle kropla w morzu potrzeb, to jednak korek na ul. Węgierskiej ma szansę zmniejszyć się o ok. 30-40 samochodów dziennie. O każdym dobrym przykładzie trzeba wspominać. Ale tak dopiero będzie, a jak było?

Odchodząca zima po raz kolejny obnażyła nasze sezonowe grzechy i zaniedbania. Jeśli znacie kogoś, kto w rubryce „sport, aktywność fizyczna” wpisuje narciarstwo, to pogratulujcie mu poczucia humoru. Podglądaliśmy regularnie i wnioski jeżą nam włosy na głowie. Trudno uznać zjeżdżanie na nartach z górki za aktywność fizyczną wymagającą szczególnych predyspozycji i kondycji, a do tego infrastruktura współczesnych stacji narciarskich rozleniwia narciarzy do granic możliwości. Ktoś zażartował, że wyciągi krzesełkowe zostaną niebawem zastąpione samochodowymi, aby najbardziej leniwi mogli wyskakiwać na stok prosto z auta. A po dwóch zjazdach trzeba się oczywiście pokrzepić wprost na stoku, dobrze jeśli tylko kotletem, bo przecież narciarstwo to dyscyplina sportu, którą można uprawiać nawet po kilku piwach.

I jeszcze jedno – właśnie stopniał śnieg, którego tej zimy było wyjątkowo dużo. I co z tego? Nie udawajcie, że nie widzicie. Mieszkamy na wielkim śmietniku, drodzy rodacy. Przez wiele miesięcy wyrzucaliście do przydrożnych rowów wszystko co normalni ludzie wyrzucają na śmietnik a najlepiej segregują. Oczywiście najczęściej butelki, puszki, plastiki, pudełka po pizzy. Kto to zrobił? Nieznani sprawcy.

Kliknij i pobierz bezpłatnie numer już teraz:

 

 

 

BOBO

Wypowiedz się w tej sprawie

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w Polityce prywatności oraz regulaminem, dostępnymi na stronie internetowej.