Michał wrócił do Florynki. Sześć lat po śmierci…

Михайло Романяк – Michał Romaniak miał dziesięć lat, kiedy jego rodzina musiała pakować walizki i opuścić rodzinne gospodarstwo we Florynce. Chłopak dopiero ukończył pierwszą klasę, ale nie zdążył odebrać świadectwa. Rodzice nie zdążyli zebrać zboża w polu.

7 lipca 1947 roku wraz z trzydziestoma dwoma innymi rodzinami wysiedlonymi z Florynki w ramach Akcji Wisła, pojechali na Ziemie Odzyskane opuszczone przez Niemców. We wsi koło Legnicy, która wcześniej nazywała się Michaelsdorf, a później Michałów, 165 ludzi rozpoczęło nowe życie.

Najstarsza osoba miała 78 lat. Najmłodsza urodziła się w wagonie we Wrocławiu kilka dni wcześniej. Na Dolnym Śląsku Michał z Florynki ukończył liceum, poszedł na studia i został nauczycielem. Najpierw uczył języka ukraińskiego, później fizyki z astronomią i matematyki. W swojej nowej małej ojczyźnie organizował teatr amatorski i łemkowskie watry, wystarał się o budowę cerkwi. Zmarł w grudniu 2015 roku. Po sześciu latach stała się rzecz niezwykła: znów pojawił się we Florynce. Sprowadził go Arkadiusz Andrejkow w kooperacji z Kamilem Kmakiem.

Michał Romaniak nigdy nie przestał tęsknić za wioską, z której pochodził. Na ścianie świetlicy w Michałowie malował panoramę Florynki ze szczytami gór Chełm, Kiczera, Jaworze. Budował makiety cerkwi, chyż i kapliczek z rodzinnych stron, usypywał z ziemi miniatury znanych z dzieciństwa gór, rzeźbił doliny potoków. Patron cerkwi w Michałowie, która powstała z jego inicjatywy i cerkwi we Florynce jest ten sam: święty Michał Archanioł.

Kto chce zobaczyć Michała i jego bliskich, niech szuka we Florynce współrzędnych geograficznych: 49.552918, 20.987386 . Drewnianego budynku nie sposób przeoczyć. Ze starych desek patrzy siedem par oczu ludzi, których historia rozpoczęła się właśnie tutaj, w kolebce łemkowskiej inteligencji.

Dzięki uprzejmości mieszkańców gospodarstwa, w którym do 1947 roku mieszkała rodzina Romaniaków, symbolicznie znów są we Florynce. Michał Romaniak i Michał Łuczkowiec to kuzyni – obydwaj urodzeni w 1937 r. Ich matki – Anastazja, żona Wasyla Romaniaka, i Anna, żona Jana Łuczkowca były siostrami o nazwisku panieńskim Gojdycz. Między nimi stoi ich młodszy brat, Dymitr Gojdycz – wyjaśnia Kamil Kmak, pomysłodawca projektu Saga Grybów.

Obraz na ścianie budynku namalowany przez Arkadiusza Andrejkowa jest jednym z wielu, które pojawiły się w ostatnim czasie w okolicy. Przypominają o ludziach stąd.

Miejsce powstania dzieła zawdzięczamy po części przypadkowi. W czerwcu 2020 roku, komponując projekt, trafiliśmy w Internecie na film z 2002 roku zatytułowany “Florynka – łańcuch ludzkich wspomnień”, który obrazuje odwiedziny Michała Romaniaka z żoną w rodzinnym domu i serdeczne przyjęcie gości przez rodzinę Steców – Jana i Marię z dziećmi i wnukami. Adres ten okazał się naszym najlepszym możliwym trafem. Spotkaliśmy tam zrozumienie, otwartość, entuzjazm i serdeczność. Jesteśmy szczęśliwi, że dokładamy kolejne ogniwa do łańcucha pamięci – opowiada Kamil Kmak.

***

Prawdopodobnie wielu młodych ludzi, którzy żyją dziś w malowniczo położonej wiosce nieopodal Grybowa, miałoby kłopot z odpowiedzią na pytania o historię Florynki. Dla ich rodzin ta historia ma początek po wojnie. Dziadkowie i ojcowie współczesnych mieszkańców Florynki przybyli z Krużlowej, Kąclowej, Siołkowej oraz z terenów zalanych w wyniku zbudowania tamy rożnowskiej. Byli osadnikami. Przejęli gospodarstwa należące wcześniej do Łemków wywiezionych daleko w Polskę. Łącznie tylko z tej jednej wsi wysiedlono w ramach Akcji Wisła ponad 200 rodzin.

Nawet łemkowski cmentarz oddano polskim osadnikom. Jego kamienny mur powoli znikał, fragment po fragmencie stawał się budulcem fundamentów nowych domów albo umocnień przeciwpowodziowych. Podobnie bywało niestety z płytami nagrobnymi z piaskowca. Miejsce, pochówku kilku tysięcy Łemków przeobraziło się w łąkę. Historia skazywana na niepamięć nie miała jak się bronić. Argument, że przecież tę okolicę od niepamiętnych czasów zamieszkiwali wołoscy pasterze, którzy dali początek Łemkom, że gospodarze narodowości polskiej byli we Florynce zdecydowaną mniejszością, nie miał siły przebicia. Tylko potok Mostysza, raz w czas przypominał co to za miejsce podmywając mogiły i wydobywając z ziemi kości zmarłych.

W 1780 r. Florynka liczyła około 100 rodzin. Wieś, jedną z większych wówczas w regionie, liczącą 190 domów zamieszkiwało około 1100 osób. Prawie sami Łemkowie, z wyjątkiem kilku rodzin polskich i żydowskich. W grudniu 1918 r. na wiecu przy plebanii grekokatolickiej we Florynce proklamowano separatystyczną Rusińską Ludową Republikę Łemków obejmującą mniej więcej 130 łemkowskich wsi w powiatach nowosądeckim, gorlickim i sanockim. Na czele samozwańczego państwa stanął Jarosław Kaczmarczyk – prawnik z Binczarowej. Ministrem spraw zagranicznych został proboszcz z Florynki – ksiądz Wasyl Kuryłło, a Mykołaj Gromosiak – rolnik z Krynicy został ministrem rolnictwa.

Po 16 miesiącach władze polskie siłowo zlikwidowały Republikę Łemków. Jej „dowództwo” aresztowano, osadzono w więzieniu w Nowym Sączu i oskarżono o zdradę stanu, przestępstwo zagrożone karą śmierci. Na szczęście sąd okazał się łaskawy. Jeden z aktywistów postawionych przed obliczem Temidy usłyszał wówczas: „Ma pan dobre ideały, ale jest pan utopistą. Pragnie pan, aby Łemkowszczyzna była centrum zainteresowania całego świata i była wyjątkiem w grupie bardzo złożonych światowych problemów…”. W 1921 r. ława przysięgłych uniewinniła oskarżonych, stwierdzając, iż „nie mieli złej woli”.

***

Trudno z całą pewnością stwierdzić czy miał rację Czesław Niemen wyśpiewując nadzieję, że ludzi dobrej woli jest więcej, ale przynajmniej wiadomo, że są skuteczni.

W 2004 roku cmentarz łemkowski we Florynce zwrócono Cerkwi, oddając go we władanie parafii w Hańczowej. Pochowano na nim trumnę, do której złożono zebrane podczas ekshumacji kości dawnych mieszkańców Florynki.

W 2021 roku artysta z Sanoka na zaproszenie pasjonata historii z Grybowa uwiecznił na deskach pamięć o dawnych gospodarzach łemkowskiej chaty, o Michale z Florynki, zwanym później Michałem z Michałowa.

Historia broni się. Dzięki ludziom, którzy wiedzą, że z pamięcią o przeszłości, łatwiej budować dobrą przyszłość.

Projekt murali i deskali Arkadiusza Andrejkowa “Cichy Memoriał – Grybowska Saga” powstaje dzięki ofiarności publicznej, pracy społecznej stowarzyszenia Saga Grybów, a także dzięki uprzejmości właścicieli ścian i fotografii. To wspólne dzieło grybowian, tych z zamieszkania, z pochodzenia i/lub z serca, w którym łączymy pokolenia, łączymy przeszłość z teraźniejszością, odnawiamy zerwane lub naderwane więzi ludzi i miejsc oraz tworzymy konstelację złożoną z postaci symbolicznie wpisujących się w różne wątki historii grybowszczyzny – różne języki, wyznania, narodowości – splatając wszystkie w jedną grybowską sagę. Tym samym, choć symbolicznie, przywracamy utracony w zawieruchach i trybach XX wieku świat naszych dziadków i babć, w którym na rynku i na ulicach Grybowa, spotykali się Łemkowie, Żydzi i Polacy”.

Źródła: www.lemko.pl; www.saga-grybow.com; Sączopedia;

 

Czytaj też:

Grybów w ,,Podwójnym życiu Weroniki” Krzysztofa Kieślowskiego

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.